Nowy numer 44/2020 Archiwum

Urodził się, bo zdarzył się cud

Ma na imię Szymon. Ma zaledwie kilka miesięcy. Właśnie został ochrzczony. Rodzice wybrali to imię dla syna, wierząc że Bóg ich wysłuchał.

Małgosia i Łukasz na co dzień mieszkają w Chodlu. Tutaj też formują się w działającej przy parafii Trójcy Świętej i Narodzenia Najświętszej Maryi Panny wspólnocie „Światło”. Są małżeństwem od przeszło sześciu lat. – Byliśmy bardzo zakochani i szczęśliwi. Wydawało nam się, że wszystko będzie takie proste, cudowne, bo się kochamy – opowiada pani Małgosia. – Bardzo pragnęliśmy dziecka. Miało być dopełnieniem wielkiego szczęścia. Okazało się, że nasze marzenia i plany nie wystarczą.

Młode małżeństwo musiało zmierzyć się z problemem, z którym we współczesnym świecie mierzy się coraz więcej par – brakiem potomstwa. – Najpierw leczyłam  endometriozę, później Hashimoto, jeszcze później bielactwo. Kiedy w końcu zaszłam w ciążę, poroniłam ją, a na dodatek okazało się, że cierpię na niezłośliwy nowotwór jajnika – wylicza pani Małgosia.

Mimo że sytuacja była trudna, małżonkowie cały czas wierzyli, że w końcu zostaną rodzicami. – Od dnia przyjęcia sakramentu małżeństwa towarzyszyły nam cały czas słowa  Romana Brandstaettera, które dziś dla nas nabrały nowego znaczenia: „… Nic się nie dzieje przedwcześnie, i nic się nie dzieje za późno, i wszystko się dzieje w swym czasie, wszystko... Wszystkie uczucia, spotkania, odejścia, powroty, czyny, zamiary. Zawsze właściwą godzinę biją Boże zegary" – podkreślają.

Po wszystkich nieudanych próbach, po doświadczeniu wielu chorób, Małgosia i Łukasz rozpoczęli szturm do nieba w intencji poczęcia dziecka. – Oczywiście modliliśmy się wcześniej – podkreślają zarówno razem, jak i każde z osobna. – Ja tak naprawdę wymodliłam sobie dzięki nowennie do św. Józefa mojego męża, w tamtym jednak czasie, postanowiliśmy prosić o tę modlitwę tak naprawdę każdego napotkanego człowieka – dodaje pani Małgosia.

Małżonkowie prosili o dar potomstwa wszędzie, gdzie to było możliwe. – Szczególnie podczas naszych posług z diakonią muzyczną z Chodla m.in. w Kazimierzu Dolnym, Częstochowie, Kodniu czy podczas pielgrzymek do Kębła i Wąwolnicy. Matka Boża pokazywała nam, jak dla nas ludzie łączą się w modlitwie, jak obcy nam ludzie podejmują posty, wyrzeczenia, abyśmy właśnie my mogli zostać rodzicami. Wiele razy były zamawiane za nas Mszę św., zarówno przez nas samych, jak i naszych przyjaciół, znajomych, rodzinę w całej Polsce, a my sami w intencji poczęcia dziecka odmawialiśmy Nowennę Pompejańską.

I nagle problemy zaczęły znikać. To co nie możliwe, okazało się możliwe. – 28 września urodził się nam syn – Szymon. To mąż wybrał imię. W języku hebrajskim oznacza ono „Bóg wysłuchał” – mówi pani Małgosia. – Nasza radość nie miała granic. Mamy świadomość, że możemy się nim cieszyć dzięki modlitwie wielu osób. Matka Boża wysłuchała naszych próśb.

Dziś jego rodzice, wdzięczni Pana Bogu, chcą dodać otuchy i wlać w serca wszystkich małżeństw, które pragną potomstwa nadzieję, że z Bogiem nie ma nic niemożliwego, trzeba tylko cierpliwości. – Chcemy każdego ósmego dnia miesiąca ofiarować Mszę świętą za małżeństwa czekające na dzieci. Msza będzie odprawiana w naszym parafialnym kościele pw. Trójcy Świętej i Narodzenia NMP w Chodlu.  

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama