Nowy numer 43/2020 Archiwum

Kotły do zadań specjalnych

Lubelski zespół młodych muzyków jest w coraz lepszej formie. Ma też nowy, wyjątkowy instrument.

Pueri Cantores Lublinenses, archidiecezjalny chór chłopięco-męski, za chwilę będzie obchodził 5-lecie swojej działalności. W ciągu tych kilku lat stał się chórem rozpoznawalnym nie tylko na Lubelszczyźnie, ale także w całej Polsce, a nawet poza jej granicami. Od trzech miesięcy w posiadaniu chóru są kotły, wyjątkowy instrument. – Od zawsze marzyły mi się te kotły – opowiada dyrygent chóru ks. Attila Honti. – Widziałem je w katedrach w Budapeszcie, Wiedniu, Berlinie. Wszędzie tam ich użycie, podobnie jak trąb, wpisane jest w muzyczną tradycję.

Kotły są instrumentem strojonym, co oznacza, że mogą grać dźwięki o określonej wysokości. Tę wysokość można jeszcze dodatkowo zmieniać poprzez zmianę napięcia membrany, używając do tego celu specjalnego pedału. W ten sposób na jednym kotle można zagrać spory zakres różnych dźwięków. Robi się to, uderzając w membranę filcowymi lub drewnianymi pałeczkami. Kotły są najważniejszym elementem w rodzinie orkiestrowych instrumentów perkusyjnych. Pozwalają trzymać rytm, wspierają melodię i harmonię. To tak stary instrument, że niemożliwe jest dziś ustalenie, w którym kraju powstał. Istnieją greckie i egipskie malowidła sprzed tysięcy lat, które pokazują grę na kotłach.

Król orkiestry

Ksiądz Attila postanowił spełnić marzenie o zakupie kotłów do chóru. – Pozyskałem pieniądze na zakup instrumentu, zbierając ofiary po parafiach i szukając sponsorów. Dzięki temu dziś mamy na stanie dwa kotły.

Przy instrumencie w czasie każdej próby i koncertu zasiada Adam Augustowski. Ma 16 lat, jest uczniem Liceum Muzycznego im. Karola Lipińskiego w klasie perkusji. − Adam od początku funkcjonowania chóru jest z nami. Od listopada ma nową funkcję – zaznacza ks. Attila. – Jest królem orkiestry – śmieje się dyrygent. – Zawsze też siedzi najwyżej.

− Często się mówi, że kotlista czy perkusista niewiele robi w orkiestrze – stwierdza Adam. – I rzeczywiście, czasami w czasie godzinnego występu można mieć zaledwie dwa razy swoją zagrywkę, ale jest to bardzo ważna zagrywka – podkreśla. Tego samego zdania jest dyrygent. – Niekiedy kotlista może uratować występ, bo on musi się mieć cały czas na baczności. – Dokładnie tak jest – dodaje Adam. – Często partytura ma bardzo dużo stron. Muszę cały czas w związku z tym liczyć takty, by wiedzieć, w którym momencie wejść, bo dyrygent nie zawsze pokaże, kiedy trzeba to zrobić.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama