Nowy numer 22/2020 Archiwum

Te same treści – skrajne reakcje

Ks. Michał Zybała, koordynator ds. nowej ewangelizacji w archidiecezji lubelskiej, mówi o umieraniu dla ewangelizacji i jej najsłabszym ogniwie – ewangelizatorach.

Justyna Jarosińska: 150 ewangelizatorów, 271 parafii, do których dotarł kerygmat. Projekt „Źródło” po 6 latach właśnie dobiega końca. Czy można już mówić o jego owocach?

Ks. Michał Zybała: Ja w ogóle nie lubię mówić o owocach. Tak naprawdę ten projekt w takiej czy innej formie powinien być cały czas kontynuowany, bo ewangelizacja ze swojej natury powinna być permanentna. Natomiast mogę powiedzieć, że bez wątpienia wyraźnym owocem tego przedsięwzięcia jest integracja ludzi, którzy tworzyli ekipy ewangelizacyjne. Każda składała się z osób pochodzących z różnych wspólnot. Czas ich tworzenia wspominam jako ścieranie się różnych frontów. Każdy miał swój pomysł na prowadzenie rekolekcji. Pamiętam, jak podczas jednego z późniejszych naszych spotkań ktoś podsumowywał czas powstawania ekip, mówiąc, że na pierwszym spotkaniu prawie się pozabijaliśmy, na drugim wszyscy milczeliśmy, bo byliśmy na siebie poobrażani, na trzecim zaczęliśmy się odzywać, a na czwartym podjęliśmy konkretną współpracę.

Dziś, po tych 6 latach, kiedy robiliśmy ankietę i pytaliśmy ludzi, czy gdyby pojawiła się jeszcze raz taka inicjatywa, woleliby głosić Ewangelię wspólnie z członkami swoich wspólnot czy w składzie mieszanym, prawie 100 proc. ankietowanych odpowiedziało, że w mieszanym. Myślę, że to wielki sukces. Jest to oczywiście trudne, ale trzeba przecież zapłacić jakąś cenę za doświadczenie jedności i wymiany darów. Nawet kiedy podczas różnych spotkań w Polsce opowiadaliśmy o projekcie „Źródło”, dla wszystkich słuchaczy największym kosmosem była właśnie ta międzywspólnotowość ewangelizatorów.

Archidiecezja lubelska była pierwszą, która wprowadziła tego rodzaju formę ewangelizacji?

Pierwsza coś podobnego zrobiła archidiecezja warmińska. My byliśmy drudzy. Zaraz po rozpoczęciu projektu „Źródło” episkopat w programie duszpasterskim wydał zalecenie, żeby właśnie tego rodzaju rekolekcje przeprowadzać we wszystkich parafiach. Myśmy wcześniej o tym nie wiedzieli, ale to był też taki mały dowód na to, że Duch Święty tym wszystkim kieruje. Parę diecezji zaczęło po nas w Polsce tego rodzaju projekty robić. Każda oczywiście w nieco innej formie, ale cel jest ten sam: głoszenie Dobrej Nowiny i kerygmatu (który często nie jest głoszony) – przy pomocy ludzi świeckich jako wspólnoty Kościoła, posługując się świadectwem ich życia i doświadczeniem, jak Pan Bóg działa w ich historii.

Co w czasie realizacji projektu było najtrudniejsze, co wypadło najsłabiej?

Tak naprawdę w ewangelizacji w ogóle najsłabszym ogniwem jest sam ewangelizator. W dokumentach kościelnych jest to nawet napisane i myślę, że sam Kościół w sobie ma wiele przeszkód wewnętrznych. Nasz brak gorliwości, formacja, która zawsze jest niedostateczna, nasza chęć życia dla siebie, niechęć do oddawania swojego życia – „umierania” dla innych, bo żeby wyjechać na głoszenie w parafii rekolekcji przez cztery dni, trzeba było urwać coś z urlopu w swojej pracy, zamiast być np. dłużej na plaży. To był wysiłek. Z zasady najsłabszym ogniwem wcale nie są odbiorcy, nawet jeśli są to poganie czy ludzie wrodzy Kościołowi, bo jeżeli słyszą Dobrą Nowinę i autentyczne świadectwo życia, najczęściej są tym bardzo poruszeni.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama