Nowy numer 42/2020 Archiwum

Klimuszko znany i nieznany

Wskazał, gdzie leżą zwłoki premiera Włoch Aldo Moro, wiedział co będzie przyczyną śmierci kard. Hlonda. Przepowiedział kataklizmy i przyszłość Polski, o której mówił, że „będzie źródłem nowego prawa na świecie”.

Franciszkanin o. Czesław Klimuszko bez wątpienia był postacią niezwykłą. O historii jego życia, pasji zielarstwa i darze jasnowidzenia opowiadał w Lublinie dziennikarz Krzysztof Kamiński, autor biografii o. Klimuszki, prezentując jednocześnie najnowszą pozycję zatytułowaną „Ojciec Klimuszko. Znany i nieznany”. Autor spotkał się z czytelnikami w paulińskiej księgarni Edycji Świętego Pawła. – Osobą o. Klimuszko zacząłem się interesować dawno temu, kiedy to sam zapałałem miłością do medycyny naturalnej i ziół – opowiadał. – Później, gdy bliżej go poznałem, także dzięki ludziom, którzy znali go bezpośrednio, odkryłem, jakim wyjątkowym był kapłanem i człowiekiem.

Czym sobie na to zasłużył?

Opowieść o życiu franciszkanina pochodzącego z Podlasia K. Kamiński rozpoczął od przypomnienia dnia jego pogrzebu. – To był rok 1980. Czas wyjątkowo napięty, cała Polska strajkowała. Na wieść o śmierci zakonnika, który nie tylko leczył, ale też przepowiadał przyszłość, a z twarzy człowieka potrafił wyczytać historię życia, do Elbląga, miejsca jego ostatniego pobytu, przybyły tysiące osób z Polski i zagranicy – opowiadał Krzysztof Kamiński. – Trumna była otwarta. Ludzie przeciskali się, by móc znaleźć się jak najbliżej zmarłego. Dotykali go, całowali, rzucali kwiaty.

Autor biografii zakonnika, wyjaśniając fenomen postaci o. Klimuszki, przybliżył historię powołania o. Czesława oraz jego wyjątkową znajomość ziół leczniczych. – Wiedział, które zioła na co mogą pomóc, choć nigdy się o nich nie uczył. Od maleńkości ciągnęło go do lasu, przyglądał się kwiatom i ziołom. W wieku 10 lat wyleczył swoją koleżankę z brodawek na rękach. 10 lat później, będąc już w nowicjacie w zakonie franciszkanów, przeczuł śmierć tej samej koleżanki.

W sierpniu 1939 roku o. Klimuszko miał sen, w którym zobaczył sceny bitewne, obozy zagłady i rozstrzeliwanych polskich żołnierzy. Gdy po wojnie trafił do parafii pod Elblągiem, do zrujnowanego miasteczka Prabuty, zasłynął z pomocy ludziom w poszukiwaniu ich bliskich. – On z przynoszonych najpierw przez mieszkańców okolicznych wiosek i miasteczek zdjęć ich bliskich potrafił wyczytać, co się z nimi stało. Czy żyją, gdzie mieszkają lub gdzie są pochowani. Z czasem zaczęli do niego przyjeżdżać ludzie z całej Polski.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama