Nowy numer 44/2020 Archiwum

Po 30 latach dowiedziałam się, że dziecko żyje

Pani Krystyna była wtedy młodą mężatką. Niestety dwukrotnie poroniła i szansa na urodzenie dziecka była nikła. Wówczas dowiedziała się, że jej koleżanka chce usunąć ciążę. Postanowiła duchowo adoptować jej dziecko i modlić się za nie.

Były lata 70., aborcja była na porządku dziennym. – Nigdy nie mogłam tego zrozumieć, tym bardziej, że z mężem staraliśmy się o dziecko, ale za każdym razem traciliśmy nasze maleństwo. Kiedy więc dowiedziałam się, że moja koleżanka jest w ciąży i nie chce urodzić swojego dziecka, myślałam, że serce mi pęknie – opowiada pani Krystyna.

Postanowiła coś zrobić. – Wybrałam się do niej by z nią porozmawiać. Obiecałam, że będę ją wspierać i we wszystkim pomogę, ale nie było odzewu. W końcu, po rozmowie z mężem, poszłam z propozycją, że jeśli nie chce tego dziecka, to my je adoptujemy. Ona jednak nie chciała mnie słuchać. Była zdecydowana na aborcję. Moje prośby nic nie dawały. Kiedy wychodziłam od niej tamtego dnia, powiedziałam, że będę się za nią modlić – opowiada.

W domu nie mogła znaleźć sobie miejsca. Klękała przed wizerunkiem Maryi, który wisiał w jej sypialni i prosiła, by uratowała to dziecko. – Postanowiłam się codziennie za nie modlić. Po kilku dniach koleżanka gdzieś wyjechała. Myślałam, że zdecydowała się na zabieg, ale nie miałam pewności, więc przez całe dziewięć miesięcy modliłam się za nią i jej dziecko. Co jakiś czas zachodziłam do jej mieszkania, ale było zamknięte. W końcu ktoś mi otworzył i dowiedziałam się, że kupił to mieszkanie, a o poprzedniej właścicielce nic nie wie. Straciłam z nią kontakt – mówi pani Krystyna.

30 lat później pani Krystyna wyjechała do sanatorium. Tam zakwaterowano ją w pokoju z jakąś kobietą. Kiedy otworzyła drzwi stanęła twarzą w twarz ze swoją dawną koleżanką. – Poznałyśmy się od razu. W pierwszej chwili czułam się niezręcznie, ale powiedziałam jej na powitanie, że modliłam się za nią i jej dziecko przez 9 miesięcy – mówi kobieta.

Usłyszała wtedy, że chyba dzięki temu dziecko żyje. Mimo decyzji o aborcji kobieta nie poszła na zabieg. Coś ją powstrzymywało i w końcu urodziła córkę. – To było najpiękniejsze wydarzenie w moim życiu, a córka do dziś jest dla mnie wsparciem – usłyszała od koleżanki pani Krystyna.

***

W środę 25 marca 2020 r., w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, przeżywamy w Kościele katolickim w Polsce Dzień Świętości Życia. Jego celem jest „budzenie w sumieniach, w rodzinach, w Kościele i społeczeństwie świeckim wrażliwości na sens i wartość ludzkiego życia w każdym momencie i w każdej kondycji.

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego od wielu już lat jest okazją do modlitwy o poszanowanie życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Tego dnia wiele osób włącza się również w dzieło Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego Zagrożonego Zagładą.

W perspektywie zagrożenia koronawirusem, w tym roku nie odbędą się publiczne obchody Narodowego Dnia Życia (24 marca) i Dnia Świętości Życia (25 marca). Odwołano m.in. Narodowy Marsz Życia w Warszawie oraz coroczną Ogólnopolską Pielgrzymkę Obrońców Życia na Jasną Górę. Pozostaje jednak duchowy wymiar tego świętowania.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama