Nowy numer 27/2020 Archiwum

Zamiast na ulicach Starego Miasta, pomódlmy się w domu

Droga Krzyżowa ulicami lubelskiej Starówki w intencji osób uzależnionych miała się odbyć 27 marca. W związku z obecną sytuacją nie wyjdziemy na ulice, ale módlmy się w domu. Przeczytajmy też, co członkowie Krucjaty Wyzwolenia Człowieka mówią o tym, jakie znaczenie ma abstynencja.

– Wtedy poczułam ogromne pragnienie w sercu, aby uczynić dar z siebie za mojego najmłodszego brata, który jest uzależniony od alkoholu, dopalaczy i różnych używek. Na dodatek obraca się w podobnym towarzystwie i jest daleko od Pana Boga. W tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że sam nie jest w stanie sobie pomóc i że Pan Bóg zaprasza właśnie mnie. Podpisałam KWC jako kandydat, czyli na rok. Po tym czasie zdecydowałam się zostać członkiem KWC, czyli podpisać deklarację na całe życie. Wiem, że nie od razu nastąpią znaczne zmiany w życiu mojego brata, ale wierzę, że Pan Bóg w swoim odpowiednim czasie dokona jego przemiany – podkreśla Katarzyna.

Tomasz z Krucjatą Wyzwolenia Człowieka spotkał się w 1991 roku, uczestnicząc w rekolekcjach oazowych dla młodzieży. – Wówczas przedstawiono mi tę akcję jako sposób na zmianę świata, jako bunt wobec wszechobecnego przymusu picia alkoholu – mówi Tomasz Barczyk.

Jako młody człowiek zauważył, że na wszystkich imprezach ludzi dorosłych był alkohol, a wśród jego rówieśników alkohol wydawał się tajemniczym, a jednocześnie obowiązkowym elementem spotkań poza kontrolą dorosłych. – Zdecydowałem się podjąć tę inicjatywę. Zachęcony ideałami krucjaty, przez kolejne dwa lata podpisywałem deklarację kandydata KWC. Był to dla mnie czas budowania w sobie odwagi w różnych przestrzeniach życia. Wraz z jednoczesną formacją w oazowym Ruchu Światło–Życie, KWC stała się dla mnie sposobem na życie – trzeźwe życie – podkreśla.

W jego rodzinnym domu alkohol był spożywany okazyjnie. Nie miał z nim styczności na co dzień. – Jednak w dalszej rodzinie były i są takie osoby. To za jedną z nich podjąłem się KWC, choć okazało się, że to mnie samemu najbardziej służy moja abstynencja – podkreśla. W kolejnych latach przekraczał kolejne etapy obecności w krucjacie. Nabrał odwagi, by na różnych imprezach, osiemnastkach mówić o swojej abstynencji i wyjaśniać, dlaczego wybrał takie życie. – Największym owocem mojego włączenia się w krucjatę jest wyzbycie się przeze mnie lęku przed sobą samym i przed drugim człowiekiem. Okazało się jednak, że to nie koniec dobra, jakie zdarzyło się w związku z KWC. Żyjąc trzeźwo, chciałem tak też żyć z moją żoną. I tak się stało. Moja koleżanka, przyjaciółka, narzeczona i w końcu żona również od lat młodzieńczych związała się z KWC i kolejny już rok nasze życie małżeńskie i rodzinne jest trzeźwe. Począwszy od naszego wesela bezalkoholowego, po dzisiejsze spotkania rodzinne i przyjacielskie, w naszym domu nie ma alkoholu. Rodzina i przyjaciele wiedzą o tym i goszczą u nas za każdym razem, kiedy ich zapraszamy. Okazało się, że to ważne, aby żona zawsze czuła się bezpiecznie, a dzieci widziały swoich rodziców zawsze trzeźwych. Dom bez alkoholu stwarza dobre warunki rozwoju dla dzieci i stanowi też profilaktykę – uważa Tomasz. Abstynencja rodziców nie jest gwarancją trzeźwości dzieci, jednak daje o wiele większe szanse na trzeźwe życie, niż rodzina, w której alkohol jest obecny.

Trzeźwa rodzina to dar. W rodzinnym domu Dominiki nie było alkoholu, rodzice byli przez jakiś czas w Ruchu Światło–Życie i w KWC. – Nie było u nas tzw. barku, ani kieliszków za szkłem. Nie chciałam też, aby w rodzinie, którą założę, był obecny alkohol. I tak się stało – mówi Dominika Barczyk. Zaczęli wspólne życie z Tomaszem od wesela bezalkoholowego – kilku zaproszonych gości nie przyjechało, ale pozostali bawili się dobrze – okazało się, że można!

– W życiu rodzinnym ważne dla mnie jest, że nasze dzieci nie widzą nas nietrzeźwymi, że chociaż zaczynają wchodzić w okres dojrzewania i nie zawsze zgadzają się z rodzicami, to mają pewność, że rodzice odpowiadają za to, co robią i mówią. Nasz 4-letni syn zapytał niedawno, jak wygląda ktoś pijany, bo ma szczęście, że na co dzień nie widzi w swoim otoczeniu ludzi pod wpływem alkoholu – podkreśla Dominika. Wraz z mężem uczą dzieci szacunku do każdego człowieka. O osobach uzależnionych jasno mówią, że są to ludzie chorzy, którzy potrzebują pomocy, i z których nie można się śmiać, że alkoholizm to nieszczęście dla uzależnionego i jego rodziny.

– Obecnie spodziewamy się czwartego dziecka i cieszę się, że mój mąż nie pije także dlatego, że mogę zawsze na niego liczyć, że zawsze jest trzeźwy i gdy zacznie się poród nie będę musiała martwić się o to, czy może wsiąść za kierownicę i zawieźć nas do szpitala – podkreśla Dominika.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama