Nowy numer 27/2020 Archiwum

Po wielokroć stajemy wobec nieznanego

Jacek Brzeziński, aktor Teatru Provisorium i szafarz Komunii Świętej, mówi o pracy i duchowości w czasie pandemii.

Ks. Rafał Pastwa: Centrum Kultury w Lublinie jest zamknięte do odwołania. Nie działają teatry i ośrodki artystyczne. Jak wygląda życie aktora w czasie pandemii?

Jacek Brzeziński: Pandemia i związane z nią ograniczenia, w tym izolacja, wpłynęły na styl życia każdego z nas, a więc i na mnie. W sferze związanej z teatrem pozbawiła mnie możliwości zagrania serii „Biesów”, najnowszego spektaklu powstałego w koprodukcji Teatru Provisorium i Teatru Dramatycznego w Warszawie w reżyserii Janusza Opryńskiego, z którym, notabene, znamy się od 50 lat i prawie tyle samo czasu współtworzymy historię naszego teatru. A historia ta zaczęła się, kiedy jeszcze byliśmy studentami polonistyki UMCS, a nawet kilka lat wcześniej, na poziomie szkoły średniej. I to filologiczne wykształcenie, nasz pierwszy zawód wyuczony, wyznaczyło na całe życie kierunki naszego myślenia i działania w obrębie teatru, dla którego pokarm zawsze stanowiła literatura, czyli czytanie aktywne, służebne, jakkolwiek niepozbawione przyjemności estetycznych wynikających zarówno z kreacji świata przedstawionego, jak i zastosowania stylów językowych. Czytanie zawsze było, jest teraz i pewnie będzie zawsze moją pasją, możliwą w każdej sytuacji, czasie i miejscu. Literatura jest dla mnie jak powietrze – niezbędna do życia.

Co czytasz, nad czym pracujesz?

Wykształcenie filologiczne otworzyło przede mną również drogę nauczania języka i kultury polskiej cudzoziemców, z którymi, z dużą satysfakcją, pracowałem praktycznie przez całe moje życie zawodowe. Ale w Teatrze Provisorium postanowiłem zatrzymać się na dłużej, nie rezygnować z uczestnictwa w nim mimo osiągnięcia wieku emerytalnego. I właśnie wspomniane „Biesy” są efektem tego wysoko cenionego przeze mnie „na dłużej”. Ale na razie nie gram ani „Biesów”, ani „Punktu Zero. Łaskawych”, ani nie wystąpiłem w koncercie papieskim, który miał się odbyć 17 maja w kościele pobrygidkowskim. Nie znaczy to, że w sprawach teatru nie robię nic. Po wydaniu swojej książki w formie dziennika podróży teatralnych nabrałem ochoty na więcej i postanowiłem napisać historię Provisorium, aby ją także opublikować w formie książki. Chciałbym, żeby powstała pozycja, którą będzie się dobrze czytało, wzbogacona licznymi zdjęciami z naszych spektakli od początku aż po dziś dzień. A na granie przyjdzie jeszcze czas. Nie mam co do tego wątpliwości. Trzeba to cierpliwie przeczekać. Wiem, że Janusz Opryński pracuje nad adaptacją sceniczną „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna, a i ja mam marzenie o zrealizowaniu monodramu na bazie jednego z opowiadań Mikołaja Gogola. Tak więc odizolowany aktor na emeryturze ma pełne ręce roboty. I od początku tej pandemii tak było. Czas odizolowania spowodował – jak nigdy wcześniej – moje duże zainteresowanie ogrodem przy domu, roślinami, ich wzrostem, każdym listkiem i kwiatkiem. Wielką radość mam również z założonego jesienią trawnika.

Ale tempo życia spadło.

Dzień wypełniają też wspólne gotowanie obiadu, łuskanie orzechów, rozwiązywanie krzyżówek, obserwowanie, co słychać w kraju i na świecie. Zainteresowanie tym, co dzieje się u naszych dorosłych dzieci i małych jeszcze wnuków.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama