Nowy numer 49/2020 Archiwum

Od drzwi do drzwi

Odwiedzali parafie, dzieląc się świadectwem wiary i niosąc Dobrą Nowinę.

Zajęło to sześć lat, które ewangelizatorzy spędzili w drodze. W projekcie „Źródło”, jak nazywała się diecezjalna ewangelizacja, uczestniczyło 20 ekip, w których skład wchodziło po kilku ewangelizatorów.

Wśród posługujących były małżeństwa, osoby samotne i siostry zakonne. Każdej ekipie towarzyszył kapłan. – To cud Boga, że wszystko działało – mówił „Gościowi Lubelskiemu” ks. Michał Zybała, koordynator ds. nowej ewangelizacji w archidiecezji lubelskiej. – To przecież ludzie z różnych środowisk, różnych charyzmatów, i każdy z nich mógłby mieć swój pomysł na ewangelizację. Prowadził nas jednak Duch Święty − dodał.

Bóg przemienia według potrzeby

O doświadczeniu obecności Ducha Świętego mówiło także wielu ewangelizatorów, wśród których były osoby uważające się za niezdolne do dawania świadectwa. Znalazły jednak w sobie odwagę i słowa, by podzielić się z innymi swoją wiarą. Tak było w przypadku Izy. − Byłam bardzo nieśmiała i modliłam się, by Pan Bóg mnie z tego uleczył. Niedługo potem, siedząc na uczelni na przerwie między zajęciami, pomyślałam, że sprawdzę e-maile. W skrzynce był list od księdza opiekującego się naszą wspólnotą, w którym zachęcał, by zaangażować się w powstający projekt „Źródło”, polegający na głoszeniu w parafiach diecezji rekolekcji i dzieleniu się świadectwem. Przyszły mi wtedy do głowy słowa Jana Pawła II, że nie możemy być spokojni, kiedy miliony naszych braci i sióstr żyją daleko od Pana Boga. Cały czas chodziło mi to po głowie i czułam w sercu z jednej strony lęk, z drugiej wezwanie i poruszenie. Myślałam, że to niemożliwe, żebym dała radę, a jednak Jezus z tego, co niemożliwe, czyni swoje narzędzie − mówiła Iza. − Postanowiłam się zaangażować. Czasem było trudno, bo trzeba było pogodzić zajęcia na uczelni z innymi obowiązkami, okazywało się jednak, że rekolekcje, na które jeździmy, nie są wysiłkiem, ale odpoczynkiem, i serce napełnia się tak bardzo radością, że przelewa się ona na innych. Zniknęła nieśmiałość, mam odwagę mówić o tym, co Pan dla mnie uczynił, i posługiwać grą na gitarze, co wcześniej mnie przerażało – opowiadała naszej redakcji.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama