GN 47/2020 Archiwum

Świętość przez codzienność

100 lat zgromadzenia loretanek. Koniec XIX w. był szczególnie trudny dla ludzi Kościoła. Władze carskie sprzeciwiały się wszelkim inicjatywom, które mogłyby budzić wiarę, a co często za tym idzie, polski patriotyzm. Nie zrażało to jednak młodego księdza z Lublina.

Ignacy Kłopotowski zaraz po święceniach kapłańskich w 1891 r. wziął się do pracy. Najpierw w parafii Nawrócenia św. Pawła, a później w katedrze lubelskiej. Dwoił się i troił. Gdziekolwiek spojrzał, widział biedę moralną i materialną. Na wiele sposobów starał się jej zapobiegać, między innymi tworząc ośrodki pomocy. Przekazywał je różnym zgromadzeniom zakonnym, gdyż wiedział, że siostry pociągną dalej Boże dzieło. Współpracował z Towarzystwem Dobroczynności, które prowadziło domy starców, sierocińce i ochronki dla dzieci. Nocami prowadził duszpasterstwo unitów. To mu jednak nie wystarczało, choć pracą, którą wykonywał przy kościele dominikanów, gdzie został przeniesiony, można by obdzielić kilku kapłanów. Wpadł na pomysł, by założyć Lubelski Dom Zarobkowy.

Była to instytucja o charakterze dobroczynnym, dająca pracę ludziom młodym, którzy od starszych mieli się uczyć zawodu, oraz osobom starszym, chorym czy kalekim, które nie miały szans na zatrudnienie w innych instytucjach. W 1896 r. zorganizował Przytułek św. Antoniego, gdzie otoczył opieką upadłe kobiety. Ciągle jednak zastanawiał się, jak dotrzeć do ludzi, którzy żyją w swoich środowiskach często odcięci od wiary i Kościoła. Może by do nich napisać? Podsunąć wartościową lekturę? Dać do ręki narzędzie, które rzuci nieco światła? Ta myśl towarzyszyła Ignacemu Kłopotowskiemu od pierwszych chwil kapłańskiej drogi.

Docierać ze słowem

„Prasa katolicka jak misjonarz pracuje” – napisał ks. Kłopotowski w „Informatorze Kapłańskim” wydanym w przededniu wybuchu I wojny światowej. „Lud taką weźmie gazetę i książkę, jaką my kapłani podamy mu do ręki” – podkreślał. Swoją działalność piśmienniczą zaczął w 1896 r. Tematem jego publikacji była praca duszpasterska i dzieła dobroczynne. Wychodząc z założenia, że dobra prasa i książka pomagają księdzu dotrzeć do ludzi, wydawał coraz to nowe tytuły oraz zakładał kolejne pisma. W 1901 r. rozpoczął starania o wydawanie w języku polskim tygodnika „Praca”, jednak nie otrzymał na to zgody od carskich władz gubernialnych. Ale w grudniu 1905 r. uzyskał zgodę na wydawanie dziennika „Polak-Katolik” i tygodnika „Posiew”. Rok później mógł wydawać miesięcznik „Dobra Służąca”. Wkrótce przystąpił do organizowania własnej drukarni, której spadkobiercą jest dziś Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej „Gaudium”. Otworzył też księgarnię. Jednocześnie dojrzewała w nim myśl, by czasowo przenieść redakcję gazet i swoją posługę do Warszawy. Miał nadzieję, że tam otworzą się przed nim większe niż w Lublinie możliwości i pole oddziaływania.

Obietnica dana Matce Bożej

Wyjeżdżając, myślał, że to tylko na jakiś czas. Jednak na stałe do Lublina już nigdy nie wrócił. A w Warszawie coraz częściej słyszał, że przydałoby się zgromadzenie, które by w tej pracy go wspomogło. Sam też o tym myślał, ale decyzję o powołaniu nowego zakonu odkładał. Tak było do czasu choroby, w efekcie której groziła mu amputacja nogi. Obiecał wówczas Matce Bożej Loretańskiej, przed której figurą lubił się modlić w kaplicy na terenie parafii św. Floriana w Warszawie, gdzie był proboszczem, że jeśli uratuje mu nogę, to on nie będzie dłużej się opierał i założy zgromadzenie ku Jej czci. Ksiądz Ignacy wrócił do zdrowia i obietnicy dotrzymał. Bóg przysłał mu kilka dziewcząt, które zaczęły formację u sióstr pasterek, ale odeszły z ich wspólnoty. Dowiedziawszy się, że ks. Kłopotowski zakłada nowe zgromadzenie, które będzie prowadziło głównie działalność wydawniczą i opiekowało się potrzebującymi, postanowiły do niego dołączyć. Tak 31 lipca 1920 r. zaczęła się oficjalnie historia Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Loretańskiej.

Założyciel sam ciągle pytał Boga, co ma czynić, by ludzie poznawali Jego miłosierdzie i miłość. Tego uczył także siostry. Zachęcał, żeby w natłoku zajęć pracę przeżywały jak modlitwę. Gdy tylko miał chwilę czasu, brał do ręki różaniec i się modlił. Każdej siostrze, która przychodziła do zgromadzenia, ofiarowywał „Naśladowanie Chrystusa” i różaniec. Mówił, że dobrze odmawiany – przewyższa inne modlitwy, pobudza do miłości bliźniego, skłania do żalu za grzechy i w ten sposób prowadzi do świętości.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama