Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Z błogosławieństwem brata Kaliksta

Wanda Dück miała 24 lata i kończyła studia w Katedrze Monumentalnego Malarstwa Ściennego Akademii Sztuk Pięknych w Leningradzie. O Bogu nie wolno było tam wówczas nawet wspomnieć, a ona chciała zaprojektować nowoczesny kościół w Lublinie.

Sprowadził ją na Poczekajkę, do ojców kapucynów, architekt Marian Makarski. – Najpierw poszliśmy do stolarni brata Kaliksta. Pachniało tam świeżo pociętym sosnowym i dębowym drewnem i tenże zapach osiadł na ubraniach roboczych i habicie brata Kaliksta. Pamiętam, że miał lekko „upudrowaną” twarz od cięcia i heblowania desek oraz pełne dobroci i uprzejmości niebiesko-szare oczy, z lekko zaczerwienionymi od zmęczenia białkami. Zapamiętałam pierwszy uścisk szorstkiej, ciepłej dłoni. To tak, jakbym włożyła rękę do imadła stolarskiego. Brat od razu przeprosił, bo zobaczył, jak się lekko zwinęłam z bólu, ale jego życzliwy uśmiech uśmierzył mój ból. Otrzepał trociny ze swojego ubrania (ogrodniczki z grubego niebieskiego dżinsu) i zaprosił nas na kawę do swojego pokoju w tymże baraku – wspomina Wanda Dück.

Filharmonia załatwiła sprawę

Kiedy powiedziała, co ją sprowadza, brat ucieszył się, że jest zainteresowana architekturą kościoła i że chciałaby popracować nad jego wnętrzem. Ojciec przełożony pozwolił na takie prace i otrzymała plany kościoła. Zanim wyjechała z powrotem na studia do Leningradu, opowiedziała bratu, że czekają ją trudności związane z tym obiektem, ponieważ to kościół. W Związku Radzieckim oficjalnie Boga nie było i na uczelni nie można było się zajmować żadnym sakralnym tematem.

– Brat pobłogosławił mnie na drogę i pojechałam. Na granicy, przy kontroli bagażu, celnicy zapytali mnie, co to są za plany, a ja odpowiedziałam od razu – skłamałam – że to nowo powstała filharmonia w Lublinie, i tak już zostało – opowiada artystka.

Mimo trudności, jakie mogły ją spotkać, bardzo chciała pracować nad tym kościołem. Była pełna energii i nadziei. Temat św. Franciszka i Klary ją zafascynował. – Dzięki bratu Kalikstowi zaczęłam poznawać tych świętych. Do tego byłam pod wrażeniem ducha brata Kaliksta, Poczekajki i jego stolarni. Miałam wrażenie, że pozyskałam w nim prawdziwego przyjaciela. Przestałam się bać, że wylecę z uczelni, jak się dowiedzą, co robię, zaczęłam też odkrywać w swoim życiu Pana Boga, który przez studia w Związku Radzieckim poszedł całkiem w zapomnienie – mówi pani Wanda. Kiedy dotarła do Leningradu, pokazała projekt profesorowi. Bardzo spodobała mu się architektura i udało się ją przeforsować jako filharmonię.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama