GN 43/2020 Archiwum

Nadzieja pomieszana z lękiem

Urodził się na Białorusi. W małym miasteczku na granicy litewsko-białoruskiej wciąż mieszkają jego bliscy. On od 12 lat jest w Polsce, w Lublinie.

Odkąd zaczęły się demonstracje w Mińsku, każdy dzień zaczyna i kończy od sprawdzania wszystkich dostępnych źródeł, które przekazują wiadomości z Białorusi. Choć mieszka i pracuje w Lublinie, sercem jest z tymi, którzy próbują odsunąć od władzy Łukaszenkę.

− Moja mama w paszporcie ma wpisane: Polka. Rodzina mieszkała na dawnych Kresach i tam została, nawet jak po wojnie zmieniły się granice. Ja więc też jestem w połowie Polakiem – mówi Aleksander.

Dwie ojczyzny

Polskie pochodzenie pozwoliło mu na zdobycie stypendium i przyjazd na studia na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Skończył kulturoznawstwo, zakochał się, ożenił i mieszka w Lublinie, gdzie też pracuje przy konserwacji zabytków. W rodzinnych stronach na Białorusi ostatni raz był 3 lata temu.

− W tym czasie urodziły się moje dzieci, a z takimi maluchami podróż jest trudną sprawą. Mimo oddalenia sprawy Białorusi są dla mnie bardzo ważne. Można powiedzieć, że mam dwie ojczyzny, jedną tam, na Białorusi, gdzie się urodziłem i żyją moi bliscy. Drugą tu, w Polsce, gdzie mieszkam z żoną i dziećmi. W Polsce mam dostęp do niezależnych mediów, różnych przekazów społecznościowych, do których wielu moich rodaków nie ma. Korzystałem z nich cały czas, a teraz niemal się z nimi nie rozstaję – mówi Aleksander.

Na to, co dzieje się w jego kraju, patrzy z przerażeniem.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama