Nowy numer 42/2020 Archiwum

Zostają wysłuchani

Czasem cuda są spektakularne, jak było w przypadku Justyny Korczyńskiej z Lublina, lub następują łagodnie, bez nagłych oznak, jak u Grzegorza z Warszawy. Wszystkie wydarzyły się za wstawiennictwem Maryi w Wąwolnicy.

Księga cudów w sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy pęcznieje. Co roku dopisuje się do niej kilkanaście świadectw składanych przez osoby uzdrowione po modlitwie przed cudowną figurą. Nic dziwnego, że do tego miejsca garną się nieustannie ludzie w potrzebie. Najwięcej pielgrzymów przybywa na doroczny odpust w rocznicę koronacji cudownej figury Matki Bożej w pierwszą niedzielę września. W tym roku uroczystości odbędą się 5 i 6 września.

– Jak zwykle zgromadzimy się na placu różańcowym u stóp sanktuarium. Rozległa przestrzeń na powietrzu pozwoli nam na wspólną modlitwę w bezpiecznych warunkach. Zapraszam wszystkich, prosząc jednocześnie o zachowanie zasad bezpieczeństwa i zakrycie ust i nosa maseczkami. Stan epidemii sprawia, że będzie mniej pieszych pielgrzymek, które z różnych parafii archidiecezji szły do Wąwolnicy, ale zachęcam do indywidualnego przyjazdu. Matka Boża czeka na swoje dzieci – podkreśla ks. Jerzy Ważny, kustosz sanktuarium.

Przygotowując się na doroczne spotkanie u stóp Matki Bożej Kębelskiej, przypominamy niektóre łaski zanotowane w księdze cudów.

Justyna Korczyńska 26 lipca 2008 roku umierała w szpitalu na ostrą białaczkę szpikową (99 proc. komórek rakowych). Lekarze wyczerpali wszystkie możliwości działania. Jej rodzina jednak nie traciła nadziei. Po ratunek pojechała do Maryi. W czasie nabożeństwa o uzdrowienie duszy i ciała w sanktuarium w Wąwolnicy rodzina modliła się o jej zdrowie. Była godzina 20.30. W tym samym czasie w lubelskim szpitalu Justyna, dotąd bardzo słaba, bez możliwości samodzielnego poruszenia się i przyjmowania pokarmu, nagle sama usiadła na łóżku. Kilka godzin później sama poszła do łazienki. Po przeprowadzeniu badań nie wykryto żadnej komórki rakowej. Życie zawdzięcza Matce Bożej.

Kilka lat temu do kapłanów pracujących w Wąwolnicy zgłosił się pan Grzegorz z Warszawy, który złożył następujące świadectwo: „Na moim ciele zaczęły pojawiać się czerwone plamy, po wizycie u dermatologa okazało się, że jest to początek okropnej choroby, jaką jest łuszczyca. Rozpocząłem leczenie. Choroba w bardzo szybkim tempie rozwijała się. Moje ciało wyglądało strasznie. Siostra opowiedziała mi wtedy o Wąwolnicy, o cudach, jakie za pośrednictwem Matki Boskiej dokonują się w tym miejscu. Zdecydowałem się pojechać na indywidualną modlitwę o uzdrowienie. Po rozmowie z księdzem i modlitwie wróciłem do domu. W ciągu tygodnia choroba ustąpiła. Każdego dnia obserwowałem swoje ciało i znikające rany. Po kilku dniach nie było śladu. Pojechałem do swojego lekarza prowadzącego, który patrzył na mnie z wielkim zdziwieniem”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama