Nowy numer 49/2020 Archiwum

W tym słowie jest kolor nieba

Odszedł piosenkarz, gitarzysta, aktor. Wielki patriota. Nie wygrał walki z chorobą, ale – jak podkreśla lubelski metropolita – wygrał Miłość.

Piotr Szczepanik urodził się 14 lutego 1942 r. w Lublinie. Tu chodził do szkoły i studiował historię sztuki na KUL, współpracował też z Lubelskim Teatrem Lalki i Aktora. Debiutował na festiwalu piosenki studenckiej w Krakowie w 1963 roku. W latach 60. i 70. z Bohdanem Łazuką i Jackiem Fedorowiczem prowadził program estradowo-kabaretowy.

Potem przedmiotem jego zainteresowania stała się piosenka poetycka. Występował sam. Koncertował w Polsce, USA, Nowej Zelandii, Kanadzie, Australii i w wielu krajach europejskich. W Lublinie po raz ostatni Miasto pożegnało zmarłego 27 sierpnia artystę opuszczoną do połowy masztu flagą Lublina, a w samo południe z balkonu ratusza odegrano na trąbce najsłynniejszy utwór legendy polskiej piosenki – „Kochać”.

– Zapisał piękną kartę działalności opozycyjnej – mówił abp Stanisław Budzik w homilii w czasie Mszy św. żałobnej. – Był m.in. współorganizatorem Festiwalu Piosenki Prawdziwej, w 1981 r., w stanie wojennym organizował niezależną, podziemną scenę muzyczną. W ramach działalności opozycyjnej współpracował z ks. Jerzym Popiełuszką. W czasie pierwszej Mszy św. za ojczyznę, którą ks. Popiełuszko odprawiał, użyto prywatnego sprzętu nagłaśniającego Piotra Szczepanika. W latach 80. dał ponad 600 koncertów w polskich kościołach, śpiewając pieśni patriotyczne i religijne. W czasie ostatniego strajku w Stoczni Gdańskiej robotnicy przerzucili przez bramę sprzęt nagłaśniający i samego pana Piotra, aby podtrzymywał strajkujących na duchu – wspominał lubelski hierarcha.

– Gromadzimy się dziś wokół trumny śp. Piotra, aby sprawować w jego intencji Eucharystię – mówił metropolita. – Aby się modlić o jego wieczne szczęście i zbawienie. Po raz ostatni odwiedza miejsce, w którym się urodził i do którego w ostatnich czasach chętnie powracał. Testament artysty Piotr Szczepanik leczył się w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej. Swój drugi dom odnalazł w należącym do archidiecezji lubelskiej Domu na Podwalu. Dyrektor tego domu, ks. Mirosław Ładniak, stał się jego przyjacielem i towarzyszył mu duchowo. – Przyprowadzał go także do mnie – opowiadał arcybiskup.

– Podziwiałem kulturę i skromność pana Piotra. Jego dystans do samego siebie, do swojej twórczości. Ciągle jakby się dziwił tej popularności, którą posiadał. Dawałem mu książki o wierze i sensie życia, które chętnie czytał i dyskutował na te tematy. Wnikając na nowo w sedno chrześcijańskiej wiary, odkrywał, że w swojej najpopularniejszej balladzie o miłości dotknął czegoś najważniejszego. Przypomniał milionom, że w słowie „kochać” zawarty jest kolor nieba. Kochać, tylko to, więcej nic. Taki testament zostawił nam Piotr Szczepanik. Jak zaznaczył abp Budzik, Piotr Szczepanik „nie wygrał walki z chorobą, ale wygrał Miłość”.

– W słowie „kochać” jest kolor nieba, ale także rdzawy pył gorzkich dni. Łatwiej śpiewać o miłości, trudniej jej uwierzyć, zwłaszcza w chwilach samotności, w cierpieniu i zniechęceniu. Odszedł umocniony sakramentami Kościoła. Na ostatniej drodze towarzyszą mu nasz podziw i wdzięczność. Niech Bóg da mu nie tyle wieczne odpoczywanie, ale wieczne miłowanie. W trakcie uroczystości zostały odczytane listy, m.in. od prezydenta Andrzeja Dudy, ministra kultury Piotra Glińskiego, przyjaciół z Lublina i najbliższej rodziny zmarłego. Po zakończeniu Mszy św. zgromadzeni wysłuchali utworu „Kochać” w aranżacji kwartetu smyczkowego. Po lubelskich uroczystościach trumna z ciałem Piotra Szczepanika została przewieziona do Warszawy. Artystę pochowano na Powązkach.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama