Nowy numer 8/2021 Archiwum

Ze sobą idąc przez życie

Doświadczenie ich małżeństwa ma różne barwy. Jedne bardzo kolorowe, inne ciemne, naznaczone cierpieniem. Jednak każda z tych sytuacji jest umocnieniem ich miłości. Mariola i Tomasz podzielili się świadectwem.

Są jedną z  25 par, którzy na prośbę ks. Wojciecha Rebety podzielili się świadectwem wspólnej drogi.

Wszystkie świadectwa zebrane zostały w książce "Ze sobą" wydanej przez Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej Gaudium.

Tomasz

– Choć na co dzień jest radość, to jednak czasem jestem psem. Szczekam na bliskich. Jestem bestią, która rani. Innym razem życie moje i mojej rodziny zatruwa lęk. Lęk spraw niezałatwionych, nierozwiązanych problemów. Poczucia winy, potrójnej żałoby, którą przyszło nam przeżywać w jednym roku. Jestem wtedy łzą. Widzę, że ten smutek jest też wtedy w mojej żonie – mówi Tomasz mąż Marioli.

Mimo różnych sytuacji, jakie przecież są w każdym małżeństwie, w radościach, smutku, trudzie, swojej małości – czuje się powołany. – To powołanie odbywa się każdego dnia do bycia mężem, ojcem, pracownikiem i pracodawcą. W codziennych drobnych wyborach i w wielkich żałobach. Jestem przekonany, że gdyby nie Jego łaska, nie miałbym miłości do siebie, żony, dzieci. To łaska pozwala nam żyć w małżeństwie już 10 lat – podkreśla Tomasz.

Mariola

Przyznaje otwarcie, że gdyby nie Jezus ich małżeństwa by nie było, choć na początku nie zawsze rozumiała, jak ważny jest w ich życiu Bóg. Ich narzeczeństwo było burzliwe, nawet zerwali ze sobą. Ona do kościoła nie lubiła chodzić, z nim też było różnie. Mimo tego, gdy zerwali zaręczyny Mariola zaczęła wołać do Boga o ratunek. Postanowili dać sobie jeszcze jedną szansę, ale nie własnymi siłami, tylko w oparciu o wiarę. Zaczęli się modlić, jeździć na rekolekcje, od nowa budowali relacje. Pobrali się. W ich małżeństwie zaczęły pojawiać się dzieci. Tobiaszek, Łucja, potem Franiu i kolejne ciąże, najpierw bliźniacza...

– To był najtrudniejszy rok. Straciliśmy bowiem troje dzieci. Na cmentarzu na Majdanku jest maleńki grób Leona i Ludwika zmarłych 23 stycznia. W tym samym grobie złożyliśmy ciało narodzonej dla nieba 15 listopada Rity Hiacynty. Grób – miejsce nadziei na spotkanie. Chodzimy tam ze starszymi dziećmi i czujemy się dużą rodziną. Wierzymy, że Bóg jest dobry i wszystko, co dopuszcza, jest dobre, choć czasem tego nie rozumiemy. Wierzę, że mimo tych cierpień, Bóg nas nie opuścił. Czuję wdzięczność za proces uzdrawiania i oczyszczania, za wszystkie nasze dzieci – mówi Mariola. Najważniejszymi słowami w tamtym czasie, była dla niej modlitwa męża: „Choćbyś chciał nas doświadczyć, jak Hioba, chcemy trwać przy Tobie. Bo Panie, do kogóż pójdziemy?”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama