Nowy numer 18/2021 Archiwum

Brat Kalikst z Poczekajki

Uważał, że najlepszą pokutą jest cierpliwe znoszenie utrapień i przyjmowanie nawet przykrych obowiązków i osób. Miał też niezwykłe poczucie humoru. Praca i modlitwa wypełniały jego życie, które poświęcił Panu Bogu.

Marian czuł się bardzo źle. Dur brzuszny wydawał się pokonywać chłopca i wszyscy myśleli, że umrze. Wtedy jego mama w kościele w Różanymstoku klęknęła przed obrazem Maryi i powiedziała: „Jeśli wyzdrowieje, jest Twój”. Chłopiec szybko doszedł do siebie i już wtedy dla 12-letniego Mariana było jasne, że jego życie należy do Boga. Wychowywany w wielodzietnej rodzinie, pomagał rodzicom w pracach polowych, naprawiał rowery, wykonywał z metalu przedmioty kuchenne. Tak go to wciągało, że często zapominał o obiedzie. Jako niespełna 20-letni chłopak został skierowany do pracy przy odgruzowywaniu Warszawy. Nawiązał wtedy relacje z innymi młodymi pracownikami i poznał wiele rozwiązań technicznych, które potem sam stosował. W niedzielę chodził na Mszę na ul. Miodową do kościoła kapucynów. To wtedy zapragnął dołączyć do braci w brązowych habitach. Na okres próby, jaki wówczas przechodzili kandydaci do zostania bratem zakonnym, Marian został przyjęty do Zakroczymia.

Dostępne jest 11% treści. Chcesz więcej? Odśwież stronę i czytaj nawet 10 tekstów za darmo.
Szczegóły znajdziesz TUTAJ.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama