Nowy numer 29/2021 Archiwum

Osiemdziesiąt lat temu, na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie Niemcy rozstrzelali grupę profesorów i członków ich rodzin.

Wśród ofiar tej strasznej zbrodni był Roman Longchamps de Bérier, wybitny cywilista, ostatni rektor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, profesor i dziekan Wydziału Prawa i Nauk Społeczno - Ekonomicznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Do mordu doszło w kilka dni po ataku Niemiec na Związek Sowiecki i zajęciu Lwowa przez  Wermacht, 30 czerwca 1941 roku. Następnego dnia do miasta nad Pełtwią wkroczyło kilka jednostek oddziałów specjalnych policji (Einsatzkommando), z których jeden dowodzony był przez dr. Eberharda Schoengartha, oficera o złej sławie, tego samego, który na rozkaz Heinricha Himmlera w  listopadzie 1939 r. aresztował krakowskich uczonych w ramach specjalnej akcji określanej jako Sonderaktion Krakau. Oddział dowodzony przez Schoengartha miał we Lwowie do wykonania konkretne zadanie: likwidację lwowskiej elity uniwersyteckiej. Operacja rozpoczęła się późnym wieczorem 3 lipca 1941 r. Oprawcy spod znaków SS i Gestapo dysponując gotowymi, stworzonymi przez byłych studentów związanych z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów listami proskrypcyjnymi, wtargnęli do domów polskich profesorów. Aresztowani a następnie zamordowani pod osłoną nocy  luminarze polskiej nauki, m.in. prekursorzy polskiej medycyny, twórcy lwowskiej szkoły matematycznej, inżynierowie, byli pracownikami trzech lwowskich uczelni: Politechniki Lwowskiej, Akademii Medycyny Weterynaryjnej i Uniwersytetu Jana Kazimierza. W grupie poddanych kaźni byli dziekani i rektorzy lwowskich uczelni; jednym z nich był profesor prawa Roman Longchamps de Bérier.

Najwybitniejszy polski cywilista XX w.

Przyszedł na świat w znanej lwowskiej rodzinie o cudzoziemskich korzeniach. Jego hugenoccy przodkowie przybyli z Francji do Polski na przełomie XVII i XVIII w., gdzie się skatolicyzowali i spolonizowali. Studiował prawo na Wydziale Prawa i Umiejętności Politycznych Uniwersytetu Lwowskiego. Po uzyskaniu dyplomu kontynuował badania naukowe pod kierunkiem prof. Ernesta Tilla; nadto lwowskie studia uzupełnił podczas rocznego naukowego pobytu w Berlinie, gdzie uczęszczał na wykłady między innymi Ottona von Gierkego, Theodora Kippa czy Emila Seckela. Specjalizował się w prawie prywatnym; już w suwerennej Polsce,  na Wydziale Prawa i Umiejętności Politycznych Uniwersytetu Jana Kazimierza otrzymał nominacje na stanowisko profesora i katedrę  prawa cywilnego. Na macierzystym uniwersytecie pełnił szereg funkcji, w tym dziekana i prorektora. Na przełomie czerwca i lipca 1939 r. został wybrany rektorem. Godność tę objął zgodnie z prawem 1 września 1939 r. Sprawował ją zaledwie przez półtora miesiąca z małym okładem. 18 października 1939 r., po wkroczeniu wojsk sowieckich do Lwowa został odwołany przez władze radzieckie, a jego miejsce zajął Ukrainiec, docent Mychajło Marczenko.

Jest uważany za najwybitniejszego polskiego cywilistę XX stulecia. Jego największym dziełem był kodeks zobowiązań z 1933 r. i związana z nim praca w Komisji Kodyfikacyjnej Rzeczypospolitej Polskiej, do której został powołany w 1922 r. Wspólnie z prof. E. Tillem oraz lwowskim gronem Komisji przygotowywał projekt części ogólnej kodeksu, a następnie projekt części szczegółowej. Wydał wówczas, zaliczane dziś do klasyki polskiej myśli prawniczej, wielokrotnie wznawiane  dzieło „Zobowiązania”.

Był profesorem KUL

Roman Longchamps de Bérier był także lubelskim profesorem. Na trwale wpisał się w historię lubelskiej Wszechnicy, prowadząc na niej zajęcia bez mała od początku jej istnienia aż do wybuchu II wojny światowej. Regularnie, w cyklu dwutygodniowym, przyjeżdżał do Lublina, aby prowadzić na Wydziale Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych wykład i seminarium z prawa cywilnego. Raczkujący Uniwersytet zapewniał profesorowi zakwaterowanie w pokoju gościnnym w budynku uniwersytetu, transport z dworca kolejowego „pojazdem zaprzężonym w konie” oraz stosowne zaświadczenie o zatrudnieniu, na podstawie którego mógł on nabywać bilety kolejowe „bez oczekiwania w kolejce”. Do tych ustaleń nawiązywały wysyłane telegramy, także tej treści: „Na wykłady przyjadę 8 października, jak zawsze o godzinie 2.30 rano i proszę o przygotowanie pokoju i koni”.  Do zajęć dydaktycznych przywiązywał duże znaczenie. W jednym z listów skierowanych do dziekana wydziału prosił, żeby wykładu nie ustalać przed godziną 10.00, bo - jak twierdził - „rano na wykładach jest słaba frekwencja” (A. Dębiński, M. Pyter, Roman Longchamps de Bérier (1883-1941)Profesor lwowski i lubelski, Lublin 2015). Zmiany w zajęciach spowodowane były zazwyczaj obowiązkami wynikającymi z jego członkostwa w Komisji Kodyfikacyjnej czy uczestnictwem w sympozjach i zjazdach naukowych. Jeden raz odwołał swój przyjazd z przyczyn osobistych - powodem była śmierć jego matki w październiku 1931 r. Na uwagę zasługuje to, że prof. Roman Longchamps de Bérier, oprócz pracy dydaktycznej, angażował się w działalność administracyjną lubelskiej Uczelni. Pełnił funkcję prodziekana i w roku akademickim 1922/1923 dziekana Wydziału Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Brutalnie przerwane życie

Jego pracowite i prawe życie zostało brutalnie przerwane w nocy z 3 na 4 lipca 1941 r. Zaplanowana przez Niemców zbrodnicza operacja miała wiele wspólnego z przeprowadzonymi dwa lata wcześniej aresztowaniami profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego; inne były jednak sposoby działania. Światło na owe różnice rzuca wypowiedź Hansa Franka, ówczesnego generalnego gubernatora, który na temat aresztowanych w 1939 r. w Krakowie profesorów wypowiedział się następująco: „Nie da się opisać - powiedział Frank do przedstawicieli SS i policji 30 maja 1940 r. - ileśmy mieli zawracania głowy z krakowskimi profesorami. Gdybyśmy sprawę tę załatwili na miejscu, miałaby ona całkiem inny przebieg. Proszę więc panów usilnie, by nie kierowali już panowie nikogo więcej do obozów koncentracyjnych w Rzeszy, lecz podejmowali likwidację na miejscu lub wyznaczali zgodną z przepisami karę” (Okupacja i ruch oporu w Dzienniku Hansa Franka, t. I, Warszawa 1970). Słowa wysokiego, partyjnego urzędnika hitlerowskiego zostały zapamiętane, instruktaż został wdrożony.

Jednym z pierwszych aresztowanych we Lwowie był Kazimierz Bartel, profesor i były rektor  Politechniki Lwowskiej, były pięciokrotny premier rządu Rzeczypospolitej; został on zatrzymany 2 lipca 1941 r. Niewiele osób zdawało sobie wtedy sprawę, że to aresztowanie było początkiem tragedii, jaka miała się rozegrać w następnych dniach. W nocy z 3 na 4 lipca  1941 r. oddziały złożone z członków SS, policji i polowej żandarmerii zostały rozesłane po mieście. Ich zadaniem było aresztowanie profesorów lwowskich uczelni. Poza kadrą akademicką zatrzymywano także wszystkich mężczyzn obecnych podczas aresztowań w mieszkaniach, którzy ukończyli 18 lat. Z uwagi na szeroki zakres akcji i chęć zakończenia jej przed świtem, aresztowań dokonywano w pośpiechu - zatrzymane osoby poganiano i kazano im szybko się ubierać. Zwykle przeprowadzano też powierzchowną rewizję, rabując przy tej okazji złoto, dewizy i inne wartościowe przedmioty.

Gdy ich wyprowadzali stałam w drzwiach

Około godziny pierwszej w nocy oddział niemieckich żołnierzy otoczył budynek znajdujący się przy ulicy Karpińskiego 11, w którym mieszkał z rodziną prof. Longchamps de Bérier. Po otwarciu mieszkania jeden z żołnierzy SS zwrócił się do profesora z poleceniem potwierdzenia tożsamości, nakazując szybkie przygotowanie się do wyjścia. „Wtargnąwszy do domu zachowywali się brutalnie, wytrącili profesorowi papierośnicę z ręki, nie pozwolili wziąć płaszczy, krzyczeli, że nie będą im potrzebne, nie pozwolili żonie i matce pożegnać ani odprowadzić do bramy swoich najbliższych” (Kaźń profesorów lwowskich. Lipiec 1941, opr. Zygmunt Albert, Wrocław 1989). Kiedy żołnierze stwierdzili, że oprócz profesora w domu znajdują się jeszcze trzej pełnoletni mężczyźni, polecili im, by również przygotowali się do opuszczenia domu. Byli to synowie profesora: 25-letni Bronisław, 23-letni Zygmunt i 18-letni Kazimierz. W domu pozostał 13-letni Jan. Wyprowadzanym nie pozwolono nawet wziąć płaszczy. Dojmujące wrażenie robi wypowiedź żony profesora, spisana przez Karolinę Lanckorońską; Aniela Longchamps de Bérier wyznała: „Gdy ich wyprowadzali, stałam w drzwiach; najpierw szedł mąż, potem syn najstarszy, potem drugi, wreszcie trzeci. Wszyscy szli, patrząc na mnie” (K. Lanckorońska, Wspomnienia wojenne, Kraków 2008).

Zmielone kości

Kaźni dokonano tej samej nocy; wszystkich aresztowanych zawieziono do byłego Zakładu im. Abrahamowiczów. W ciągu kilku godzin akcji przywieziono tam około czterdziestu osób, w tym dwudziestu trzech profesorów lwowskich uczelni. Około godziny 3 nad ranem  wyprowadzono ich na Wzgórza Wuleckie. Aresztowanych podzielono na kilkuosobowe grupy i zaprowadzono do wykopanych dołów, gdzie zostali rozstrzelani. Tam dokonał żywota prof. Longchamps de Bérier i trzej jego synowie. Po przeprowadzonej egzekucji wspólna mogiła została zasypana.

Rozstrzelanie nie było końcem tragedii; jej kolejna odsłona nastąpiła dwa lata później. Kiedy  przed Niemcami zarysowała się wizja klęski wojennej, gestapo przystąpiło w 1943 r. do zacierania śladów zbrodni dokonanych na Polakach, Żydach, Ukraińcach, Rosjanach i przedstawicielach innych narodów. Utworzono tzw. Sonderkommando - grupę składającą się z Żydów, która miała za zadanie odkopywanie grobów, wydobywanie zwłok i przewożenie ich do Lasu Krzywczyckiego, znajdującego się za rogatką łyczakowską. 8 października 1943 r. przewieziono tam ekshumowane zwłoki, które następnego dnia zostały spopielone. Resztki kości zmielono w żwirowym młynie i razem z popiołem rozrzucono po okolicznym lesie.

Epilog

Katolicki Uniwersytet Lubelski nie zapomniał o swoim Profesorze. „Kiedy w czerwcu 1946 r. przyjechaliśmy z matką do Krakowa, nie posiadaliśmy niczego. Wówczas - to był lipiec lub sierpień - matka otrzymała z KUL- u zapomogę. Bardzo to nam pomogło w przeżyciu”, zaświadczył Jan Longchamps de Bérier, jedyny z czterech synów, który przeżył mord na Wzgórzach Wuleckich. W 2020 r. na zewnętrznej, wschodniej ścianie kościoła akademickiego KUL zostały umieszczone trzy tablice poświęcone, jak czytamy „Pamięci  pracowników, studentów i absolwentów KUL poległych w obronie Ojczyzny i zamordowanych przez totalitarne reżimy nazistowskich Niemiec i komunistycznego związku sowieckiego”. Tablice obejmują ponad czterysta nazwisk ułożonych alfabetycznie, wyrytych w piaskowcu. Wśród nich widnieje nazwisko Romana Longchamp de Bérier, ostatniego rektora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i dziekana Wydziału Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, profesora lwowskiego i lubelskiego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama