Nowy numer 42/2021 Archiwum

Najlepszy kraj do życia

Assef Salloom jest królem. Od 5 lat króluje raz w roku w Lublinie. Jego żona Hamida żartobliwie narzeka, że nic nie ma z tego królowania. A chciałaby. Od przeszło 8 lat w Polsce mają dom.

Kiedyś tym domem była Syria, a konkretnie jedno z ważniejszych miast tego państwa – Latakia. Gdy konflikt w rodzinnym kraju zaczął narastać, mimo obaw, ale z przekonaniem, że chcą dla swego wówczas jedynego dziecka lepszego świata, postanowili uciec do Polski. – Było to możliwe, bo mam polskie obywatelstwo. Moja mama jest Polką – mówi Hamida. Z Polską nie miała wiele wspólnego, bo rodzina wyjechała do Syrii 3 miesiące po jej narodzinach. Zostali jednak dziadkowie. – To właśnie do dziadka postanowiliśmy przyjechać – opowiada.

Nowe życie

W 2013 r. razem z trzymiesięcznym Adasiem dotarli na wieś pod Tomaszowem Lubelskim. Oboje byli po studiach w Syrii, jednak, jak się okazało, ich dyplomy magisterskie odpowiadały w Polsce jedynie licencjatowi. – Zapisaliśmy się więc na studia na KUL. Assef w zasadzie po polsku nie mówił w ogóle, ja tylko trochę – wspomina Hamida. – Dlatego wybraliśmy europeistykę wykładaną po angielsku – dodaje. Assef w Latakii skończył literaturę angielską, Hamida ekonomię. – Dzięki pomocy cudownych ludzi z uczelni, szczególnie Tomka Sieniowa, który dosłownie wziął nas za rękę i przeprowadził przez wszystkie trudne początkowo etapy, rozpoczęliśmy nowe życie w Lublinie – wspomina z wdzięcznością Syryjka. Oboje skończyli studia. Hamida znalazła pracę na KUL, Assef rozpoczął studia doktoranckie na tamtejszym Wydziale Filozofii. – Dostałem nawet nagrodę dla najlepszego doktoranta w Polsce – chwali się Assef. W tym czasie także Assef stał się obywatelem Polski. Dziś uczy studentów KUL języka arabskiego, a wykładowców Politechniki Lubelskiej – języka angielskiego. Od 5 lat w czasie Orszaku Trzech Króli jest jednym z monarchów. – Kiedyś zadzwonił do mnie ktoś z archikatedry z pytaniem, czy mógłbym wziąć udział w orszaku w takiej roli. I tak już zostało – mówi.

Pomysł na siebie

Cztery lata temu urodziła się Julka. Mniej więcej wtedy narodził się też pomysł stworzenia dla dzieci miejsca, które byłoby połączeniem sali zabaw z miejscem nauki języków obcych i muzyki. Tak powstał Mały Kopernik. – Assef ma duże doświadczenie w pracy z dziećmi – podkreśla Hamida, która aktualnie pracuje także w Amazonie. – Stworzył swój sposób nauki angielskiego przez zabawę, sport i muzykę. Dzieci w ogóle nie czują, że się uczą. Kluczem do sukcesu jest pełna akceptacja i brak krytyki ich postępów. – Ja ich za wszystko chwalę – stwierdza Assef ze śmiechem. – Cieszę się, że chcą mówić, że mają odwagę rozmawiać po angielsku, nawet jeśli robią to z błędami – przyznaje. W jednej z sal Małego Kopernika przy ul. Świętoduskiej stoi pianino. Lekcji na tym instrumencie udziela Hamida. – Uczymy jednak grać także na gitarze, lutni – to ukochany instrument Assefa – i skrzypcach – opowiada. Do Małego Kopernika zaglądają też dorośli. – Nie ma górnej granicy wieku, jeśli chodzi o naukę czegokolwiek – podkreśla Assef, który uczy zarówno dzieci, jak i dorosłych nie tylko angielskiego, ale także włoskiego i arabskiego. Ostatnio małżonkowie rozpoczęli również działalność w Garbowie. – Kupiliśmy tam kawałek działki, zrobiliśmy plac zabaw, miejsce na ognisko. Chcieliśmy stworzyć taki rezerwat, gdzie dzieciaki mogą robić, co im się podoba, np. wyrabiać cegłę – opowiadają.

Ratunkiem obywatelstwo

Assef i Hamida czują się w Polsce dobrze. – Spotkaliśmy tu świetnych, pomocnych ludzi. Nigdy nie doświadczyliśmy niechęci – zaznacza Hamida. – Dla mnie Polska to najlepszy kraj do życia – ocenia Assef. – Naprawdę jest mnóstwo możliwości pracy, rozwoju. Trzeba tylko chcieć – uważa. Do Syrii wracać nie chcą i nigdy jej od czasu wyjazdu nie odwiedzili. – Przyjeżdżają do nas czasami rodzice, bo tęsknimy za nimi – mówi Hamida. – Ale to w Polsce jest teraz nasz dom – podkreśla. Oboje nie ukrywają, że uratowało ich obywatelstwo Hamidy. – W przeciwnym razie bylibyśmy uchodźcami – podkreślają. O uchodźcach, którzy koczują na granicy między Polską a Białorusią, mówią ze współczuciem, zaznaczając jednak, że są przeciwni wpuszczaniu do Polski ludzi z Afganistanu bez żadnej kontroli. – Nie każdy uchodźca to terrorysta, ale też nie każdy to dobry człowiek, który potrzebuje pomocy – stwierdza Assef. – Trzeba rozeznania. Afganistan to specyficzny kraj. Ci ludzie trudno się asymilują. Mają zdecydowanie inną mentalność i wcale nie chodzi o religię. Z bólem jednak patrzy się na matki z małymi dziećmi, które pragną dla swojej rodziny lepszego, godnego życia – dodaje Hamida.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama