Nowy numer 47/2021 Archiwum

Modlitwa o wielkiej mocy

Na wielu skrzyżowaniach Lublina oraz w innych miejscowościach stanęli ludzie z różańcami w rękach, by modlić się Koronką do Bożego Miłosierdzia za miejsca, w których żyją.

Wszędzie tam, gdzie praktykowana jest ta modlitwa, można usłyszeć o działaniu Pana Boga. Chodzi nie tylko o przypominane od lat wydarzenie z Łodzi, gdy zaczęto praktykować modlitwę koronką podczas meczu zwaśnionych drużyn, i wtedy pierwszy raz nie doszło do starć między kibicami, ale i o dziesiątki wydawałoby się niemożliwych do załatwienia spraw.

Codzienne łaski

W samym Lublinie jest ich kilka, jak choćby przebudowa skrzyżowania ulicy Abramowickiej z Głuską i Sierpińskiego. Przez lata to miejsce należało do najbardziej niebezpiecznych w mieście. Mieszkańcy wielokrotnie zwracali się do władz miejskich z prośbą o przebudowę. Bezskutecznie. Wierzą, że ich wyjście na ulicę i modlitwa sprawiły, że została podjęta decyzja o remoncie. – Ktoś powie, że to przypadek, że akurat w czasie, gdy modliliśmy się na ulicy, miasto zdecydowało się na przebudowę. Może przypadek, ale my jesteśmy przekonani, że Boże miłosierdzie miało w tym swój udział – mówi Agnieszka Sawicka.

Wysłuchana prośba

O działaniu tej modlitwy mówi także pani Małgorzata, która przed rokiem dowiedziała się o tej inicjatywie i dołączyła do modlitwy przy skrzyżowaniu alei Kraśnickiej z ulicą Bohaterów Monte Cassino w Lublinie.

− Żaliłam się swojej sąsiadce, że trudno mi znaleźć pracę na naszym osiedlu, a bardzo mi na tym zależało, żeby to było blisko domu, bo mam chorą mamę, która wymaga opieki – dalekie dojazdy do pracy utrudniają mi opiekę nad nią. Wówczas sąsiadka zaprosiła mnie na modlitwę na ulicy, która miała się odbyć nazajutrz. Mówiła, że to modlitwa o wielkiej mocy, która dotyczy szczególnie naszych miejsc zamieszkania. Pełna ufności poszłam, by z innymi polecać Bogu Lublin, a w szczególności moją sprawę i moje osiedle – mówi pani Małgorzata.

Na tej modlitwie spotkała inną znajomą, z którą od dawna się nie widziała. Zaczęły rozmawiać i pani Małgorzata opowiedziała o swojej sytuacji. Okazało się, że właśnie ta znajoma ma w pobliżu zakład krawiecki i szuka do pomocy pani potrafiącej szyć. – Szycie jest od dzieciństwa moją pasją. Szyłam sobie, dzieciom, znajomym… Nie myślałam nigdy, że to hobby może stać się moją pracą. A jednak Pan Bóg zaskoczył mnie w taki sposób. Od roku jestem krawcową na moim osiedlu, opiekuję się mamą i udaje mi się pogodzić wszystkie obowiązki. Jestem przekonana, że zawdzięczam to modlitwie na ulicy mojego osiedla – mówi pani Małgorzata.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama