Nowy numer 42/2021 Archiwum

Kapelan w służbie czynnej. Rzecz o ks. Władysławie Miegoniu

Ks. komandor podporucznik Władysław Miegoń, pierwszy kapelan polskiej Marynarki Wojennej II Rzeczypospolitej, zamęczony w obozie koncentracyjnym w Dachau, wyniesiony na ołtarze jako błogosławiony, był studentem lubelskiej Alma Mater.

„Zwracam się z prośbą o rozważenie możliwości nazwania jednej z sal uniwersyteckich imieniem ks. Miegonia”. Przytoczone zdania stanowi  fragment krótkiego ręcznie napisanego  listu, skierowanego przeszło dwadzieścia lat temu z okładem na ręce rektora KUL. Wystosowała go Krystyna Hejke z domu Jarosławska. Petentka klarownie wskazała uzasadnienie swojego dezyderatu: „Byłoby to trwała pamiątka jego studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim”, wyjaśniała lakonicznie. Pewnie chcąc uzasadnić motyw i wzmocnić tytuł wystąpienia, przy swoim nazwisku dodała uszczegółowianie „absolwentka KUL-u r.[rocznik] 1936”. Odwołując się zatem do więzi ze swoją Alma Mater, nadawczyni pisma (ukończyła studia prawnicze) zwracała się z prośbą o upamiętnienie jednego ze studentów, którego być może spotykała w latach trzydziestych ubiegłego stulecia na uniwersyteckich korytarzach. Istotnie, ks. komandor podporucznik Władysław Miegoń, pierwszy kapelan polskiej Marynarki Wojennej II Rzeczypospolitej, zamęczony w obozie koncentracyjnym w Dachau, wyniesiony na ołtarze jako błogosławiony, był studentem lubelskiej Alma Mater, a przywoływane na początku  pismo jest jednym z tropów prowadzących do lubelskiego okresu tego wybitnego oficera w sutannie.

Droga do miasta uniwersyteckiego

Do Lublina trafił ze sporym bagażem doświadczeń; miał już za sobą udaną i niezwykle aktywną, kilkuletnią pracę duszpasterską w marynarce wojennej, szła za nim fama organizatora zajęć oświatowych, w tym kursów języka polskiego dla oficerów wywodzących się z armii carskiej. Był uczestnikiem wielu patriotycznych wydarzeń wpisanych w proces odzyskiwania Pomorza przez budujące swoją suwerenność państwo polskie. A ponieważ jednym z pierwszych miejsc, w których pełnił swoje zadania był Puck, wziął udział w historycznym akcie zaślubin Polski z morzem, którego tam dokonał generał Józef Haller w lutym 1920 roku. Mimo stosunkowo młodego wieku (urodził się w 1892 r.) na klapie munduru nosił kilka medali, w tym order wojskowy Virtuti Militari, najwyższe polskie odznaczenie wojenne nadawane za wybitne zasługi bojowe. Otrzymał go za bohaterski udział w wojnie polsko-bolszewickiej; dekoracji dokonał osobiście marszałek Józef Piłsudski. W 1928 roku rozkazem Ministerstwa Spraw Wojskowych został przeniesiony i mianowany kierownikiem wojskowego rejonu duszpasterskiego w Lublinie. Decyzja o przesunięciu księdza kapelana na nowe stanowisko, wcale nie wyjątkowa w strukturach wojskowych, najprawdopodobniej miała związek z jego krytyczną, publicznie wyrażaną oceną przewrotu majowego dokonanego w 1926 r. przez marszałka Józefa Piłsudskiego.

Konsekracja kościoła garnizonowego

Decyzja o oddelegowaniu do  Lublina nie wywoła jakichkolwiek oznak zniechęcenia, przeciwnie pobyt w nowym miejscu ks. Miegoń spożytkował umiejętnie i owocnie. Skoro trafił do miasta uniwersyteckiego, zapisał się na studia łącząc je z pracą kapelana  wojskowego. Wolę połączenia tych aktywność wyraził już w podaniu skierowanym do uniwersyteckiej komisji immatrykulacyjnej, w którym w rubryce: „stosunek do wojskowości” -  napisał: „jestem w służbie czynnej jako kapelan”.

Miejscem jego pracy stał się kościół garnizonowy pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, usytuowany przy dzisiejszych Alejach Racławickich, w  niewielkiej odległości od siedziby Uniwersytetu. Warto dodać, że kiedy ks. Miegoń objął lubelską placówkę, kościół przechodził ostatni etap restauracji i przebudowy. Budynek świątyni został wzniesiony jako prawosławna garnizonowa cerkiew pułkowa pod wezwaniem Gruzińskiej Ikony Matki Boskiej. Jak przedstawiają karty pocztowe i zdjęcia z początków XX stulecia była murowana, niewysoka, zbudowana z nieotynkowanej żółtej i czerwonej cegły jako jednokopułowa budowla w kształcie bazyliki. W 1907 roku została wyświęcona na potrzeby 69. Pułku Piechoty Riazańskiej, który od czasów powstania styczniowego stacjonował w Lublinie w tzw. koszarach świętokrzyskich (budynek stanowi siedzibę Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego). Po ewakuacji wojsk rosyjskich z Królestwa Polskiego  i wkroczeniu w 1915 roku do Lublina Austriaków, cerkiew została zamknięta;  nieużytkowana popadła w ruinę.  Władze miejskie zamierzały przeznaczyć ją na cele świeckie, planując stworzyć tam kino lub łaźnię. Ostatecznie, zapadła decyzja o przeznaczeniu budynku na kościół garnizonowy, co nieuchronnie wiązało się nie tylko z jego remontem, ale i radykalną przebudową. Przede wszystkim charakterystyczne dla cerkwi elementy architektonicznie przypominające okres zaborów i rosyjskiego panowania zostały usunięte. Ostatnia faza restauracji przypadła na przełom lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego stulecia, jej celem było przystosowanie wnętrza świątyni do sprawowania kultu katolickiego. W działania te czynnie włączył się przybyły z Pomorza ks. kapelan Miegoń. Wziął także  udział w uroczystości konsekracji kościoła, której dokonał biskup polowy Wojska Polskiego Józef Gawlina.

Nie stawił się na egzamin

Pełniąc funkcje kapelana w kościele garnizonowym ks. Miegoń przez cztery lat uczęszczał na zajęcia z prawa kanonicznego, w większości prowadzone w języku łacińskim. Nie miał predylekcji do pracy badawczej, nie planował też kariery naukowej, ale studia odbył rzetelnie, bez żadnych trudności realizując program. Do egzaminu końcowego (licencjackiego) jednak  nie przystąpił; w rezultacie otrzymał jedynie zaświadczenie - podówczas oficjalnie nazywane absolutorium. W dokumencie podpisanym przez rektora i dziekana czytamy, że „przesłuchał przepisane przedmioty, złożył obowiązujące egzaminy oraz brał udział w seminariach, na skutek czego otrzymuje niniejsze absolutoriom na dowód ukończenia Wydziału Prawa Kanonicznego KUL.

Nie można jednoznacznie rozstrzygnąć, dlaczego pracowity student nie stawił się na egzamin końcowy; prawdopodobnie wynikało to z jego zaangażowania na rzecz różnych i licznych inicjatyw. Prawie z marszu zaangażował się w działalność założonego w 1921 roku w Lublinie towarzystwa śpiewaczego „Lutnia”. Jego wkład w rozwój tego wielce zasłużonego dla kultury stowarzyszenia musiał być niebagatelny, skoro został jego członkiem honorowym i otrzymał Honorową Odznakę Śpiewaczą III stopnia. Inny obszar aktywności znalazł na forum akademickim - związał się korporacją akademicką „Korabja”, która wówczas w Lublinie stawiała pierwsze kroki (powstała w 1927 r.). Konwent korporacji powierzył mu funkcję kapelana. Jednym z celów tej organizacji studenckiej było propagowanie „idei morskiej”, w szczególności poprzez upowszechnianie w społeczeństwie świadomości znaczenia morza dla rozwoju odradzającej się Rzeczypospolitej. Zadanie to korporacja realizowała we współpracy z organizacjami związanymi z morzem, w szczególności z Ligą Morską i Rzeczną (później przemianowaną na Ligę Morską i Kolonialną). Jednym ze spektakularnych przejawów tej współpracy były „Bale Morskie”,  jedne z najbardziej prestiżowych wydarzeń w latach 30-tych w Lublinie. Zagadnienia morskie i idea obrony wybrzeża były bliskie ks. Miegoniowi - on także należał do Ligi Morskiej. Nic zatem dziwnego, że pod jego  patronatem zorganizowano projekt „noc świętojańska”, w ramach którego studenci przygotowali spektakl na wodzie. Jak później relacjonował Bolesław Sałyga, jeden z korporantów i uczestnik wydarzenia: „Był to czas, gdy garstka młodych, pragnęła Lublin cały wywieźć …na Bystrzycę, by pokazać jego mieszkańcom, iż  rzeka nasz to nie kopciuszek, ale stały dostawca wód do naszego morza (B. Sałyga, Nieutalentowana Bystrzyca i marynarze, w: X-lecie K!Korabja, Lublin 1937). Barwnie i ze swadą opisując wydarzenie nie omieszkał zaznaczyć, pod czyimi auspicjami to złożone logistycznie przedstawienie zostało przygotowane: „Pod dyrekcją ówczesnego kapelana Korabji, ks. Miegonia, skupiliśmy siły”.

Powrót na Wybrzeże

Po pięcioletnim pobycie w Lublinie ks. Miegoń powrócił na Wybrzeże, do pracy w środowisku marynarskim, ciesząc się niezmiennie ogromnym poważaniem i kolejnymi awansami. Doświadczenie i autorytet, dodatkowo wspierane uniwersyteckim „obyciem”,  stały się pomocne przy rozwiązaniu konfliktu jaki powstał w związku z pogrzebem gen. Gustawa  Orlicz- Dreszera, który zginął w wypadku lotniczym. Wydarzenie to (ono także charakteryzuje osobowość ks. Miegonia) dosyć szczegółowo przedstawił Borys Karnicki, komandor porucznik Marynarki Wojennej Polskich Sił Zbrojnych, późniejszy dowódca okrętu podwodnego ORP „Sokół”, w książce Marynarski worek wspomnień  (Warszawa 1987). Otóż generała, bliskiego współpracownika J. Piłsudskiego (dowodził wojskiem w czasie przewrotu majowego), zamierzano pochować na Cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni. Pewne fakty z prywatnego życie generała spowodowały jednak, że pojawiły się problemy z wystawieniem trumny w kościele na Oksywiu. A to dlatego, że w 1921 roku generał poślubił aktorkę Wandę Filochowską, zaś kilkanaście lat później przed sądem konsystorskim Synodu Wileńskiego Ewangelicko-Reformowanego unieważnił to małżeństwo. Niedługo potem związał się z amerykańską rozwódką Olgą Elwirą Stalińską;  tym razem zawarł ślub cywilny. Z tych powodów uroczystości pogrzebowej sprzeciwiał się miejscowy proboszcz, który, jak donosiły ówczesne gazety, nie wyraził zgody na wprowadzenie trumny ze zwłokami „rozwodnika i innowiercy”. Uroczystość, w której swój udział zapowiedzieli prezydent Ignacy Mościcki i marszałek Edward Rydz- Śmigły stanęła pod znakiem zapytania. Mimo tego, proboszcz odmawiał zgody, grożąc zamknięciem drzwi i niewpuszczeniem trumny generała.  Do rozmów włączył się  ks. Miegoń, który po nieudanej mediacji, jak relacjonuje B. Karnicki, oznajmił strapionym oficerom: „Proboszcz ma prawo, to jest jego kościół i nikt z hierarchii kościelnej ani świeckiej nie może zabronić mu zamknięcia świątyni. Chyba tylko w wypadku, jeśli…. nie będzie miał go czym zamknąć. Tu Miegoń ukłonił się złożył ręce i wyszedł”. Wówczas, zgodnie z relacją, sprawa nabrała tempa: „Popatrzyliśmy po sobie. Naturalnie! Jakie to proste! W dniu pogrzebu, po porannej mszy świętej pod kościół podjechała ciężarówka z marynarzami, którzy sprawnie zdjęli z zawiasów drzwi wejściowe. Załadowali je na samochód a następnie udekorowali świątynię na ceremonię pogrzebową. Uroczystość odbyła się zgodnie z planem i bez komplikacji” (B. Karnicki, Marynarski worek wspomnień, Warszawa 1987).

Zakończenie

Kiedy wybuchła II wojna światowa ks. Miegoń jako kapelan uczestniczył w obronie Wybrzeża. 19 września 1939 roku dostał się do niewoli niemieckiej. Został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, a następnie do obozu w Dachau, gdzie został zamęczony; jego ciało spalono w krematorium. Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim jego postać  poprzypomina, zamieszczona w 2003 roku na pierwszym piętrze wschodniego skrzydła historycznego Gmachu Głównego, tablica wykonana z żółtego granitu. W jej górnej części została zmieszczona mała płaskorzeźba w kształcie koła, wykonana jako odlew w metalu; jej kompozycja obejmuje wizerunek głowy ks. kapelana. Poniżej na tablicy został wyryty tekst, który informuje przechodzących korytarzem, że błogosławiony ks. kmdr ppor. Władysław Miegoń, duszpasterz marynarki wojennej II RP, był studentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama