Nowy numer 15/2024 Archiwum

Klerycy z lubelskiego seminarium opowiadają o tym, jak Pan Bóg ich zawołał

Diakon Marcin i kleryk pierwszego roku Michał zdecydowali o wyborze kapłańskiej drogi życiowej. Jak wygląda ich życie w seminarium?

Na trzecim roku Marcin i jego koledzy otrzymali sutannę. - Ona była z jednej strony czymś “wow”, ale z drugiej pewnego rodzaju obciążeniem. Ludzie zaczęli mnie postrzegać jako księdza, choć nim nie byłem. Nagle z człowieka anonimowego stałem się trochę osobą publiczną. Wiedziałem, że to wielka odpowiedzialność. Zaraz na drugi dzień pod swoim własnym domem doświadczyłem obelg. Nie zniechęciłem się tym jednak. Poczułem w sobie moc - wyznaje.

Rodzina Marcina szanowała jego decyzję, choć na początku wszyscy byli trochę w szoku. - Nie mamy w rodzinie żadnego księdza. Rodzice nie wiedzieli, jak się zachować, szczególnie kiedy po raz pierwszy zobaczyli mnie w sutannie. Oni też przestali być anonimowi. 

Kolejna myśl o rezygnacji przyszła na piątym roku. - Wtedy podejmuje się ostateczną w sumie decyzję - wyjaśnia Marcin. - Ten czas nie jest łatwy, im bliżej do święceń diakonatu, tym więcej pytań. Zastanawiałem się, czy nie powinienem wybrać jednak innej drogi. Coraz bardziej podobała mi się budowlanka. Ale czułem jednocześnie, że tu, gdzie jestem, jestem szczęśliwy. Mocno modliłem się o ten wybór. Pan Bóg pokazał mi jasno, że bycie księdzem to moja droga. Święcenia diakonatu usunęły wszelkie wątpliwości. One są swojego rodzaju przełomem. Z osoby w sutannie, która niewiele może, człowiek staje się diakonem, który w końcu coś robi - śmieje się Marcin. - W wakacje chrzciłem swojego siostrzeńca. To było niesamowite doświadczenie - dodaje.

Już za kilka miesięcy Marcin przyjmie święcenia kapłańskie. - Jestem otwarty na to, czego chce ode mnie Bóg. Od zawsze fascynują mnie misje, ale pójdę tam, gdzie pośle mnie mój biskup. Na nic się nie nastawiam. Chcę być księdzem. Chcę być z ludźmi. Nawet z garstką. 

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy