Nowy numer 22/2023 Archiwum

Poprowadzona za rękę

Choć domownicy nie wierzyli w Boże Narodzenie, rodzina zasiadała do uroczystej wieczerzy. O Jezusie nikt nie rozmawiał, ale On cierpliwie czekał, by móc się narodzić w sercach ludzi.

Wypełnić pustkę

Coraz dotkliwsza pustka w jej sercu i poczucie bezsensu życia, w którym na nic nie mamy wpływu, uwrażliwiły ją na słowa Jana Pawła II, który w tamtym czasie pielgrzymował do Polski. Było to wydarzenie nie tylko religijne, ale i społeczne, którym interesowali się chyba wszyscy. Wtedy Magdalena usłyszała, jak papież mówi, że bez Chrystusa człowiek nie może zrozumieć ani samego siebie, ani drugiego człowieka. – To było o mnie, bo ja nic nie rozumiałam. Buntowałam się, że wartość człowieka ocenia się po jego wyglądzie czy majątku.

To było dla mnie takie niesprawiedliwe i dołujące, że przychodziły mi nawet przez myśl pokusy, by skończyć ze sobą. Wtedy spotkałam człowieka świeckiego, bardzo wierzącego, który był zaangażowany w pierwszą w Polsce wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym przy kościele św. Marcina w Warszawie, gdzie pracowały siostry od matki Elżbiety Róży Czackiej. One opiekowały się nie tylko niewidomymi na ciele, ale i na duszy, prowadząc spotkania przygotowujące do chrztu dorosłych. Kiedy mój znajomy dowiedział się, że jestem nieochrzczona, zaprowadził mnie tam. Była nas grupa około 50 młodych ludzi, głównie dzieci wojskowych i komunistów. Wraz ze mną zaczęła tam chodzić moja rodzona siostra, też studiująca w Warszawie, i młodszy brat, który specjalnie na te spotkania przyjeżdżał – opowiada s. Magdalena.

Wewnętrzne porządki

Wraz z poznaniem Boga przychodziło poznanie samej siebie, co nie było łatwym doświadczeniem. – Widziałam wówczas, jak wielki bałagan panuje w moim wnętrzu. Zderzenie „ja” idealnego z „ja” realnym było bolesne, ale świadomość, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, przynosiła taką radość, że szłam za tym w ciemno – wspomina siostra. Tak przyjęła najpierw chrzest, potem Pierwszą Komunię i bierzmowanie. – Dorośli zwykle te sakramenty otrzymują jednocześnie, w naszym przypadku jednak siostry zdecydowały, że będą nam je dozować, byśmy mogli bardziej zapuścić korzenie w Bogu. Do Komunii przystąpiłam więc trochę później, podczas porannej Mszy św. w kościele św. Marcina, w obecności sióstr. Moje serce zalała wtedy wielka cisza, w której był tylko Bóg. Po latach niepokojów było to wytchnienie – mówi s. Magdalena.

W tym czasie zachorował ojciec s. Magdaleny. Kolejne udary odebrały mu sprawność i utrudniły mowę. Okazało się, że żaden z kolegów komunistów nie został przy nim. – Tata okazał się już niepotrzebny, więc nikt go nie odwiedzał i nie dbał o niego – z wyjątkiem rodziny. Było też widać, że system komunistyczny się wali, że to jednak była wielka pomyłka. Widząc chorego ojca, miałam przekonanie, że jego dni są policzone i trzeba mu pomóc wrócić do Boga. Tak się stało dzięki pomocy kapłana, który przychodził do niego. Tata się wyspowiadał, a miesiąc przed śmiercią wziął z mamą ślub kościelny. Byłam przy jego śmierci, modląc się za niego, a on pełen pokoju odszedł. To kolejna łaska, jakiej byłam świadkiem – wspomina siostra.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Quantcast