Nowy numer 20/2022 Archiwum

Dziewczyna, która pomaga dorastać

Ma 20 lat i mnóstwo energii. Cały swój wolny czas poświęca dzieciom, którym nikt inny tego czasu nie daje. Z kapitałem 150 zł założyła fundację.

Ola Borzęcka z Lublina niedawno otrzymała wyjątkowe wyróżnienie. Została doceniona przez Centrum Wolontariatu w czasie dorocznej Gali Wolontariatu. 

Pomagać zaczęła będąc 14-letnią gimnazjalistką. - Przyszłam do Centrum Wolontariatu i tam zostałam - śmieje się dziewczyna. - Pracowałam z osobami w kryzysie bezdomności, z dziećmi, z uchodźcami. Do dziś jeżdżę do poprawczaka do Dominowa - opowiada. - Jakiś czas temu zostałam koordynatorką programu, który wspiera dzieci ze Starych Bronowic. 

Ola przez 4 lata była radną Młodzieżowej Rady Miasta Lublin. Dziś jest w Radzie ds. Młodzieży przy Prezydencie RP. - Jakiś czas  temu razem z kolegą postanowiłam zająć się dziećmi z dzielnicy Stary Kośminek. To taka część przy ul. Garbarskiej, Długiej i Elektrycznej, o której chyba nikt nie pamięta. 

W wakacje 2020 r. młodzi ludzie rozwiesili plakaty z zaproszeniem do wspólnej zabawy, na skwer przy ul. Długiej 3.- Przyszło sporo dzieciaków. Z dnia dzień przychodziło coraz więcej - opowiada Ola. - Dałam im swój numer telefonu więc dzwoniły ciągle z pytaniami kiedy będzie “festyn”, bo tak nazywały nasze spotkania. Zobaczyłam, że im bardzo zależy, że to, co robię, ma sens. 

Przed wakacjami 2021 Ola założyła fundację pod nazwą "Strefa Dorastania". - Miałam całe 150 zł kapitału założycielskiego - śmieje się dziewczyna. - Na szczęście trafiłam na świetnych ludzi, którzy bardzo mi pomogli. Postaraliśmy się o dofinansowanie naszych działań z miasta, zaangażowaliśmy wolontariuszy i dzięki temu mogliśmy zaoferować dzieciakom całe dwa miesiące aktywności. 

Na wakacjach jednak się nie skończyło. Dzieci potrzebowały Oli i innych wolontariuszy cały czas. - Ciągle spotykaliśmy się z nimi na dworze. Jeździliśmy w różnorodne miejsca i korzystaliśmy z dostępnych atrakcji. 

Gdy w listopadzie zaczęło robić się naprawdę zimno, Ola postanowiła, że dalej nie mogą spędzać czasu na dworze. - Spotkałam się z panem, który kiedyś przy Długiej 31 prowadził sklep - wspomina. - Powiedziałam, że potrzebuję miejsca dla dzieciaków. Kośminek to taka dzielnica, gdzie bardzo trudno znaleźć jakąkolwiek przestrzeń do spotkań. Wszystkie lokale, które wcześniej oglądaliśmy, były w opłakanym stanie. 

Oli i jej wolontariuszom udało się wynająć 30 m lokal po byłym sklepie. - Trzeba było przeprowadzić remont, żeby jakoś go dostosować do potrzeb dzieci. Oczywiście zrobiliśmy to własnym sumptem. Zaangażowali się w to także rodzice dzieciaków, często ojcowie po wyrokach, którzy chcieli odbudować swoją reputację. Trochę się przy tym kłócili, ale jakoś się udało. Zorganizowaliśmy zrzutkę. Chcieliśmy zebrać 20 tys. Jak na razie udało się pozyskać 8 tys.,  ale chcieliśmy jak najszybciej ruszyć, więc wykorzystaliśmy to co mieliśmy. Miejsce nazwaliśmy “Bazą”.

W urządzenie  “Bazy” włączyli się ludzie, którzy kibicują działaniom Oli, m.in. firma informatyczna Britenet z Lublina, dzięki której udało się wyposażyć pomieszczenie w biurka, krzesła, projektor. Teraz Baza tętni życiem, a dzieci marzą, by móc przychodzić tu codziennie.

- Na razie mamy otwarte 4 razy w tygodniu - informuje założycielka fundacji. - Pomagamy dzieciom w lekcjach, gramy z nimi w gry planszowe, przygotowujemy przekąski, organizujemy spotkania z gośćmi, warsztaty kreatywne albo spotkania z psychologiem. One nie oczekują od nas jakichś spektakularnych atrakcji. Po prostu potrzebują naszej obecności - stwierdza dziewczyna. - Ostatnio 6-letni chłopczyk przyszedł, przytulił się do misia, przykrył kocem i chciał, tylko żeby mu obierać mandarynki. 

Do Bazy przychodzi regularnie ok. 30 dzieci w wieku od 6 do 15 lat. - Wiele z tych dzieci w wieku 9-10 lat zaczyna palić papierosy i pić alkohol. Ostatnio jedna z dziewczynek - 10-letnia, przyniosła w butelce po Tymbarku piwo na spotkanie. Wierzę, że działania, które podejmujemy, mogą te dzieci w jakimś stopniu odciągnąć, od tego, na co trochę skazuje je otoczenie. 

Ola studiuje pedagogikę i swoją przyszłość wiąże z pracą z dziećmi. - Wybrałam studia zaoczne, nie dlatego, że słabo zdałam maturę, albo, że nie chce mi się uczyć - zaznacza. - Cały czas się edukuję, ale chciałam mieć czas na to, co według mnie, najważniejsze. Bardzo mi zależy, by nie zatrzymać się tylko, na tym pomieszczeniu, które udało nam się stworzyć. Chcę iść naprzód, bo wierzę, że warto działać. 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama