Nowy numer 2/2022 Archiwum

"Nareszcie dziś przyjechał". O pamiętnej wizycie Józefa Piłsudskiego na Uniwersytecie Lubelskim

Spotkanie Naczelnika ze społecznością akademicką stanowiło jeden z punktów programu pierwszej oficjalnej wizyty Józefa Piłsudskiego w Lublinie w niedzielę 11 stycznia 1920 roku.

„Najdostojniejszy Naczelniku Państwa! Mamy Prośbę do Ciebie: byś bodaj cząstkę przeniósł na nas miłości, jaką masz dla wszechnicy Stefana Batorego w Wilnie”. Słowa te, zgodnie z relacją lubelskiego dziennika „Ziemia Lubelska” skierował ks. Idzi Radziszewski do Józefa Piłsudskiego podczas jego wizyty w Lublinie. Spotkanie Naczelnika ze społecznością akademicką stanowiło jeden z punktów programu pierwszej oficjalnej wizyty Józefa Piłsudskiego w Lublinie w niedzielę 11 stycznia 1920 roku. W początkach stycznia objeżdżał on front wołyński i zdecydował, aby w drodze powrotnej złożyć wizytę w lubelskim grodzie. Wydarzenie to było szeroko zapowiadane i relacjonowane przez prasę, niezależnie od autoramentu. Z entuzjazmem i patosem pisała o nim, cytowana na wstępie „Ziemia Lubelska,” której redaktor wyraźnie sympatyzował z obozem Marszałka, podobnie jak związany politycznie z endecją „Głos Lubelski”.

Naczelnik przyjechał do Lublina wczesnym popołudniem i do późnych godzin nocnych, krok po kroku, realizował bogaty i skondensowany program; jednym z jej punktów było spotkanie ze społecznością nowo założonego Uniwersytetu. Piłsudski doceniał jego znaczenie. W telegramie przysłanym na pierwszą inaugurację roku akademickiego, 8 grudnia 1918, napisał: „Z największą radością witam otwarcie czwartego polskiego uniwersytetu. Życzę z całego serca by to ognisko kultury narodowej płonęło ku pożytkowi i chwale dorobku naszej ojczyzny”.

Królewski splendor

Jego przyjazdowi do miasta nad Bystrzycą nadano iście królewski splendor. Uformował się Komitet Przyjęcia Naczelnika Państwa, który starannie przygotowywał całą uroczystość. Miał zagwarantować nie tylko porządek i godną oprawę, miał także zapewnić bezpieczeństwo, Naczelnik Państwa był jednocześnie Naczelnym Wodzem Sił Zbrojnych. Na jego barkach spoczywała odpowiedzialność za wynik wojny z bolszewicką Rosją. Wydane zostały specjalne przepustki, osobne dla delegacji udającej się z miasta na dworzec kolejowy (tam nastąpiło powitanie), osobne do lubelskiej katedry (tam bp M. Fulman odprawił specjalne nabożeństwo). Dowództwo Okręgu Generalnego przygotowało imienne zaproszenia na śniadanie (oficjalnie, zgodnie z tekstem zaproszeń, nazwane galowym) w Pałacu Radziwiłłowskim (siedziba dowództwa), przez Komitet Przyjęcia na raut w Towarzystwie Muzycznym oraz przez Zarząd Miasta na uroczysty obiad w ratuszu. „Cały Lublin owacyjnie przyjmował marszałka”, zanotowała Emilia Szeliga- Szeligowska, pierwsza bibliotekarka biblioteki uniwersyteckiej (Wspomnienia o ks. Idzim Radziszewskim i początkach uniwersytetu).

Uniwersytet nie miał własnej siedziby

Profesorowie i młodzież akademicka spotkała się z Naczelnikiem Państwa w murach Uniwersytetu Lubelskiego, który podówczas, rozpoczynając trzeci roku swojego funkcjonowania zajmował budynek seminarium duchownego przy ul. Zamojskiej. Już ta okoliczność wskazywała, że jednym z najważniejszych problemów, z jakim borykała się nowa Wszechnica, była kwestia lokalowa, innymi słowy brak własnej siedziby. Sprawa ta spędzała sen z oczu ks. Idziemu Radziszewskiemu. W liście do Karola Jaroszyńskiego, przedsiębiorcy i filantropa, pisał, że do 1 września 1921. Uczelnia musi opuścić gmach, który zajmuje. „Jeśli więc czegoś za jakiś czas sobie nie przygotujemy, znajdziemy się «na bruku»” - konkludował, nie kryjąc zaniepokojenia.

Jedną z rozważanych opcji było przekazanie Uniwersytetowi budynku poklasztornego usytuowanego przy Alejach Racławickich. Budowla ta miała długą historię. Pierwotnie mieścił się tu, wzniesiony w II połowie XVII w. klasztor dominikanów obserwantów (gałąź reformistyczna zakonu dominikańskiego); w jego skład wchodził kościół pod wezwaniem. św. Krzyża. Zakonnicy przebywali w tym miejscu do III rozbioru Polski, po którym rząd austriacki skasował „nieużyteczne” klasztory. Na początku XIX stulecia zespół klasztorny zaadaptowano na koszary - od wezwania kościoła nazywano je „świętokrzyskimi”. Taką funkcję budynek pełnił przez dziesiątki lat. Wymieniali się jego lokatorzy, zmieniały się sztandary i barwy ich mundurów - austriackich, rosyjskich, wojsk Księstwa Warszawskiego. Niezmieniony zaś pozostawał jedynie jego koszarowy charakter. Okresowo pełnił także funkcje szpitala; historia zatoczyła koło w dramatycznych latach II wojny światowej, gdy w murach Uczelni znów zakwaterowano oddziały oraz lazarety (szpitale polowe) Wermachtu, a potem Armii Czerwonej.

Niech żyje Józef Piłsudski

Po I wojnie światowej, w oswobodzonej już Polsce w budynku, zrujnowanym i wymagającym kapitalnej przebudowy, został ulokowany szpital wojskowy. Pojawiła się możliwość przekazania budynku na rzecz nowo założonego Uniwersytetu katolickiego. Kwestia ta nie mogła się nie pojawić w trakcie wizyty Naczelnego Wodza, któremu także formalnie podlegało, będące dysponentem szpitala Ministerstwo Spraw Wojskowych. Wrócimy zatem do tego wydarzenia, które zrobiło duże wrażenie na wszystkich i wyrażenie zapisało się w pamięci studentów. Jak donosił cytowany już  dziennik „Ziemia Lubelska” po defiladzie Naczelnik przybył do Uniwersytetu, gdzie „w pięknie udekorowanej sali zebrało się grono miejscowej inteligencji, młodzieży uniwersyteckiej i pedagogów. Na podium ustawiono fotel dla Naczelnika Państwa. Nad fotelem widniał portret Naczelnika i Orzeł biały, spowite w zieleni”. Podobnie jak w innych miejscach w Lublinie, także i tu był witany wręcz entuzjastycznie. „A więc nareszcie dziś przyjechał Naczelnik Józef Piłsudski […]. O drugiej po południu przyszłam do uniwerku. Sala była ślicznie ubrana zielenią, schody też”, zanotowała w swoich dziennikach ówczesna studentka Jadźka Orłowska. „Nareszcie nadeszła oczekiwana chwila. Zajeżdża wspaniałe, w cztery konie złożone lando [otwarty powóz czterokołowy - A. D]. Naczelnik witany owacyjnie przez młodzież wszedł do uniwersytetu. […] przy dziękach muzyki orkiestry wojskowej wszedł na salę”, pisała z emfazą. Zgodnie z jej relacją „Po trzykrotnym wzniesieniu »Niech żyje Józef Piłsudski«, zaczął Rektor przemawiać” (Dzienniki 1918-1952). W swoim wystąpieniu odwołał się do więzów łączących Piłsudskiego z Wilnem. Jak pisał Walerian Meysztowicz, jeden ze świadków epoki „Wiadomo było powszechnie, że w Wilnie czuje się najlepiej, że tu najłatwiej było z nim uzgadniać najtrudniejsze sprawy, że każdy wyjazd do Wilna napełniał go radością (Gawędy o czasach i ludziach). Odpowiadając rektorowi Naczelnik powiedział: „Wdzięczny jestem Waszej Magnificencji za poruszenie tej mojej słabości, i że jest coś bardziej od innych przeze minie ukochane. [..] Nie sądźcie że powyższa słabość moja, wyklucza moje odnoszenie do was i waszej wszechnicy z miłością i sympatią”.

Po spotkaniu ze społecznością akademicką, „wśród gorących owacji” opuścił Uniwersytet. Sprawa koszar świętokrzyskich nabrała przyspieszenia. Naczelny Wódz przychylnie odniósł się do prośby Rektora „o oddanie na użytek Uniwersytetu Szpitala Wojskowego Nr 1 dla chorób zakaźnych”. Podjęto żmudne rozmowy; ostatecznie w połowie czerwca 1921 r. podpisania protokół przekazania koszar Uniwersytetowi Lubelskiemu, który stał się oficjalnym włodarzem zespołu budynków przy Alejach Racławickich 14. Otworzyła się nowa karta w historii lubelskiej Wszechnicy.

Epilog

Przeszło jeden wiek temu Katolicki Uniwersytet Lubelski znalazł swą siedzibę w czworobocznym, zbudowanym na planie prostokąta budynku okalającym rozległy dziedziniec; dziś nosi on nazwę Gmachu Głównego i stanowi serce Uczelni. Od ponad stulecia jego mury dają schronienie kolejnym pokoleniom wykładowców i studentów. Jego charakterystyczna bryła, prezentowana na kartkach i znaczkach pocztowych, medalach, fotografiach i w filmach oraz opisywana w utworach literackich, stała się dla społeczności akademickiej Uczelni jednym z elementów identyfikujących. Na dziecińcu Gmachu Głównego miały miejsce ważne wydarzenia, jak to, dające powiew wolności w okresie zniewolenia spotkanie Lecha Wałęsy i Czesława Miłosza z ludźmi Solidarności w czerwcu 1981 roku. Dziedziniec był świadkiem pamiętnych słów „Uniwersytecie, służ prawdzie” jakie padły w 1987 roku z ust papieża Jana Pawła II, wcześniej przez ćwierćwiecze profesora lubelskiej Alma Mater. Tam też odbyło się spotkanie jej Absolwentów, którzy z różnych stron świata przyjechali na jubileusz 100-lecia swojego Uniwersytetu. W historię budynku wpisuje się też pamiętna, jednodniowa wizyta  Józefa Piłsudskiego - kolejna jej rocznica daje okazję do przypomnienia tego faktu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy