Nowy numer 20/2022 Archiwum

Marcin, Mikołaj i Kamil. Będą diakonami

Żaden z nich jako nastolatek nie chciał być księdzem. Próbowali rozpoznać swoje powołanie, wykorzystując talenty, jakimi obdarzył ich Pan Bóg. Weszli w dorosłe życie z myślą, że czeka na nich coś wielkiego...

Bartnik i terapeuta

Marcin, pasjonat pszczelarstwa. Pochodzi z Dzierzkowic z parafii pw. św. Stanisława BM i Marii Magdaleny. - Mój dziadek był bartnikiem - opowiada. - Miał wiele uli. Po jego śmierci bardzo chciałem zająć się pszczołami. Z 40 pszczelich domów uratowałem 12. Jak byłem w szkole średniej, to od końca kwietnia do jesieni miałem zajęcie. Pszczoły mnie odstresowują - stwierdza przyszły diakon. - Wymagają cierpliwości i delikatności. Lubię to. 

Marcin Sałapa.   Marcin Sałapa.
Justyna Jarosińska /Foto Gość

Marcin ma już zawód, a nawet dwa. - Po szkole średniej trafiłem do szkoły policealnej. Skończyłem tam dwa kierunki. Jestem opiekunem osób starszych i niepełnosprawnych oraz instruktorem terapii uzależnień. 

Na pytanie, dlaczego wstąpił do seminarium i chce zostać księdzem, odpowiada: Przez ostatnie pięć lat nic się nie zmieniło, tak jak napisałem w ankiecie wypełnianej przy przyjęciu do seminarium, naprawdę pragnę dawać światu świadectwo miłości Chrystusa. Nie wiem, jak będę to robił. Wszystko zależy od tego, do jakich zadań pośle mnie biskup, do jakich ludzi, do jakiej parafii. 

Artysta

Mikołaj jest puławianinem. Jego ostatnie parafia to Święta Rodzina. Nie może doczekać się, kiedy po raz pierwszy powie homilię. - Już sama myśl o tym daje mi wielką radość - podkreśla. Jako licealista doznał uzdrowienia z poważnej choroby żołądka. - Pamiętam, koleżanka zaprosiła mnie na jakieś rekolekcje. Była modlitwa przed Najświętszym Sakramentem. Nagle podszedł do mnie ksiądz, którego nie widziałem nigdy wcześniej i powiedział, że teraz Jezus uwalnia mnie od bólu brzucha. Poczułem ciepło. To był 14 kwietnia 2012 r. Nigdy więcej nie trafiłem do szpitala. Nigdy więcej nie zabolał mnie żołądek. 

Mikołaj Dudziński.   Mikołaj Dudziński.
Justyna Jarosińska /Foto Gość

Choć jak opowiada przyszła mu do głowy myśl, o wstąpieniu do seminarium, ale jak szybko przyszła, tak szybko odeszła. - Miałem wtedy dziewczynę, chciałem iść na studia - wspomina. Mikołaj trafił na architekturę. Jest uzdolniony plastycznie, ale też muzycznie. Swój talent w czasie studiów mógł przekładać na konkretny zarobek. Pan Bóg jednak się o niego upomniał. - Zostawiłem studia po 3 roku. Przyszedłem do seminarium. Na początku myślałem, że coś tracę, że tracę wolność. Okazało się jednak, że dziś, gdy świat tak bardzo  domaga się wolności, moja percepcja wolności jest kompletnie różna od tej sprzed seminarium. Wewnętrzna wolność, którą dostałem,  jest znacznie bardziej pojemna niż ta, która miałem wcześniej. Mikołaj uważa, że jeśli jako kapłan będzie mógł dać coś ludziom, to przede wszystkim będzie to jego świadectwo. - Nie będę mówił o teorii, ale o moi osobistym doświadczeniu. Pan Bóg przyszedł i powiedział, że mnie kocha. 

Specjalista od kuchni i śrubokręta

Kamil jest… zawodowym kucharzem. Pochodzi z parafii św. Jakuba w Lublinie. - Skoczyłem technikum organizacji usług gastronomicznych. Mogę być menadżerem restauracji, ale bardzo lubię gotować i piec ciasta - zaznacza. Gdy skończył szkołę średnią, zaczął pracę w restauracji. - Choć pochodziłem z religijnej rodziny, sam jakoś przestałem w pewnym momencie chodzić do kościoła - opowiada. - Wpadłem w wir pracy, pracowałem też w niedzielę. Oprócz gastronomi chwytałem się też prac budowalnych i wykończeniowych. To był dziwny czas, wciągnąłem się w używki, miałem depresyjne stany. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Mama kazała mi iść do spowiedzi. Poszedłem. Coś się wtedy zmieniło. Modliłem się, żeby Pan Bóg pokazał mi, co mam w życiu robić i zacząłem czuć powołanie do pójścia za Nim. Problem polegał na tym, że ja go wcale nie chciałem. Odpędzałem się od myśli, że mógłbym być księdzem, ale nie mogłem się w ogóle skupić na pracy. Cały czas tłukła mi się w głowie myśl o byciu księdzem. Trafiłem na rekolekcje powołaniowe i pół roku później złożyłem papiery do seminarium.

Kamil Błaszczak.   Kamil Błaszczak.
Justyna Jarosińska

Kamil oprócz talentu kucharskiego ma także talent plastyczny i lubi majsterkować. - Graweruję w szkle, lubię pracę w drewnie i metalu. Jak ktoś potrzebuje coś naprawić, to zawsze przychodzi do mnie, bo wiadomo, że ja mam potrzebne narzędzia. 

Kamil to wesołek. - W ogóle nie wyobrażam sobie siebie jako księdza - śmieje się przyszły diakon. - Moim głównym pragnieniem jest służyć Bogu i ludziom. Nie mam oczekiwań i wyobrażeń. Chciałbym się dzielić świadectwem, że to Pan Bóg daje prawdziwą radość. 

Marcin Sałapa, Mikołaj Dudziński i Kamil Błaszczak święcenia diakonatu przyjmą 7 maja w kościele św. Jakuba Apostoła w Lublinie (Głusk) z rąk bp. Mieczysława Cisło. 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama