Nowy numer 20/2022 Archiwum

Ks. Leszek Niedźwiedź o parafianach z Matczyna: To ludzie o wielkich sercach

Świątynia zbudowana przez mieszkańców po II wojnie światowej, z zewnątrz nie zdradza tajemnicy, że jej wnętrze pochodzi z całkiem innych czasów. To miejsce warte odwiedzenia.

Historia tego miejsca sięga XVII wieku. W czasach reformacji, kiedy okoliczne kościoły zostały przejęte przez kalwinów, tylko w Matczynie została katolicka świątynia, do której przyjeżdżali wierni z Bełżyc i całej okolicy. Była to więc rozległa parafia, gdzie na modlitwie gromadzili się ludzie różnych stanów. Z czasem oczywiście sytuacja się zmieniła. Katolicy wrócili do swoich kościołów, a z parafii Matczyn wydzielono nowe wspólnoty. Dziś to jedna z mniejszych parafii.

W murach kościoła znajduje się wyposażenie z pierwotnej drewnianej świątyni, która dziś stoi w Muzeum Wsi Lubelskiej.

– Oryginalne wyposażenie tamtego kościoła zostało u nas, w skansenie znajdują się repliki ołtarzy. W miejscu dawnej świątyni stoi krzyż. Wszystkie te miejsca są dla nas szczególne także z powodu obecności w nich bł. Stefana Wyszyńskiego, ówczesnego biskupa lubelskiego – opowiada ks. Leszek Niedźwiedź, proboszcz z Matczyna.

Pamiątką tamtej obecności jest zachowany do dziś protokół wizytacji, napisany własnoręcznie przez bp Wyszyńskiego z jego podpisem i pieczęcią. To także duma tej niewielkiej wspólnoty.

Zabytkowy ołtarz w kościele w Matczynie.   Zabytkowy ołtarz w kościele w Matczynie.
Agnieszka Gieroba /Foto Gość

- Liczebnie rzeczywiście nie ma nas dużo, ale moi parafianie to ludzie o wielkich sercach, na których można liczyć w różnych sytuacjach - podkreśla ksiądz proboszcz.

Wspólnymi siłami udało się wykonać nie tylko wiele prac remontowych przy kościele, ale i pomóc ludziom w potrzebie. Szczególnie widać to ostatnio, gdy także do Matczyna dotarli uchodźcy z Ukrainy.

– Nie trzeba było prosić. Ludzie sami w odruchu serca zainteresowali się rodzinami, które do nas trafiły i przynieśli rzeczy im potrzebne. To jednak nie wszystko. Ogłosili w internecie zbiórkę darów i przygotowali wysyłkę na Ukrainę. Sami także robią kanapki i zawożą na lubelskie dworce, gdzie przyjeżdżają uchodźcy. To pokazuje ich wrażliwość – mówi ks. Leszek.

Podkreśla też, że to nic nowego dla tej społeczności, że zawsze gdy znajdował się ktoś w potrzebie mógł liczyć na sąsiadów. Co roku na początku sierpnia przez Matczyn przechodzi Piesza Pielgrzymka Lubelska na Jasną Górę. Przy tutejszym kościele pątnicy mają postój i są częstowani obiadem. Jeszcze nie zdarzyło się, żeby ktoś odszedł głodny.

– Nasz plac przykościelny zamienia się w wielką kuchnię. Parafianki przywożą ugotowany w domu obiad i częstują pielgrzymów. Pamiętam taką sytuację, gdy jedna z parafianek, która nie dysponowała samochodem, przywiozła na rowerze torby z ugotowanym przez siebie posiłkiem, by móc poczęstować przybyłych do parafii pątników – opowiada ks. Leszek.

Na swoich parafian może liczyć także w codziennych sprawach, jak sprzątanie kościoła, czy dekoracje świąteczne.

Do niedawna na trenie parafii pracowały także siostry posługując w domu pomocy społecznej w Matczynie. To duża placówka dla osób z różnymi niepełnosprawnościami, które często spędzają tutaj całe swoje życie.

– W historii tego miejsca były trzy zgromadzenia zakonne, które razem z personelem świeckim służyły około 180 mieszkańcom. Niestety kilka lat temu siostrom zostało wypowiedziane mieszkanie w DPS i musiały opuścić placówkę. Była to strata także dla naszej wspólnoty parafialnej, bo siostry uczestniczyły również w życiu parafii – mówi ksiądz proboszcz.

Mimo różnych sytuacji, jakich wszyscy jesteśmy świadkami ks. Leszek zachęca, by ufać Bożej Opatrzności.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama