Nowy numer 32/2022 Archiwum

Kapłańska codzienność

Ilekroć wieczorem wychodzi z kancelarii, może zmęczony całym dniem, ale po rozmowach z ludźmi, którzy powierzają mu różne swoje sprawy, czuje się szczęśliwy.

W rodzinnym domu ks. Adama Lewandowskiego nikt nie szedł spać przed wspólną rodzinną modlitwą. Dla każdego z domowników było to tak naturalne, że nikt nie wyobrażał sobie innego zakończenia dnia. – Pamiętam sytuację, kiedy mama wieczorem poszła do sąsiadki i się tam zasiedziała. Nam, dzieciom, chciało się spać, ale jak tu iść do łóżka bez wieczornej rodzinnej modlitwy? W końcu najstarsza siostra poprowadziła pacierz, a mama dołączyła w trakcie. Było to tak ważne wydarzenie, że pamiętam je do dziś – opowiada kapłan.

Będziesz księdzem

To podczas modlitwy dojrzewało w nim powołanie, które zresztą przepowiedział mu proboszcz podczas jeden z wizyt duszpasterskich. – Mieliśmy w domu obraz św. Stanisława Kostki. Podczas kolędy przyszedł do nas proboszcz, spojrzał na mnie, wówczas małego chłopaka, potem na św. Stanisława Kostkę i powiedział: „Ty to księdzem będziesz”. Rzeczywiście, od najmłodszych lat w moim sercu było takie marzenie – wspomina ks. Adam. Mając 17 i pół roku zdał maturę i uzyskawszy wszystkie potrzebne pozwolenia zgłosił się do lubelskiego seminarium. To wtedy katedra lubelska pierwszy raz pojawiła się w jego życiu.

– Pochodzę z Roztocza, więc do Lublina było dosyć daleko i nie miałem wcześniej okazji bywać w katedrze. Dopiero przyjazd do seminarium to zmienił. Pamiętam, że ten kościół robił na mnie wielkie wrażenie przez swą tajemniczość i jakąś taką majestatyczność. Katedra była wtedy dosyć ciemna, wydawała się nieprzenikniona, a panująca w niej atmosfera niezwykle podniosła – wspomina kapłan. Był wówczas zwyczaj w seminarium, że w każdą niedzielę w południe klerycy uczestniczyli we Mszy św. sprawowanej w katedrze z udziałem kanoników. – Przyzwyczajałem się więc do tego wnętrza, tym bardziej, że jako kleryk śpiewałem w chórze seminaryjnym, co wiązało się z uczestnictwem w różnych katedralnych uroczystościach czy świętach, kiedy to klerycy odpowiedzialni byli za przygotowanie liturgii. Katedra w końcu stała się miejscem moich święceń, czyli najważniejszego dnia w życiu, który rozpoczął moją kapłańską posługę. Nie przypuszczałem wtedy, że kiedyś zostanę tu proboszczem i Bóg zwiąże z tym miejscem 25 lat mojego kapłańskiego życia – mówi ks. Adam.

Jesteś tu potrzebny

Po święceniach został skierowany do pracy najpierw w Rzeczycy Ziemiańskiej, potem w Kraśniku, więc katedra lubelska pozostała nieco na uboczu. – To był czas, kiedy w naszej diecezji bardzo rozwijał się kult Matki Bożej Kębelskiej, więc z dziećmi jeździliśmy na pielgrzymki do Wąwolnicy. Nie było wielu okazji, by bywać w Lublinie – opowiada kapłan. Po latach pracy w różnych parafiach ks. Adam skierowany został do Łęcznej, gdzie podjął się budowy kościoła pod wezwaniem św. Barbary. Wtedy niespodziewanie poprosił go o rozmowę nowy arcybiskup lubelski Józef Życiński.

– Pamiętam tę rozmowę do dziś. Powiedział mi mniej więcej tak: „Wiem, że w Łęcznej jest ci dobrze, że ludzie na rękach gotowi są cię nosić, ale trzeba ci przyjść tutaj”. Po takich słowach trudno było odmówić, choć praca w katedrze wydawała mi się ostatnią rzeczą, którą chciałbym robić – wspomina ks. Adam. Został wówczas zapytany o plany dotyczące kościoła katedralnego. – Gołym okiem było widać, że potrzebny jest remont. Arcybiskup się zgodził i polecił brać się do pracy. Wydawało mi się to przerażające, zabytkowy kościół, liczne pozwolenia, projekty prac do wykonania, no i pieniądze. Najtrudniej było zdobyć początkowy milion. Tyle potrzeba było na pierwszy etap, który obejmował wzmocnienie i osuszenie fundamentów oraz kaplicę Matki Bożej. Nie byliśmy wówczas w Unii Europejskiej, więc o żadne środki unijne nie mogliśmy się starać. Z pomocą przyszła fundacja polsko-niemiecka i pieniądze jakoś się znalazły – wspomina kapłan.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama