Nowy numer 48/2022 Archiwum

Od Jakuba do Jakubek

Jan Kuropatwa, syn pierwszego właściciela Łańcuchowa, był prawdopodobnie husytą. Był też bardzo „przedsiębiorczy” i swój majątek powiększał, grabiąc polskie świątynie. Niewielka wieś nad Wieprzem skrywa ciekawe historie.

Kiedyś Kuropatwa trafił na Jasną Górę. Chciał przywłaszczyć sobie obraz Czarnej Madonny. To właśnie jemu znany na całym świecie wizerunek Matki Bożej zawdzięcza rysy. – Obraz został umieszczony na wozie z końmi, a te nie chciały ruszyć. Jan podobno bardzo się denerwował na obraz, który spadał, i „w odwecie” machnął kilka razy szablą – opowiada o jednym z pierwszych dziedziców Łańcuchowa proboszcz parafii św. Jana Chrzciciela ks. Tomasz Konstanciuk.

Jan Kuropatwa za dopuszczenie się świętokradztwa wielkiej kary nie poniósł. Został na chwilę odsunięty od królewskiego dworu, ale na zawsze związał Łańcuchowo z Częstochową.

Legenda głosi, że namiot wezyra Kara Mustafy, polska zdobycz spod Wiednia, też ma bezpośredni związek z Łańcuchowem. – W XVII w. dobra łańcuchowskie zakupił komisarz królewski i jednocześnie oficer wojsk koronnych Stanisław Drużkiewicz – opowiada ks. Tomasz. – Walczył on z Janem Sobieskim pod Wiedniem. To stamtąd jako łup wojenny przyprowadził do Łańcuchowa ponad 1,5 tys. jeńców tureckich oraz namiot wezyra. Podobno miał zwyczaj spraszania gości i urządzania w nim wielkich imprez. Czy rzeczywiście w Łańuchowie znalazł się namiot Kara Mustafy, czy był to tylko namiot jakiegoś baszy, pewnie pozostanie do końca tajemnicą.

Cudowne uzdrowienie

Parafia w Łańcuchowie jest niewielka. Liczy nieco ponad 2 tys. wiernych. Choć dziś jej głównym patronem jest Jan Chrzciciel, szerzy się tu kult wielu świętych, a wierni interesują się historią biblijną. – Gdy w 2015 roku przyszedłem na tę parafię, zauważyłem, że ludzie szczególnie obchodzą tu święto Przemienienia Pańskiego – mówi proboszcz. – Nawet obraz znajdujący się w nawie głównej i przedstawiający chrzest Pana Jezusa pod spodem ukrywa inny – Przemienienie Pańskie. Zastanawiałem się, skąd wziął się tu ten kult. Okazało się, że wiele lat temu do Łańcuchowa ciągnęły pielgrzymki z całego Podlasia. Ludzie koczowali przed kościołem, by wziąć udział w uroczystości Przemienienia Pańskiego w Łańcuchowie. A dlaczego? Bo podobno właśnie w tym kościele swego czasu we wspomnianą uroczystość modliła się kobieta za swojego niemego wnuka. I on w czasie tej modlitwy odzyskał mowę. Minęły lata, a kult pozostał. W uroczystość Przemienienia Pańskiego w łańcuchowskiej świątyni dzięki specjalnemu mechanizmowi opuszczamy obraz chrztu i pojawia się przemienienie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy