Nowy numer 5/2023 Archiwum

Polski siatkarz o sile wiary w Boga

Mając 13 lat, opuścił dom, by zostać zawodowym siatkarzem. Kiedy wydawało się, że jego życie to równia pochyła, odkrył, że Jezus go kocha i zawierzył Mu swoje życie.

Jakub Wachnik nie wstydzi się mówić o swojej wierze, upadku i nawróceniu. To, czego doświadczył dzięki wierze, nie pozwala mu milczeć i on nie siedzi cicho, uważając, że wiara to jego prywatna sprawa. Staje przed ludźmi i mówi wprost o swoim upadku w pornografię, alkohol, imprezy, o pustce, jaką czuł, braku poczucia sensu i o tym, jak to wszystko się zmieniło, gdy powiedział Bogu "tak". Swoje świadectwo powiedział także uczestnikom Spotkania Młodych Archidiecezji Lubelskiej w Garbowie.

- Pochodzę z małej miejscowości, bardzo małej, gdzie wydaje się, że wielu możliwości nie ma. A jednak wraz z moją szkolną drużyną siatkarską dostaliśmy się na rozgrywki międzyszkolne do Radomia, gdzie zauważył mnie trener i dostrzegł we mnie potencjał na dobrego siatkarza w przyszłości. Zaproponował, bym przyszedł do Radomia do szkoły, tam się uczył i trenował w klubie Czarni Radom. Dla mnie była to szansa, chciałem się wydostać z małej wioski i dalej rozwijać. Miałem to szczęście, że w wieku 13 lat wiedziałem, co chcę robić w życiu - zostać siatkarzem - opowiadał Kuba.

Na początku jego rodzice nie chcieli się zgodzić na jego wyjazd, bo 13-latek to jeszcze dziecko, które nie powinno samo mieszkać w dużym mieście. Jednak do rodziców przyjechał trener z Radomia i przekonał ich, że się Kubą zaopiekuje, a to dla niego wielka szansa. Rodzice się zgodzili. - Musiałem bardzo szybko dorosnąć. Byłem w wielkim mieście sam, nie znałem nikogo, oprócz kilku kolegów i trenera. Zacząłem się zmagać z różnymi rzeczami, ale miałem jeden cel - zostać siatkarzem. Treningi codzienne i szkoła, gdzie musiałem przykładać się do nauki, bo trener tego wymagał, wypełniały moje życie. Przyszły pierwsze sukcesy z moją drużyną w Radomiu, zaczęliśmy wygrywać różne zawody. Czułem, że wiem, co robię, ale było także dużo presji i stresu. Byłem sam i nie potrafiłem sobie poradzić, choć udawałem silnego mężczyznę - przyznaje Kuba.

W swojej samotności zaczął uciekać najpierw w pornografię, potem w alkohol. Z jednej strony przyszedł sukces - podpisał profesjonalny kontrakt, miał pieniądze, powodzenie u dziewczyn, karierę, z drugiej - czuł się poraniony i pusty. - Zobaczyłem, że nie radzę sobie ze swoimi uzależnieniami i, będąc na szczycie, zaczynam staczać się moralnie w dół. Wydawało mi się, że tak żyje świat. Szukałem po kryjomu pomocy u różnych psychologów, wchodząc w różne rzeczy. Nie radziłem sobie w relacjach z innymi. Pan Bóg jednak nie był mi potrzebny, choć z przyzwyczajenia chodziłem do kościoła, nie wiedząc, po co - mówi Jakub.

Mając 23 lata, był tak uzależniony od alkoholu i pornografii, że nie potrafił normalnie funkcjonować. Wtedy koleżanka zaprosiła go na kolację. - Powiedziała, że to darmowa kolacja z grupą ludzi i bardzo by chciała, żebym przyszedł. Nie mówiła szczegółów, a ja pomyślałem: "Co mi zależy, pójdę zobaczyć". Spotkałem tam ludzi, którzy mieli coś pięknego w sobie. Nie wiedziałem, co to jest, a oni nie pytali, kim jestem, co robię, przyjęli mnie takiego, jaki jestem. Na koniec powiedziałem im: "Nie wiem, co wy bierzecie, ale ja też chcę to brać, też chcę mieć uśmiech na twarzy". Przyszedłem na kolejne spotkanie i na kolejne. Zaczynało się kolacją, a potem była katecheza na temat wiary i Pana Boga. Okazało się, że nie znam najprostszych prawd wiary, dopiero zaczynałem się poznawać z Panem Bogiem, choć byłem bardzo oporny - nie chciałem się otwierać, aż w końcu się otworzyłem. Mój charakter sportowca wszystko każe mi robić na 100 proc., więc w relacji z Bogiem też chciałem iść na całość - mówi Jakub.

Uświadomił sobie wtedy, że wszystkie jego uzależnienia czy relacje z dziewczynami to było szukanie miłości. - Podczas kursu Alpha Pan Bóg tak dotknął mojego serca, że oddałem Mu całe swoje życie, zranienia i grzechy, a On mnie uzdrawiał. Uczył, co znaczy kochać. Moje serce zalały radość i pokój, i zrobię wszystko, by tego nie stracić, choć nie zawsze jest łatwo. Warto postawić sobie w życiu cel, zachęcam, by brzmiał on: "Chcę się spotkać z Tobą, Jezu". Nie zapraszam was do jakiejś łatwej drogi, bo idziemy do góry, a to wymaga wysiłku. Mamy jednak gwarancję, że te zawody z Bogiem wygramy - mówił do młodych Jakub.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy