Nowy numer 38/2022 Archiwum

Człowiek, który wykarczował pole, by zbudować sanktuarium

Proboszczem niewielkiej parafii w Ekwadorze był 16 lat. Wyjazd na misje, to najlepsza, jak mówi, decyzja w jego życiu.

Początki w niewielkiej miejscowości w Ekwadorze były trudne. - Moja parafia jak na tamte warunki była co prawda mała, bo liczyła niecałe 3 tys. wiernych, to jednak byłem zupełnie sam. Nie miałem nawet gdzie mieszkać. Gdy tam dotarłem, okazało się, że kościół się buduje - śmieje się ks. Dariusz. - To był stan surowy zamknięty, można było już odprawiać Mszę św., ale żadnej plebanii nie było. Na początku dojeżdżałem więc z sąsiedniej parafii. 

Problemem były pieniądze, a raczej ich brak. - Nie miałem kielicha mszalnego, nie miałem księgi, nie miałem też ornatu. Wsparły mnie polskie siostry mieszkające w okolicy. To one z jakiegoś jednego zielonego ornatu zrobiły drugi - biały. Po prostu tamten rozpruły i powstały dwa. Jeden zielonym drugi biały. 

Młodego proboszcza wspierała też regularnie emerytowana funkcjonariuszka CIA. - Pochodziła z Korei, na stałe mieszkała w USA. Wszedłem z nią w kontakt dzięki siostrom Ekwadorkom. Na początku dała mi 2 tys. dolarów, bym mógł ruszyć z budową kościoła, a później przez trzy lata regularnie zamawiała Msze św. Znałem całą jej rodzinę i tych zmarłych, i tych żyjących - śmieje się ks. Darek. - Tylko raz, wiele lat później, dane mi było się z nią spotkać. Do dziś jestem jej bardzo wdzięczny. 

Dziś ks. Jaworski, pamiętając o tym, jak trudno jest funkcjonować księdzu diecezjalnemu na misjach i jednocześnie prowadzić duszpasterstwo, zachęca swoich wiernych do zamawiania Mszy św. w konkretnych intencjach, które zostają odprawione w kościele w Ekwadorze. - Ludzie przychodzą w tym dniu do naszego parafialnego kościoła a w tym samym czasie konkretny ksiądz, wiedzą który, tam odprawia intencję. To naprawdę realna pomoc. 

Gdy ks. Darek wracał do Polski, na lotnisku żegnały go tłumy.   Gdy ks. Darek wracał do Polski, na lotnisku żegnały go tłumy.
archiwum prywatne ks. Jaworskiego

Rok po przyjeździe lubelski ksiądz postanowił wśród wielkich traw sąsiadujących z kościołem wybudować Kalwarię. - Ten pomysł zrodził mi się w głowie w czasie liturgii Męki Pańskiej. Zaraz później sam zacząłem tę trawę karczować. Tamtejszemu biskupowi powiedziałem, że zbuduję sanktuarium. Po kilku miesiącach, gdy przyjechał z wizytacją, był w szoku. 

Powstało 14 stacji drogi krzyżowej w 12 kaplicach, a kościół parafialny został kościołem stacyjnym w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia. Kalwarię poświęcono i ogłoszono jako sanktuarium w listopadzie 2016 r. A tuż przed powrotem ks. Darka do Polski, świątynia została konsekrowana. 

Dziś ks. Dariusz z powodzeniem realizuje swoje misyjne doświadczenie w parafii w Lublinie. Ludzie, jak mówi, wszędzie są tacy sami. Wszędzie mają podobne problemy i potrzebują duchowego wsparcia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy