Nowy numer 48/2022 Archiwum

Miłość nie jest kochana

Franciszek wąchający kwiatki i karmiący zwierzątka to Franciszek nierealny. Ten prawdziwy był bardzo konkretny i wymagał od siebie. Jeśli ktoś mówi o nim, że to święty „ciepłe kluchy”, to znaczy, że w ogóle go nie zna.

W Lublinie znajduje się seminarium Braci Mniejszych Kapucynów, w którym formują się młodzi ludzie chcący iść drogą wskazaną przez św. Franciszka. Niezależnie od czasów, w których odkrywają swoje powołanie, pociąga ich prostota. To ona i dosłowne umiłowanie Ewangelii 40 lat temu pociągnęły o. Andrzeja Derdziuka.

– Kiedy byłem młodym chłopakiem wpadła mi w rękę ulotka opowiadająca o zgromadzeniu kapucynów. Wtedy zainteresowałem się św. Franciszkiem. Urzekła mnie jego bliskość w relacji z Jezusem i pragnienie, by objawić ludziom miłość Boga. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie wołanie św. Franciszka, że Miłość nie jest kochana. Potem zobaczyłem także, że jest on krzewicielem wspaniałego braterstwa. Człowiek, który ma Pana Boga w sercu potrafi lepiej otwierać się na drugiego. Mimo upływu lat franciszkańska duchowość zachwyca mnie tym, że jest szczera i konkretna. Nie ma tu miejsca na natchnienia i wielkie ideały, tylko na realne działanie. Jako duszpasterz powołań, wyświetlałem młodym ludziom film o św. Franciszku, oglądałem go więc kilkadziesiąt razy, mimo tego zawsze wielkie wrażenie robiło na mnie jego wyznanie „Pan do mnie przemówił”, które całkowicie zmieniło jego życie – mówi o. Andrzej Derdziuk.

Prostota św. Franciszka pociąga także ludzi świeckich: młodzież, małżonków, osoby samotne, którzy chcą w codziennym życiu w konkretny sposób realizować Ewangelię. Młodzi (czyli tacy do trzydziestki) zaproszeni są do Młodzieży Franciszkańskiej, starsi do Franciszkańskiego Zakonu Świeckich, zwanego przedtem III Zakonem św. Franciszka.

– Choć żyjemy w czasie komputerów, lotów w kosmos i technologii, o których pewnie Franciszkowi się nie śniło, wciąż to, co stało się jego udziałem 800 lat temu, można odczytać w naszym życiu – przekonują ci, którzy poszli szlakiem Biedaczyny z Asyżu.

Jeden z etapów nawrócenia nosi nazwę „trędowaty”. Święty Franciszek opisuje, jakim wstrętem napawali go trędowaci, kiedy jednak przylgnął do Jezusa, mógł spokojnie im posługiwać bez żadnych negatywnych odczuć. Dla Franciszka to była rewolucja. – Każdy z nas ma swojego „trędowatego”, którego nie cierpi. Te negatywne odczucia mogą zatruwać radość życia. Warto znaleźć swego trędowatego i dobrze go poznać, a potem … pokochać, a przynajmniej oswoić. Trędowaty, którego spotkał Franciszek, pozostał trędowatym, zmienił się jednak Franciszek. Na pewno nie jest to łatwa przemiana, ale jak pokazuje życie, możliwa – mówią członkowie FZŚ.

4 października przypada wspomnienie św. Franciszka. U ojców kapucynów to wielkie święto i odpust parafialny.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy