Nowy numer 48/2022 Archiwum

Liczy się czas i otwarte serce

Bóg nie potrzebuje naszych czynów bez naszego serca mówił ks. Leon Dehon, założyciel sercanów. Dlatego w parafii księży sercanów w Lublinie szczególnie łączy się działanie z miłością.

W Lublinie zaczęło się od młodych, kiedy bp Bolesław Pylak poprosił sercanów, by zaopiekowali się młodzieżą ze Szkoły Podstawowej nr 34 oraz młodzieżą z Zasadniczej Szkoły Dziewiarskiej. Był rok 1973 i zadania tego podjął się ks. Franciszek Hajnowski. Wówczas powstawała nowa dzielnica Lublina Czechów, ale już wiadomo było, że ta część miasta będzie się rozrastać i potrzebna tu będzie parafia.

– Wówczas ks. Franciszek w zakupionym przez zgromadzenie domu uczył katechezy i zaczął odprawiać Mszę św. Przychodziło na nią coraz więcej ludzi, zrodziła się potrzeba budowy jakiejś większej kaplicy, a potem kościoła – opowiada ks. Kazimierz Lewandowski, proboszcz parafii.

Rzeczywiście dzięki staraniom wielu ludzi udało się przy ulicy Radzyńskiej w Lublinie postawić kościół, który otrzymał wezwanie Dobrego Pasterza. Wówczas młodzi ludzie, którzy wprowadzali się na nowe osiedle, spotykali się i poznawali dzięki parafii. Księża sercanie, którzy byli tu gospodarzami, zgodnie z charyzmatem swego założyciela ks. Leona Dehona łączyli wymiar mistyczny i społeczny. Pierwszy wyrażał się głębokim nabożeństwem do Serca Jezusowego, z podkreśleniem potrzeby wynagrodzenia za grzechy oziębłości, obojętności i niewdzięczności wielu ludzi: świeckich i duchownych. Drugi był wyjściem do ludzi młodych, potrzebujących i cierpiących, by codzienną pracą budować wśród nich królestwo Bożego Serca. Stąd liczne wspólnoty zarówno dla najmłodszych, jak i młodzieży i starszych.

– Każdy, kto chciałby czegoś więcej niż tylko uczestnictwa w niedzielnej Mszy św., znajdzie coś dla siebie. Wyzwaniem dla nas, duszpasterzy, jest docieranie do ludzi, którzy z różnych powodów zostają poza Kościołem. Oni też są umiłowanymi dziećmi Boga i z tą nowiną czy przypomnieniem chcemy do nich nieustannie docierać – mówią kapłani.

Szczególne miejsce w tych działaniach zajmują młodzi, którzy nie mając osobistego doświadczenia wiary, mogą czuć się zagubieni i samotni w dzisiejszym świecie. Stąd liczne zaproszenia kierowane do nich, by dołączyli do różnych inicjatyw. Jedną z nich są Sercańskie Dni Młodych, które zawsze na początku wakacji odbywają się w Pliszczynie pod Lublinem, drugim są całonocne czuwania dla młodych, podczas których można się spotkać z Bogiem i z drugim człowiekiem.

– Nasze doświadczenie pokazuje, że na te zaproszenia odpowiadają młodzi, którzy pochodzą z parafii, gdzie kapłani mają dla nich czas. Samo ogłoszenie, że jest jakieś fajne wydarzenie ich nie pociągnie. Mają tak wiele różnych ofert z zewnątrz, że wzmianka na ambonie to za mało. Potrzeba mieć dla nich czas i otwarte serce – mówi ks. Karol Milewski, duszpasterz młodych.

Jednym z owoców wyjścia do ludzi jest świetlica dla dzieci, która powstała przy parafii. To tutaj uczniowie ze szkoły podstawowej mogą przyjść po lekcjach, by pobyć ze sobą, ale także razem się uczyć.

– W naszej parafii jest grono osób, które zaangażowały się w to dzieło. W świetlicy można odrobić lekcje, korzystając z pomocy wolontariuszy, zjeść posiłek i spędzić razem czas, uczestnicząc w różnych zajęciach kreatywnych. Wspólny czas buduje relacje i tworzy wspólnotę – mówi ks. Łukasz Grzejda, odpowiedzialny za to dzieło.

Jak ważna może stać się wspólnota, pokazało całonocne czuwanie młodych, jakie obyło w parafii 15 października. Przyjechali na nie ludzie z różnych stron Polski, gdzie pracują sercanie, ale nie zabrakło także młodych z lubelskich parafii.

– Kto choć raz był w Pliszczynie na Sercańskich Dniach Młodzieży czy słyszał o nich, chce ponownie doświadczyć tego, co tam przeżył, czyli spotkania z drugim człowiekiem, który okazał się całkiem fajnym rówieśnikiem, i poruszenia serca wiarą, która nie jest już pustym sloganem, ale doświadczeniem spotkania z żywym Bogiem, stąd nie liczy się odległość do pokonania, ale spotkanie – podkreślają kapłani.

Z tych doświadczeń wyrastają też powołania do kapłaństwa, jak jest w przypadku ks. Karola i Łukasza, którzy pochodzą z sercańskich parafii, ale także do małżeństwa, bo wspólnie spędzony czas i dzielone wartości łączą ludzi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy