Nowy numer 4/2023 Archiwum

Pokojówka z Majdanka

W dzień pracowała w białym domku komendanta, wieczorem wracała do obozowego piekła. Losy Ewy Waleckiej--Kozłowskiej posłużyły za scenariusz do filmu.

Była zima, tuż po Bożym Narodzeniu 1942 roku. Dla młodziutkiej Ewy były to szczególne święta. Pierwszy raz w swoim 17-letnim życiu dostała własny płaszcz. Nie, jak dotąd, po którejś ze starszych sióstr, ale swój własny, nowiutki, prosto ze sklepu. Cieszyła się nim ogromnie. Niedługo. Tydzień po Bożym Narodzeniu do jadłodajni prowadzonej przez jej rodziców weszło gestapo. – Czy jest tu Ewa Walecka? – zapytał Niemiec znający język polski. Była. Wiedziała, że to nie pomyłka, jak sądzili jej rodzice. Uśmiechnęła się jednak do mamy i powiedziała, że na pewno wszystko się wyjaśni, a ona zaraz wróci do domu. Szwagier podał jej nowy płaszcz. Zarzuciła go na ramiona i w domowych kapciach, tak jak stała, wyszła z gestapowcami. Był rok 1943. Ewa trafiła do obozu na Majdanku. Swoją historię opowiedziała naszej redakcji w 2006 roku.

Film o życiu

Losy Ewy Waleckiej-Kozłowskiej posłużyły za scenariusz do niezwykłego filmu, którego premiera miała miejsce 15 listopada w Lublinie. Reżyser Rafał Bryll poznał tę historię dzięki synowi Ewy Zbigniewowi Kozłowskiemu. Dokument zbudowany jest na trzech płaszczyznach. W pierwszej Z. Kozłowski oprowadza po miejscach związanych z pobytem jego mamy w obozie na Majdanku. Drugą warstwę tworzą zarejestrowane w latach 80. wspomnienia Ewy Waleckiej, mocne i poruszające opowieści o jej najważniejszych przeżyciach. Całość uzupełniają animacje ukazujące wydarzenia związane z pobytem z obozie zagłady, wzbogacone narracją aktorki, która głosem wciela się w młodą Ewę.

Losy bohaterki są świadectwem okresu wojny i Holokaustu, ale także wiary w dobro i ludzi. W czasie pobytu na Majdanku młodziutka Ewa pracowała przez pewien czas jako pokojówka w domu komendanta obozu. Biały domek, czysty i wypełniony pięknymi przedmiotami, otoczony trawnikiem i ogródkiem, był miejscem, w którym mimo koszmaru wojny bohaterka doświadczyła życzliwości i przyjaźni ze strony żony komendanta oraz pracującego tam Niemca. W przetrwaniu piekła obozu koncentracyjnego pomogło Ewie także uczucie, jakie rozwijało się między nią i Polakiem będącym więźniem obozu.

Dwa światy

Sama o swoich przeżyciach opowiadała nam tak: „Przyszła pierwsza noc. Żadna z nas nie spała. Sienniki ze zgniłą słomą i zawszone koce dopełniały cierpienia. Słychać było tylko westchnienia, modlitwę i płacz. Nagle usłyszałyśmy rozdzierający krzyk jakiejś kobiety, która zostawiła w domu maleńkie dzieci. Na drugi dzień zaprowadzono nas pod prysznic. Wszędzie unosi się trupi zapach. Okazuje się, że tuż za ścianą jest krematorium. Potem, idąc do łaźni, nigdy nie wiedziałyśmy, czy idziemy się myć, czy umierać. Skierowano mnie do pracy w pralni, gdzie przynoszono ubrania pomordowanych”. Po kilku miesiącach na piąte pole do pilnowania więźniarek przyszła nowa młoda Niemka. Zwróciła uwagę na Ewę. Pewnego dnia wywołała ją z obozu, wsiadła na rower i kazała za sobą biec. Zaprowadziła ją do łaźni, kazała się umyć i skierowała ją do pracy w domu komendanta obozu jako pokojówka. Pomalowany na biało budynek znajdował się już poza drutami obozu. Ewa do pracy szła po szosie sama, bez eskorty. Nie próbowała jednak nigdy uciekać. Powiedziano jej, że wystarczy jedna próba, a cała rodzina zostanie rozstrzelana.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy