Nowy numer 4/2023 Archiwum

Czekając na cud

Ojciec prof. Andrzej Derdziuk, polski postulator procesu beatyfikacyjnego br. Kaliksta Kłoczki, opowiada o tym, jak wygląda kościelna droga do świętości i czy prosty kapucyn może być potrzebny współczesnemu światu.

Justyna Jarosińska: Pod koniec listopada kapucyni prowincji warszawskiej poinformowali, że br. Kalikst Kłoczko decyzją Stolicy Apostolskiej został ogłoszony sługą Bożym. To kolejny z etapów w procesie beatyfikacyjnym lubelskiego zakonnika.

O. Andrzej Derdziuk: 19 listopada zeszłego roku ruszył proces, a dziś mamy możliwość nazywania go sługą Bożym. Jeśli w trakcie procesu jego stopień zaangażowania w życie chrześcijańskie oznaczony zostanie jako wysoki, co w praktyce nazywamy realizacją cnót heroicznych w stopniu ponad normę, będzie mu przysługiwał tytuł czcigodnego sługi Bożego. Kościół ma wtedy świadomość, że człowiek taki został na pewno zbawiony. Jednocześnie sprawdzana jest użyteczność tego procesu.

Brat Kalikst może być dla świata użytecznym błogosławionym?

Ta postać jest potrzebna światu. Kiedy tylko w mediach ukazała się wiadomość, że jest kandydatem na ołtarze, prof. Wanda Musialik z Politechniki Opolskiej poprosiła mnie o napisanie artykułu o Kalikście jako rzemieślniku. A na politechnice powstała Akademia Rzemiosła. Dziś w Polsce rzadko spotyka się prawdziwych rzemieślników, którzy potrafią łączyć solidność pracy, kunszt rzemiosła i uczciwość z życiem duchowym i rodzinnym. Brat Kalikst mógłby być patronem takich rzemieślników. Mimo że był zakonnikiem, był również mistrzem w sztuce stolarskiej. Zawsze pracował rzetelnie i uczciwie. Dbał o pracowników i bardzo ich szanował. Ci, którzy z nim pracowali, byli nim zachwyceni. Czuli się jak u ojca, który był jednocześnie delikatny i wymagający. Kalikst łączył swoje rzemiosło z życiem zakonnym. Należał przecież do rodziny zakonnej i nie zaniedbywał tego życia.

Brat Kalikst, choć był zakonnikiem, miał wielu przyjaciół wśród świeckich.

O tak! To właśnie świeccy po jego śmierci jako pierwsi wydali kilka tysięcy ulotek na temat tej postaci. Zrobili to własnym kosztem, by ci, którzy go nie znali, dowiedzieli się, kim był i jak blisko żył z Panem Bogiem. Zresztą on zasłynął jako wstawiennik już za swojego życia. Ludzie cały czas meldują mi, że brat Kalikst pomaga im przez łaski uzdrowienia, pocieszenia czy upewnienia w jakiejś sprawie. Mamy do czynienia z konkretną interwencją Pana Boga, która przekonuje, że warto podjąć starania o wyniesienie Kaliksta na ołtarze. Kościół bardzo zyskuje na wiarygodności dzięki tej postaci. Był to człowiek pracy, który nie żył z gadania. Cyklinował hektary podłóg, robił stołki, krzesła. Był cichy i spokojny, ale z drugiej strony medialny, bo zwyczajny, a nie sztampowy, pobożny, ale nie dewocyjny, pracowity, ale nigdy nie zagubił rytmu klasztornego dnia, otwarty na świeckich, ale zawsze uduchowiony.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy