Chcieliśmy być wtedy razem

Ranek 2 kwietnia 2005 roku był kolejnym dniem czuwania. Wszyscy z uwagą śledzili doniesienia z Watykanu o stanie zdrowia Jana Pawła II. Przekazywano sobie informacje o miejscu modlitewnych spotkań w intencji papieża, na których tysiące ludzi, nie tylko w Lublinie, chciało być.

O jednej godzinie zamknięto wszystkie dyskoteki w Lublinie. Odwołano spektakle w teatrach oraz imprezy sportowe. Niepokojące wieści z Watykanu ściągały do kościołów, które spontanicznie otwarto, tłumy ludzi. O 21.37 Jan Paweł II przeszedł do domu Ojca.

- Miałam wrażenie, że cała Polska wstrzymała oddech. Jakby wszystko stanęło. Pamiętam, kiedy dotarło do mnie, że stan papieża jest krytyczny, odczułam silne pragnienie, by pójść do kościoła. To było gdzieś po godzinie 20. Normalnie o tej porze kościół był zamknięty, ale tym razem było inaczej. Kiedy otworzyłam drzwi, w środku był tłum ludzi, którzy, podobnie jak ja, poczuli, że w tym momencie chcą być blisko Pana Jezusa i w ten sposób towarzyszyć umierającemu papieżowi - wspomina wydarzenia z 2005 roku Alicja Kowalczyk.

Spontanicznie w oknach domów ludzie zapalali świece. Szli w miejsca w Lublinie związane z papieżem. Tłum zbierał się na KUL, gdzie przez lata Karol Wojtyła był wykładowcą, a także na Czubach przy kościele Świętej Rodziny, gdzie odprawił Mszę św., odwiedzając Lublin podczas jednej ze swych pielgrzymek do ojczyzny.

- Nie chcieliśmy być wtedy sami. Była w nas wtedy wielka potrzeba wspólnoty, przeżywania razem tych chwil, wspomnień i przypominania sobie papieskich słów, których wcześniej nie zawsze chciało nam się słuchać. Szliśmy całą rodziną w marszach, jakie spontanicznie odbywały się w Lublinie. Przemierzając drogę z KUL na Czuby ludzie modlili się tak, że było niemal czuć jak modlitwa unosi się w powietrzu. Te chwile pamiętam do dziś - wspomina Marcin Włodarczyk.

Modlitwą, która wówczas towarzyszyła ludziom, był Różaniec - tak bardzo umiłowany przez Jana Pawła II. 

Kiedy wspominam Ojca Świętego Jana Pawła II, najczęściej widzę go odmawiającego Różaniec. - To była jego umiłowana modlitwa już od lat młodości. Z różańcem nie rozstawał się jako chłopak, potem jako kapłan, biskup i wreszcie papież. Wiem, że będąc kapłanem, a potem biskupem, gdy przyjeżdżał na Lubelszczyznę, odwiedzał też Matkę Bożą w Wąwolnicy i tu też odmawiał Różaniec. Wielokrotnie byłem świadkiem, gdy ktoś prosił Jana Pawła II o modlitwę. On nigdy nie odmawiał, a potem te intencje powierzał Matce Bożej. Swojemu zaufaniu Maryi dał wyraz w zawołaniu papieskim "Totus tuus", cały Twój Maryjo - mówił odwiedzający Wąwolnicę abp Stanisław Dziwisz.

« 1 »