Wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej to cel wielu pielgrzymek. Do Czarnej Madonny przybywają ludzie z całej Polski, ale też spoza jej granic. Zawsze są to wyjątkowe spotkania, zostawiają w sercu i pamięci trwały ślad. O swojej drodze, spotkaniu z Maryją opowiada Bożena.
Małgorzata Błaszko- Padewska: Co spowodowało, że wybrała się Pani na pieszą pielgrzymkę, czy to był pierwszy raz?
Nie było jakiegoś szczególnego powodu. Lubię tam być, tam pielgrzymować. Lubię tam wracać. Byłam na pielgrzymce pieszej siódmy raz. dwa razy szłam z grupą z Radomia i teraz już piąty raz z Chełma. Raz pielgrzymowałam na rowerze. Czułam wewnętrznie, że teraz chcę iść. Obiecałam sobie, że jeśli wróci wyjście pielgrzymów na Jasną Górę z Chełma, to się wybiorę. Tak się stało, po przerwie covidowej wreszcie grupa chełmska mgła ruszyć z naszego miasta. Trochę się zastanawiała, bo to dwa tygodnie, a to mój urlop. Decydujące były ostatnie dwa dni przed, czułam, że chcę iść podziękować za moje 50 lat życia, za zdrowie. Byłam na pielgrzymce po maturze, po studiach to i teraz w roku jubileuszowym, w roku moich 50 tych urodzin.
Co było najtrudniejsze?
Ból stopy... Wydawało mi się jestem wysportowana, silna, zdrowa, dam radę. Bałam się pęcherzy, bo zazwyczaj się pojawiają, ale nic innego nie może przeszkodzić. Tymczasem ugryzł mnie mucha końska i skręciłam nogę. Pojawił się ból, taki mały drobiazg, a tak dokuczliwy. To był czas nauki pokory. Ból i cierpienie spowodował kryzys, myślałam że nie dojdę. Bałam się też noclegów na salach gimnastycznych, chrapania, tłumu. Nawet miałam na ten problem swój sposób, zabrałam ze sobą namiot. Niestety zepsuł się. Ta sytuacja też uczyła pokory, znoszenia trudów. Musiałam spać w dużym skupisku ludzi, czego nie lubię. I jeszcze ten upał, który doskwierał okropnie, ale to będzie pamiętało.
Co jest dobrym wspomnieniem z drogi?
Z drogi wspominam dobro, życzliwość ludzką. To że ludzie, mieszkańcy po drodze dawali nam jeść, że wychodzili na drogę, dzielili się tym, co mieli i że im dawało to radość. Gościli nas i znosili nasze wybrzydzanie. Oni nam po prostu usługiwali, przyjmowali do swoich domów. I ie tylko w soboty czy niedziele, ale w zwykły dzień tygodnia, mimo pracy.
Jakie uczucia towarzyszyły przy wejściu na szczyt?
Radość, spokój, wzruszenie i łzy. Wtedy śpiewa się przez łzy. To taki fenomen - odchodzą wszystkie bóle, idziesz szybciej, podskakujesz, klaszczesz... "cudowne ozdrowienie". I jednocześnie ulga, że to już i radość, że dałam radę. Był kryzys, a przychodzi radość, że dostałam kolejną szansę bycia tam. Jestem dumna z siebie, że dałam radę, bo już lata nie te. Wdzięczność Bogu, że doszłam, że mnie prowadził, chronił, stawiał ludzi na drodze, którzy wspierali. Nawet za to, że zabrałam, choć pierwszy raz kijki do norking woking. Pan Bóg to zaplanował, kiedy noga bolała, były bardzo pomocne.
Małgorzata Błaszko- Padewska
***
O. Waldemar Pastusiak, kustosz Jasnej Góry zaprasza, aby uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej przeżyć razem z paulinami i rzeszą pieszych pątników, którzy licznie przybędą do Maryi. Podkreślił, że tegoroczna uroczystość ma szczególny wymiar dziękczynienia za obecność Królowej Polski w dziejach naszego narodu, ale także po raz kolejny Maryja „wyruszy do swoich dzieci”. Uroczystość zainauguruje trzeci etap peregrynacji Obrazu Nawiedzenia po polskich diecezjach