O jubileuszu zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Chełmskiej, swojej pasji i zachwycie folklorem mówi ks. Tomasz Sawicki.
Małgorzata Błaszko-Padewska: Skąd ksiądz pochodzi?
Ks. Tomasz Sawicki: Pochodzę z Chełma. To tutaj wzrastałem, dojrzewałem, uczyłem się. Miałem wiele możliwości wzrastania i rozwijania się jako młody człowiek. Moją pasją był sport, śpiew w Chórze Ziemi Chełmskiej „Hejnał”, Chadek Gospel Choir, ale także taniec w Zespole Pieśni i Tańca Ziemi Chełmskiej, który obchodzi w tym roku wspaniały jubileusz 45-lecia swojego istnienia.
Pamięta ksiądz swoje początki w zespole?
Od najmłodszych lat jestem tancerzem. Do ZPiTZCH dołączyłem w klasie drugiej pod koniec 1998 roku. Moi rodzice zdecydowali, że zapiszą mnie na tańce ludowe. Chcieli, bym poznał wspaniałe i piękne tańce narodowe, regionalne, bym wzrastał w wartościach i tradycji, które należy poznawać i prezentować dzisiejszemu pokoleniu. Jestem im bardzo wdzięczny. Tutaj poznałem wspaniałych przyjaciół, ludzi, którym zależy na rozwijaniu i promowaniu kultury wśród dzisiejszego pokolenia.
Czego nauczyła Księdza ta przygoda z tańcem?
Kiedy byłem młodym tancerzem, tańczącym w młodszych grupach, podziwiałem starszych tancerzy, którzy tańczyli w grupie reprezentacyjnej. Marzyłem o tym, by być na ich miejscu. I to marzenie się spełniło. Gdy zbliżały się większe koncerty jubileuszowe, tworzyła się grupa „oldboyów”. To tancerze, którzy zakładali ten zespół w 1980 r., i nawet nie sądziłem, że będę kiedyś należał do ich grona. Nauczyłem się więc, że marzenia się spełniają, że dobrze mieć pasje i dobrych ludzi wokół. Oczywiście nauczyłem się też tańczyć, śpiewać. Poznałem folklor, kulturę i przepiękne tańce narodowe i regionalne.
Czy da się dzielić obowiązki kapłańskie z tą pasją?
Dzisiaj, kiedy jestem kapłanem, obowiązki już mi nie pozwalają na rozwijanie swojej pasji. Od czasu do czasu zapraszam ZPiTZCH do parafii, w których posługuję, na wspólne kolędowanie. Ubieram się wtedy w strój ludowy i śpiewam z moimi przyjaciółmi z zespołu, który zachwyca widzów. Kiedy jako ksiądz zakładałem strój ludowy i stawałem z moimi przyjaciółmi, ludzie reagowali bardzo pozytywnie, gratulowali i byli dumni ze swojego kapłana, z jego pasji. Bracia kapłani reagują też bardzo pozytywnie i są pełni podziwu, że mogę ewangelizować w taki sposób.
Kto przez lata motywował, wspierał i zachęcał Księdza do tańca?
Tańcząc w zespole, miewałem różne chwile, i te radosne, i te trudniejsze. Nigdy nie pojawiła się myśl, bym miał porzucić taniec. Bardzo dużo zawdzięczam siostrze, z którą tańczyłem w zespole od początku, ale też rodzicom, którzy wierzyli we mnie i dopingowali jako tancerza. Wiele zawdzięczam także kierownikom ZPiTZCH śp. Romanowi i Bożenie Jakubowiczom, a także dzisiejszemu kierownictwu państwu Marioli i Sławomirowi Piędzia, którzy wkładali w ten zespół wiele serca, uczyli młodych tancerzy przepięknych układów, śpiewu. Mieli i nadal mają wkład w wychowywanie młodego pokolenia. Można powiedzieć, że zespół stał się także częścią mnie. Kochałem i kocham tańczyć, koncertować, cieszyć się sukcesami zespołu.
Wspomniał Ksiądz o jubileuszu zespołu. Czym dla Księdza był jubileuszowy koncert?
Dzisiaj, kiedy zespół świętuje 45-lecie istnienia, mam zaszczyt uczestniczyć w tym wydarzeniu, nie jako widz, ale jako tancerz. Była możliwość zobaczyć tańczącego księdza na koncertach galowych, do których przygotowywałem się przez wiele prób razem z innymi, z którymi nie widziałem się przez wiele lat. Jubileusz jest takim wspaniałym czasem, kiedy razem ze wszystkimi tancerzami, którzy tworzyli ten zespół od 1980 r., mogliśmy się spotkać, powspominać i zatańczyć na scenie.