Uroczystość Objawienia Pańskiego w parafii Najświętszego Serca Jezusowego w Lublinie miała w tym roku wyjątkowy, głęboko poruszający charakter. Prawie dwa tygodnie po tragicznym pożarze, który w Boże Narodzenie zniszczył dach i wnętrze kościoła, uroczystości zgromadziły liczne grono parafian.
Wierni zgromadzili się na Mszach Świętych sprawowanych nie w swojej dotychczasowej świątyni, lecz w dwupoziomowej kaplicy w domu parafialnym. Od samego rana 6 stycznia kaplica wypełniała się wiernymi. Msze Święte odprawiane były jedna po drugiej, Wychodzący spotykali się z tymi, którzy dopiero wchodzili. Ciasnota, duchota i prowizoryczne warunki kontrastowały z tym, do czego parafia była przyzwyczajona przez dziesięciolecia. A jednak, jak zauważają sami parafianie, obecność była znakiem wierności i przywiązania do wspólnoty, która mimo utraty murów - wciąż trwa.
Pożar, który wybuchł w Boże Narodzenie, pozostawił po sobie ogromne zniszczenia. Spłonął dach kościoła, a konstrukcja została poważnie osłabiona. Trwają prace zabezpieczające, w tym rozbiórka wieży, a los całego budynku nadal jest przedmiotem ekspertyz technicznych. W tej rzeczywistości liturgia Objawienia Pańskiego stała się nie tylko celebracją tajemnicy wiary, ale także momentem refleksji nad sensem drogi, poszukiwania i nadziei.
W homilii ks. Waldemar Sądecki, proboszcz parafii, nawiązał do ewangelicznej historii Mędrców ze Wschodu, ukazując ją jako opowieść o ludziach, którzy nie bali się wyruszyć w drogę mimo niepewności.
- Bóg dał się znaleźć ludziom, którzy Go szukali, którzy za Nim tęsknili, którzy nie bali się opuścić swój kraj, to co znali, i pójść w nieznane, aby spotkać Pana Boga - mówił kapłan.
Proboszcz odniósł te słowa bezpośrednio do sytuacji parafii. Zwrócił uwagę, że także dziś wierni przyszli do Boga w okolicznościach dalekich od ideału. - Dlaczego my dzisiaj jesteśmy w kościele? Ciasno jest, duszno, nie jest tak jak w naszym kościele jeszcze dwa tygodnie temu. Pięknej szopki nie ma. A jednak jesteśmy tutaj - podkreślił, zachęcając do spojrzenia w głąb własnego serca.
W dalszej części kazania ks. Sądecki wskazał trzy „drogi” - trzy „gwiazdy”, które prowadzą człowieka do Boga: dobro, prawdę i piękno. Mówił o naturalnym ludzkim pragnieniu dobra i miłości, które ostatecznie znajduje swoje spełnienie w Bogu.
- Człowiek szuka dobra. I na pewnym etapie życia może odkryć, że to Bóg jest tym największym dobrem, że u Niego kończą się wszystkie nasze poszukiwania - zaznaczył.
Drugą drogą jest prawda, bez której nie da się zbudować ani relacji, ani wspólnoty.
- Nie da się żyć na kłamstwie. Prawda jest tym darem, który sprawia, że możemy sobie zaufać. I człowiek odkrywa, że to Bóg jest prawdą - mówił proboszcz, przywołując przykład bł. Edyty Stein, która poprzez poszukiwanie prawdy odnalazła Chrystusa.
Trzecią ścieżką prowadzącą do Boga jest piękno, to temat szczególnie wymowny w parafii dotkniętej zniszczeniem.
- Piękno nas uszczęśliwia, uspokaja, zachwyca. Bóg jest piękny. Niebo nie jest nudne, to piekło jest nudne. Niebo jest fascynujące. W niebie nam wieczności nie starczy, żeby całe Boże piękno poznać, żeby je zobaczyć. To będzie zachwyt, który będzie trwał i trwał. Bóg jest piękny - podkreślał kaznodzieja, przypominając, że Boże piękno przekracza wszelkie ziemskie doświadczenia.
Uroczystość Objawienia Pańskiego w parafii NSJ stała się zatem czymś więcej niż tylko liturgiczną uroczystością. Była wyznaniem wiary wspólnoty, która mimo bólu po stracie kościoła parafialnego - nadal szuka Boga, idąc za Jego światłem. Liczna obecność wiernych potwierdziła, że tragedia nie osłabiła więzi parafialnych, a wręcz je umocniła. W prowizorycznej kaplicy, bez murów swojej świątyni, parafianie wraz ze swoimi kapłanami pokazują, że Kościół to przede wszystkim ludzie, którzy razem podążają drogą wiary.
(obraz) |