Chełmski koncert kolęd i pastorałek

Od wielu lat chełmianie spotykają się w sali widowiskowej Chełmskiego Domu Kultury, by wspólnie świętować narodziny Jezusa. Koncert kolęd i pastorałek gromadzi od lat dwa razy pełną widownię.

Przygotowania do koncertu kolęd i pastorałek w Chełmskim Domu Kultury zaczynają się pod koniec listopada lub na początku grudnia. Scenariusz przez lata nigdy się nie powtórzył. Początkowo istniał pod nazwą Koncert Noworoczny, z czasem nazwa się zmieniła, ale treść nie.

Na scenie pojawiają się chełmscy artyści, dzieci, młodzież i dorośli. W tym roku wystąpili również ci, którzy już w Chełmie nie mieszkają. Powrócili na zaproszenie kierownika sekcji muzycznej albo innych twórców tego widowiska.

- Przygotowania w tym roku były prawdziwym wyczynem, sekcja muzyczna stanęła jak zwykle na wysokości zadania. Sam koncert był bardzo sentymentalny (choć pojawiały się również elementy humorystyczne). Wszak witaliśmy Nowy Rok! Niektórzy się dziwią, ale ja, jak już wszystko porobione i każdy wie, gdzie, kiedy i jak wyjść, siadam w kulisach i słucham. Podziwiam talenty moich kolegów i koleżanek. Chociaż słuchałam każdego z nich kilkanaście razy, to moment występu przed publicznością dodaje im tej magii, którą uwielbiam - mówi reżyser koncertu Barbara Szarwiło.

W tym roku mottem przewodnim koncertu kolęd i pastorałek były słowa "Kiedy nam do siebie bliżej". Wyjątkowe aranżacje, piękne stroje, szeroki wachlarz stylów muzycznych, różnorodność wiekowa wykonawców i publiczność, która zawsze dopisuje stworzyła jak co roku atmosferę jedności. Widowisko jest wydarzeniem charytatywnym, corocznie pomoc kierowana jest do kogoś innego. W tym roku beneficjentem było Stowarzyszenie "Tak niewiele".

Każdy artysta ma swoją historię. - To nie był mój pierwszy występ na scenie ChDk-u podczas koncertu kolęd i pastorałek. Bodajże 9 lat temu miałem okazję wystąpić ze scholą Śpiewające Duszki z parafii Świętego Ducha w Chełmie i pamiętam, że zaśpiewaliśmy wtedy bardzo ciekawy utwór “Ach, co za noc”. Wtedy nawet sobie nie wyobrażałem, że wystąpię na tej scenie ponownie, tym razem jako instrumentalista. Pod koniec listopada dostałem propozycję dołączenia do zespołu i z wielką radością zgodziłem się. Było to moim marzeniem od momentu, kiedy zacząłem grać na saksofonie. Przed występem mieliśmy wiele prób, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik, również dlatego, że aranżacje autorstwa pana Bogdana Depty i Piotra Kierskiego były przepiękne, jednocześnie ambitne i wymagały ćwiczenia. Repertuar koncertu był bardzo różnorodny. Można było usłyszeć i tradycyjne kolędy, i pastorałki w odświeżonych wersjach, a także nieco mniej znane utwory o tematyce świątecznej. Na scenie wystąpili soliści, chóry i zespoły, w skład których wchodziły osoby z różnych pokoleń, ci, którzy stawiają dopiero pierwsze kroki na scenie, a także ci, którzy biorą udział w tym wspaniałym wydarzeniu od początków jego istnienia. Atmosfera podczas prób i podczas samych koncertów była wyjątkowa, bardzo rodzinna - opowiadał Miłosz Lipczuk, grający na saksofonie.

« 1 »
TAGI: