Ulicami lubelskiej Starówki przeszła Droga Krzyżowa Krucjaty Wyzwolenia Człowieka w intencji osób uzależnionych. Rozważania męki Pańskiej połączone były ze świadectwami osób trwających w trzeźwości.
Pierwszy raz Droga Krzyżowa Krucjaty Wyzwolenia Człowieka przeszła ulicami lubelskiej Starówki w latach 90. XX wieku. Od tamtej pory co roku - z wyłączeniem pandemii - ludzie idą za krzyżem, rozważając mękę Jezusa i modląc się za uzależnionych i ich rodziny.
- Trudno dziś precyzyjnie wskazać rok, w którym pierwszy raz Ruch Światło-Życie naszej archidiecezji zorganizował Drogę Krzyżową KWC ulicami Lublina. Na pewno były to lata 90., a ja jako młoda dziewczyna przyjeżdżałam na to nabożeństwo z moją oazową wspólnotą z Chełma. Już wtedy miałam podpisaną krucjatę kandydacką, czyli czasową, i zdawałam sobie sprawę z wartości mojej trzeźwości. Kolejne lata wielokrotnie pokazywały, jak Pan Bóg posługuje się darem abstynencji, by ratować kogoś uzależnionego. Jestem w krucjacie ponad 30 lat i to jest ogromna wartość - mówi Małgorzata Klejszmit.
Droga Krzyżowa KWC wyrusza sprzed katedry i przechodzi pod Zamek Lubelski przez Stare Miasto. W latach 90. było to miejsce szczególnie narażone na uzależnienia z powodu biedy mieszkańców, trudnych warunków życia w tym miejscu i możliwości swobodnego dostępu do alkoholu o różnych porach dnia i nocy. - Wtedy na Stare Miasto po zmroku strach było wejść, nasza obecność z krzyżem i modlitwą była wołaniem do osób w nałogach, by spojrzały na Jezusa, który jest Miłością, ale i siłą w pokonaniu nałogu. Dziś Stare Miasto wygląda zupełnie inaczej, ale wciąż jest miejscem wielu barów i restauracji, gdzie alkohol jest na porządku dziennym. Świadectwa trzeźwości wypowiadane w tym miejscu są dalej bardzo potrzebne. Trzeźwość daje wolność, której każdy pragnie - mówi Zbigniew, członek KWC.
Świadectwa ludzi żyjących w trzeźwości wypowiadane przy kolejnych stacjach były wołaniem o refleksję i pokazaniem, że z Bożą pomocą wszystko jest możliwe.
Zakończeniem nabożeństwa była Msza św. w lubelskiej katedrze.