Chełmska Ekstremalna Droga Krzyżowa

Ekstremalna Droga Krzyżowa to nabożeństwo, które w ostatnich latach gromadzi coraz więcej wiernych. Dołączają na pątniczy szlak nawet ci, którzy nie bardzo wierzą, że dojdą do końca. Tak było z Beata Soczyńską z Dorohuska, która podzieliła się swoim świadectwem.

Beata Soczyńska to żona, mama i babcia. Pracownik Gminnej Biblioteki w Dorohusku.

- Przeszłam Ekstremalną Drogę Krzyżową. Zakładałam, że VII stacja będzie szczytem moich marzeń. Później jednak była VIII i kolejne, przy których już nie klękałam, ale byłam, trwałam. Nie sądziłam, że noc może być aż tak pełna ciszy i jednocześnie tak głośna od natłoku myśli - mówi pani Beata.

Ekstremalna Droga Krzyżowa z Chełma do Skierbieszowa była jednym z najbardziej poruszających doświadczeń w jej życiu. Jednym z najpiękniejszych doświadczeń. Ponad 40 kilometrów w ciemności, przez wąwozy, pola, lasy. Momentami było naprawdę ciężko. Zmęczenie, ból, chwile zwątpienia. Ale właśnie tam, w tej ciszy, podczas trudnej drogi można odnaleźć coś więcej. Można zatrzymać się naprawdę. Usłyszeć siebie. I przede wszystkim odnaleźć Boga, słuchając pięknych i jakże mocnych rozważań kolejnych stacji.

- To była droga nie tylko przez kilometry, ale też przez własne myśli, emocje i ograniczenia. Droga, na której można choć na chwilę zapomnieć o codziennych troskach i spojrzeć głębiej, zastanowić się nad tym, co jest tak naprawdę ważne w życiu. I choć każdy idzie sam, to jednocześnie nikt nie jest tam naprawdę sam. Wsparcie innych, obecność drugiego człowieka, czasem tylko w ciszy obok daje ogromną siłę. Bez innych nie dałabym rady. Dziękuję im za obecność i wyrozumiałość pod koniec drogi. Doszłyśmy. Zmęczone, ale szczęśliwe. I z czymś w sercu, czego nie da się opisać do końca słowami. Polecam każdemu, kto choć raz chce przeżyć coś prawdziwego. Coś, co zostaje na długo. Coś co jest tylko nasze. Jeszcze wczoraj mówiłam, że to już moja ostatnia droga. Dziś nieśmiało, jak Bóg da, myślę o kolejnej. Może nie do Skierbieszowa, ale krótszej, z Lublina do Lubartowa. Dziękuję za wszystkie osoby spotkane po drodze, za pozdrowienia i wsparcie, a na koniec brawa, że dałyśmy radę - mówi pani Beata.

« 1 »