Czas strachu i jedności

13 maja 1981 roku świat wstrzymał oddech. Kilka minut po godzinie 17 na placu św. Piotra w Watykanie padły strzały wymierzone w papieża Jana Pawła II. Ojciec Święty, który chwilę wcześniej błogosławił wiernych i pochylał się nad małą dziewczynką, został ciężko ranny.

Zamachowcem okazał się turecki terrorysta Mehmet Ali Agca, związany z lewicową organizacją terrorystyczną mającą kontakty z komunistycznymi służbami. Wydarzenie to wywołało ogromny wstrząs na całym świecie, szczególnie jednak w Polsce, gdzie papież był symbolem nadziei i duchowej siły narodu żyjącego w realiach PRL.

- Powiało grozą, bo komuniści chcieli odebrać nam autorytet, człowieka, który upominał się o swoich rodaków - wspomina prof. Mirosława Ołdakowska-Kufel, wówczas 26-letnia doktorantka polonistyki KUL. Jak podkreśla, rzeczywistość komunizmu nie przypominała lekkich i nostalgicznych obrazów znanych dziś z filmów czy seriali. Był to świat szarości, napięcia i strachu, który szczególnie mocno ujawnił się właśnie w dniu zamachu na papieża.

Wieść o dramatycznych wydarzeniach bardzo szybko dotarła do Lublina. Choć nie było telefonów komórkowych ani mediów społecznościowych, społeczność Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego spontanicznie zgromadziła się w Kościele Akademickim.

- Studenci i pracownicy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego spontanicznie przybiegli na uczelnię. Zagrożenie życia papieża bardzo nas dotknęło i chcieliśmy razem się wspierać - opowiada prof. Ołdakowska-Kufel. Świątynia błyskawicznie wypełniła się ludźmi modlącymi się o ocalenie Ojca Świętego. Późno w nocy księża z konkwiktu odprawili Mszę Świętą w jego intencji.

Tamten wieczór stał się dla wielu doświadczeniem niezwykłej wspólnoty.

- Było to dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem wspólnotowego przeżywania czegoś, co nas wszystkich dotyka - mówi profesor. W atmosferze lęku i niepewności ludzie odnaleźli poczucie jedności. Nawet osoby mniej związane z Kościołem podejmowały modlitwy i praktyki religijne w intencji papieża. Wszyscy mieli świadomość, że atak na Jana Pawła II był jednocześnie uderzeniem w Polskę i w pragnienie wolności, które papież odważnie wyrażał wobec świata.

Rok 1981 był czasem szczególnego napięcia. Chorował kardynał Stefan Wyszyński, trwał konflikt między komunistyczną władzą a rodzącą się Solidarnością, a kilka miesięcy później wprowadzono stan wojenny.

- Ten okres nazywa się "karnawałem Solidarności", co mnie bardzo razi. Bo karnawał to coś niepoważnego - podkreśla prof. Ołdakowska-Kufel. Jej zdaniem był to raczej czas narastającego zagrożenia i poczucia, że Polska znalazła się w historycznym momencie próby. Jan Paweł II dawał Polakom poczucie godności i obecności na mapie świata. Profesor wspomina sytuację sprzed wyboru Karola Wojtyły na papieża, kiedy podczas pobytu we Włoszech spotkała młodych ludzi niemających pojęcia o Polsce.

- Dla nich Polska była nieznanym krajem za żelazną kurtyną, za którą nie wiadomo co się znajduje. Wybór polskiego papieża wszystko zmienił. To Janowi Pawłowi II zawdzięczamy wydobycie nas z szarości i grozy PRL-u - podkreśla prof. Ołdakowska-Kufel.

Zamach z 13 maja 1981 roku szczególnie przeżywała społeczność Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Ks. Karol Wojtyła przez lata był związany z KUL jako wykładowca etyki i filozofii. Po jego wyborze na Stolicę Piotrową do Rzymu pojechała delegacja uczelni z transparentem „Nasz profesor papieżem”. Pamięć o tym związku była żywa także później - na wniosek studentów wielu profesorów przerywało zajęcia w południe, gdy w kościele akademickim rozbrzmiewał dzwon na Anioł Pański. Wykładowcy i studenci wspólnie modlili się za Jana Pawła II, zachowując duchową więź z papieżem, który pozostał dla KUL nie tylko wielkim autorytetem, ale przede wszystkim „swoim” profesorem.

« 1 »
DO POBRANIA: |