Był dzień 18 maja 1920 roku, kiedy przyszedł na świat Karol Wojtyła. Od tego czasu mija dziś 106 lat i choć papież świętuje urodziny w Domu Ojca Polacy pamiętają o tej rocznicy.
Pamięć jest żywa zwłaszcza w Lublinie, który przez wiele lat był miejscem pracy papieża Polaka, a dziś KUL w swej nazwie ma jego imię.
Ks. Karol Wojtyła rozpoczął pracę w KUL w październiku 1954 r. wykładami zleconymi z etyki. W 1956 r. był już kierownikiem Zakładu i Katedry Etyki na Wydziale Filozofii. Prowadził zajęcia w formie wykładów, ćwiczeń, seminariów. Pracę naukowo-dydaktyczną godził z pracą kapłańską i nie rezygnował z niej pomimo przybywających mu obowiązków. Miał na KUL-u spore grono oddanych przyjaciół i uczniów, którzy w czasie wspólnych wakacyjnych wypraw nazywali go Wujkiem.
Pracował na uczelni aż do pamiętnego konklawe w październiku 1978 r.
Profesor Wojtyła zapisał się w pamięci wielu pracowników uniwersytetu, którzy dzielili się wspomnieniami.
- Podczas studiów moim Mistrzem był Ksiądz Profesor Karol Wojtyła. Nieraz myślę o tym ze zdumieniem i z radością, bo chociaż na uniwersytecie każdy ma profesorów, ale nie każdy ma szczęście mieć mistrza. My mieliśmy to szczęście i w dodatku naszym Mistrzem był Karol Wojtyła. Czy umieliśmy to wtedy docenić? Może nie, bo traktowaliśmy ten niezwykły dar z właściwą młodości beztroską. A może jednak tak, bo przecież garnęliśmy się do naszego Mistrza z podziwem i miłością - wspominała Karola Wojtyłę prof. Maria Braun-Gałkowska.
O pierwszym spotkaniu z Karolem Wojtyłą na KUL opowiadał także bp Adam Dyczkowski:
"Po ukończeniu seminarium we Wrocławiu i po otrzymaniu święceń kapłańskich z rąk mojego ówczesnego ordynariusza arcybiskupa Bolesława Kominka zostałem skierowany na studia filozoficzne w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pewnego dnia przybyłem na śniadanie nieco później niż zwykle.
W refektarzu naszego domu akademickiego spotkałem już tylko jednego nieznanego mi dotychczas księdza. Siadając obok niego, przedstawiłem mu się, w odpowiedzi on również przedstawił się jako Karol Wojtyła. Wtedy nic mi to nazwisko nie mówiło, a że rozmówca wyglądał bardzo młodo, więc skwitowałem to słowami: „Bardzo mi miło poznać”. W trakcie rozmowy zapytał mnie, z jakiej diecezji przybyłem, na jaki wydział. Z kolei ja doszedłem do głosu i pytam: „A kolega na jakim wydziale?” W oczach jego spostrzegłem pewne zaskoczenie. Kiedy jednak zauważył, że pytam zupełnie bona fide, odpowiedział mi, że jest na Wydziale Filozoficznym. „A na którym roku?” - zapytałem. Roześmiał się szczerze rozbawiony. - Ja już dawno skończyłem studia - odpowiedział.
Kilka godzin później szedłem głównym korytarzem gmachu uniwersyteckiego z kolegą, księdzem Tadeuszem Styczniem. Przed nami zauważyłem mojego porannego rozmówcę. Tadzio na jego widok trącił mnie w ramię: „Popatrz - to mój profesor biskup Wojtyła”. Musiałem mieć w tym momencie wyjątkowo głupią minę, bo biskup uśmiechnął się do mnie bardzo życzliwie".








