Nowy numer 42/2020 Archiwum

Własnymi rękoma

W ciągu czterech lat sami zbudowali kościół. Było to możliwe tylko dzięki zaufaniu Bożemu Miłosierdziu.

Dziś już nikt tak kościołów nie buduje. Wynajmuje się firmę, która przyjeżdża i wszystko robi sama. Nas na firmę nie było stać. W kasie parafialnej było 1920 zł, gdy zdecydowaliśmy się zacząć budowę. Wyjście było jedno: budujemy sami metodą gospodarczą i wszystko zawierzamy Bogu – mówi ks. Wiesław Szewczuk, proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego w Kraśniku.

To nas zjednoczyło

Decyzja o budowie kościoła nie była łatwa. Parafia istnieje prawie 20 lat i przez ten czas ludzie przyzwyczaili się do kaplicy, którą kiedyś przewieziono tu z Lublina. Kaplica dobrze służyła, była jednak rozwiązaniem tymczasowym. – Kiedy arcybiskup, jeszcze Józef Życiński, posyłał mnie do pracy w Kraśniku, powiedział „zbuduj kościół”. To nie była moja pierwsza budowa, miałem już za sobą doświadczenia z poprzednich parafii i wiedziałem, że jeśli kościół Miłosierdzia Bożego ma stanąć w Kraśniku, to tylko z Bożą i ludzką pomocą. Poprosiłem parafian, by przyszli ze mną budować. I przyszli. Razem, ramię w ramię, nosiliśmy cegły, skręcaliśmy druty, mieszaliśmy cement. Budowa pozwalała lepiej się poznać. Wspólny obiad był okazją do rozmów i zawiązywania przyjaźni. To, co wydawało się niemożliwe, rosło w oczach – mówi ks. Wiesław. Wielu jego parafian przyznaje, że początkowo wątpiło czy uda się samemu wybudować kościół i czy doczekają końca tej budowy. Tymczasem wystarczyły cztery lata, by w nowej świątyni odprawić pierwszą Mszę świętą. Przewodniczył jej abp Stanisław Budzik. – Na czerwiec planujemy definitywne przeniesienie się do nowego kościoła – podkreśla proboszcz.

Trudne czasy

Mobilizacja ludzi przy budowie kościoła jest tym bardziej godna podziwu, że w Kraśniku nie żyje się łatwo. Fabryka Łożysk Tocznych, która przed laty ściągała do miasta ludzi i dawała zatrudnienie kilku tysiącom pracowników, dziś ludzi zwalnia. Poza nią nie ma w mieście większych zakładów pracy. – Dla moich parafian to prawdziwy problem. Ci, którzy mają rodziców gdzieś na wsi czy działkę, próbują utrzymywać się z sadzenia malin czy innych drobnych upraw. Wielu jednak wyjeżdża za granicę, nie widząc dla siebie i swoich bliskich żadnych możliwości utrzymania na miejscu. Chodząc z ostatnią wizytą duszpasterską, zastaliśmy wiele zamkniętych mieszkań. Nie dlatego, że ludzie nie chcieli przyjąć księdza, tylko dlatego, że zmuszeni zostali zostawić wszystko i szukać możliwości utrzymania gdzie indziej – mówi ks. Wiesław. W sytuacjach, kiedy po ludzku trudno znaleźć rozwiązanie, kraśniczanie szczególnie zwracają się do Bożego Miłosierdzia. Codziennie w kościele odmawiana jest koronka. – To inicjatywa wiernych. Przychodzą i zaczynają modlitwę, polecając Bogu różne swoje sprawy – mówi proboszcz. Matce Bożej polecane są szczególnie dzieci. – Nie jest łatwo w dzisiejszych czasach wychowywać dzieci, dlatego zrodził się w parafii pomysł, by tworzyć kółka różańcowe, w których rodzice będą się modlili za swoje dzieci wraz z nimi. Mamy już dwie takie róże różańcowe i powstaje trzecia. Ci, którzy się tego podjęli, mówią o owocach wspólnej modlitwy. Bardzo mnie to cieszy – podkreśla ks. Wiesław.

Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Odśwież stronę i czytaj nawet 10 tekstów za darmo.
Szczegóły znajdziesz TUTAJ.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama