Nowy numer 47/2020 Archiwum

Jak to na dworze bywało

Majówka historyczna. Bywał tu król Jan III Sobieski z królową Marysieńką. Spacerowali po okolicy, spoglądali na wijący się u podnóża wzniesienia pałacowego Wieprz, snuli plany dotyczące przyszłości. O tych wydarzeniach opowiada Szlak Króla Jana III Sobieskiego, który biegnie przez Lubelszczyznę.

Dziś w Zawieprzycach nie ma ani zamku obronnego, ani pięknego barokowego pałacu, ale są ruiny świadczące o minionych czasach i pełni pasji ludzie, którzy od kilku lat starają się ożywić to miejsce. Ze wzgórza, obok pałacowych ruin, jest przepiękny widok na rzekę Wieprz i całą okolicę. Kto wie, czy król Jan III Sobieski nie stawał na brzegu skarpy i ze swym przyjacielem Atanazym Miączyńskim nie spoglądali na okolicę, snując może przy tym plany dotyczące bitew i przyszłości Rzeczypospolitej. Jedno jest pewne – król Jan z pewnością bywał w Zawieprzycach jeszcze jako wielki hetman koronny, a potem jako władca. Przez te tereny wiodła droga wojsk królewskich pod Wiedeń. – Niesamowite jest to, że dziś chodzimy po miejscach, które z pewnością odwiedzał król Polski, spoglądamy na okolicę, która pewnie w XVII w. prezentowała się inaczej, ale Wieprz płynął tak samo jak dziś. Wokół siebie mamy ślady przeszłości, które zdradzają nam, jak kiedyś wyglądało życie na tych terenach. To właśnie chcemy pokazywać młodym ludziom nie tylko z naszych okolic, ale i gościom, którzy coraz liczniej odwiedzają majówkę historyczną organizowaną w Zawieprzycach od 8 lat – mówi Anna Skrzypek-Woźniacka, prezes Stowarzyszenia Chorągiew Zamku w Zawieprzycach Atanazego Miączyńskiego herbu Suchekomnaty.

Powrót do przeszłości

Na jeden dzień w roku Zawieprzyce przenoszą się do XVII wieku. Do zamku znów zjeżdża królewska para Jan III Sobieski z królową Marysieńką, a z nimi damy dworu, kawalerowie, rycerze, szlachta, wojsko i rzemieślnicy, którzy oferują swoje usługi. – Współpracujemy z wieloma grupami rekonstrukcyjnymi, pasjonatami historii i zespołami tańca dawnego. Wszyscy wspierają nas tego dnia, by jak najlepiej pokazać życie codzienne z XVII wieku. Edukacja historyczna jest jednym z celów stowarzyszenia, jakie powołaliśmy – mówi Jacek Krysiak, który podczas majówki wcielił się w postać króla Jana III Sobieskiego. Atrakcyjnie pokazana historia okazuje się zaraźliwa. Coraz więcej mieszkańców z Zawieprzyc i okolic pasjonuje się dawnymi dziejami do tego stopnia, że uczą się strzelać z łuku, rzucać toporem czy fechtować. – Pasjonuje to szczególnie młodych chłopców, którzy przychodzą chętnie na zbiórki Chorągwi Zamku w Zawieprzycach i ćwiczą rycerskie zadania. Nie brakuje nam również dziewcząt, które stają się w stowarzyszeniu księżniczkami z nadania i na różnych piknikach historycznych prezentują nasz zamek. To zwyczajnie kontroferta dla budki z piwem czy komputera i internetu. Historią pasjonują się całe rodziny, uczestniczą w różnego rodzaju warsztatach, których mamy całą gamę. Wymienię tylko kilka – to np. nauka kuchni staropolskiej, parzenia kawy, warzenia miodu, wytwarzanie sera czy masła, pieczenie podpłomyków, ale też czerpanie papieru, warsztaty heraldyczne, katowskie, mincerskie, nauka zabaw dworskich i plebejskich oraz strzelanie z łuku lub kuszy czy nauka fechtunku – wylicza możliwości oferowane przez stowarzyszenie pani Anna Skrzypek-Woźniacka.

Królewski przyjaciel

Wszystkiego można było osobiście spróbować podczas historycznej majówki. Najważniejsza jednak była lekcja historii, która niejako mimochodem opowiadała o dziejach zamku i jego właścicielu Atanazym Walentym Miączyńskim herbu Suchekomnaty. Ów szlachcic, żyjący w latach 1639–1723, podskarbi nadworny koronny, wojewoda wołyński i pułkownik, należał nie tylko do najwybitniejszych oficerów Jana III Sobieskiego, lecz także do jego długoletnich, wypróbowanych przyjaciół. Zaprzyjaźniony w młodości z Janem Sobieskim, przebywał wiele u jego boku, pielęgnował go w chorobie we wrześniu 1667 r., a następnie odbył z nim kampanię podhajecką. Energia i operatywność Miączyńskiego na polach bitewnych, zwłaszcza w utarczkach z Tatarami i Turkami, do dziś wprawiają w podziw. W czasie ponad 40-letniej służby wojskowej zdobył ogromne doświadczenie bojowe, nieustannie dowodząc (przeważnie lżejszą) jazdą. Okazał się niezastąpiony jako dowódca straży przedniej, prowadząc zwiad i kierując ubezpieczeniem armii oraz pościgiem za rozbitym wrogiem. Lista stoczonych przezeń batalii jest tak liczna, że przypomnimy tylko niektóre, jak np. słynną wyprawę Sobieskiego przeciw czambułom tatarskim (1672), bitwę chocimską (1673), pościg za niedobitkami tureckimi w stronę Kamieńca i zadanie im dużych strat. W lutym 1676 r. uczestniczył w koronacji Jana III, który oficjalnie określając go jako „wiernego przyjaciela naszego domu”, wynagrodził mu zasługi starostwami łosickim i łuckim. Atanazy szczególnie chlubnie zapisał się w wyprawie wiedeńskiej, na którą ruszył na czele pułku złożonego z trzech chorągwi pancernych (własnej i braci) oraz własnego oddziału dragonii. Nie odstępował króla, śpiąc z nim w jednej izbie i namiocie. Brawurowo prowadził pościg za cofającą się armią turecką, gromiąc wroga i biorąc wielu jeńców. Według relacji Mikołaja Dyakowskiego, Miączyński z pułkiem 2-tysięcznym: „tak dojeżdżali Turków..., że im aż ręce ustawały od rąbania nieprzyjaciela”. W pierwszej bitwie pod Parkanami osłaniał Jana III, gdy ten znalazł się w bezpośrednim niebezpieczeństwie. Obecny był przy śmierci Jana III. Ogromnie lubiany przez zmarłego króla, zyskał sobie także sympatię Augusta II, któremu służył wiernie. Stał się człowiekiem bogatym. Ze średniego szlachetki awansował na magnata. Dziś w dawnych włościach Atanazego Miączyńskiego zobaczyć można pozostałości muru, który otaczał pałac, wraz bramą wjazdową. Na końcu parku, od strony wschodniej, ostał się szkielet oranżerii klasycystycznej. Do dzisiaj zachowały się też lamus, w którym znajduje się biblioteka, oraz kaplica pw. św. Antoniego i oficyna pałacowa. Przed bramą wjazdową na teren zespołu parkowo-pałacowego znajduje się usypany kopiec z kolumną i krzyżem żeliwnym. Na przełomie XIX i XX w. mieszkał tu Ksawery Skłodowski, brat dziadka Marii Skłodowskiej-Curie. Wiadomo, że noblistka bywała w Zawieprzycach na wakacjach.

Legenda

Jak z większością zamków, tak i z tym w Zawieprzycach związana jest legenda. Jest to tragiczna opowieść, która – jak podkreślają miłośnicy Zawieprzyc – nie ma nic wspólnego z prawdą, ale dobrze, że – jak przystało na prawdziwy zamek – służy zabawieniu turystów. A mówi ona, że działo się to koło Łęcznej, w Zawieprzycach w XVII wieku. Jan Nepomucen Granowski, kasztelan lubelski, którego majątek znajdował się w Zawieprzycach, dzielnie walczył pod Wiedniem, przyczyniając się do zwycięstwa Polaków. W nagrodę otrzymał od króla 2 tys. jeńców tureckich do pracy w swoim majątku. Wśród nich była piękna Greczynka Teophania i jej narzeczony Lascaris. Pan na Zawieprzycach był okrutny, głodził jeńców i katował ich. Dużo z nich umierało. Piękna Greczynka zwróciła uwagę pana – chciał, by była jego nałożnicą. Gdy mu się opierała, skazał jej narzeczonego na karę chłosty, a potem kazał ich obydwoje zamordować i wyrzucić do grobu. Kiedy brat Greczynki trafił do Zawieprzyc, poszukując siostry, przedstawił się jako włoski malarz Andrea di Pella. Kiedy kasztelan opowiedział o mordzie, malarz domyślił się, że to była jego siostra i jej narzeczony. Namalował obraz z tego tragicznego wydarzenia z twarzą siostry i jej narzeczonego. Kasztelan przeraził się, kiedy dowiedział się, kim jest malarz. Kazał go żywcem pogrzebać w grobie, w którym spoczywała para Greków. Od tej pory w zamku w Zawieprzycach zaczęły pojawiać się duchy, a na ród Granowskich sp adały różne nieszczęścia. Po nagłej śmierci okrutnego kasztelana dziedzicem został jego bratanek Teofil Granowski. Kiedy od sług pałacowych dowiedział się, co tu się wydarzyło, udał się do Rzymu, gdzie wstąpił do klasztoru Świętej Trójcy na Górze. Znaczną część majątku oddał na fundacje. Wówczas duchy nieszczęsnych Greków spoczęły na zawsze w spokoju. Dziś po zamku zostały tylko gruzy i wzgórze z krzyżem, a pod nim – jak głosi legenda – bohaterowie tej tragedii. I choć próżno w tej opowieści szukać prawdy, Zawieprzyce warto odwiedzić nie tylko podczas historycznej majówki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama