Nowy numer 49/2020 Archiwum

Życie na papierze

Rozdawał swoje prace przyjaciołom i przypadkowo napotkanym ludziom. Nie szukał uznania, ale spotkania z drugim człowiekiem. Był artystą spełnionym.

Minęła właśnie pierwsza rocznica śmierci lubelskiego artysty – Andrzeja Kota. Z tej okazji 17 lutego zorganizowano wystawę prac artysty w Domu Słów, połączone z promocją albumu „Ot Kot” – autorstwa Jarosława Koziary. Zaprezentowano także fragment filmu w reżyserii Grzegorza Linkowskiego, który pokazuje życie A. Kota z bliska. Dotykał niewidzialnego Był ministrantem u dominikanów. Wychowywał się na Starym Mieście w Lublinie. Ale lubił chodzić też do kościoła Świętego Ducha, żeby podziwiać niezwykłe epitafia. Jako kaligraf, grafik – dotykał ich palcami.

Pisał i rysował na papierze, zachwycał się tym, co zapisane w kamieniu. Ani album Jarosława Koziary, ani filmy Linkowskiego nie są jeszcze klamrą spinającą życie i twórczość Andrzeja Kota. Pierwszy film zatytułowany „Alfabet Kota” przybliża różne rodzaje jego twórczości. Drugi, jeszcze niedokończony – z powodu braku środków na jego realizację – nosi tytuł „Życie na papierze”. – Pokazuję Andrzeja w relacjach z ludźmi. Jego życie nie było łatwe, ale on nigdy się nie skarżył. Na planie powiedział, że jest artystą spełnionym – mówi Grzegorz Linkowski. Artysta i choroba Andrzej Kot chorował na schizofrenię. Przez ostatnie lata nie trafiał do szpitala, jak to miało miejsce wcześniej, bo pojawiły się skuteczniejsze leki. W pewnym momencie jednak okazało się, że Andrzej ma nowotwór. Ta informacja bardzo go zaskoczyła, podobnie jak jego przyjaciół. Rak został niestety zbyt późno wykryty. – Andrzej chciał, abyśmy nagrywali nawet w szpitalu – mimo że rodzina nie patrzyła na jego decyzję przychylnie – opowiada Linkowski. W szpitalu nie opuszczali go przyjaciele. Jarek Koziara przynosił mu jego obrazki, ktoś inny kredki i ołówek, żeby pisał. – Gdy pogorszył się stan zdrowia Andrzeja, nie było mnie w mieście. Dostałem telefon z informacją, że Andrzej chce się spotkać z księdzem. Miałem problem, bo próbowałem zorganizować księdza natychmiast, przez telefon. Udało się, dzięki Bogu. Odszedł po rozmowie z kapłanem, pojednany z Bogiem i zaopatrzony w sakramenty – opowiada Linkowski. Okazało się, że Andrzej Kot stworzył tak wiele prac, że twórcy albumu przez kilka miesięcy dokonywali selekcji materiału. – Szukaliśmy właściwego klucza, według którego powinniśmy ułożyć jego dzieła – powiedział Jarosław Koziara. Andrzej Kot urodził się 21 listopada 1946 w Lublinie, zmarł 17 lutego 2015 r. Znany był głównie jako twórca exlibrisów, znaków graficznych i satyrycznych rysunków. Za granicą doceniano go za niepowtarzalny styl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama