Nowy numer 48/2020 Archiwum

On nie jest sprzedawcą dymu

Jedni do wyjazdu przygotowywali się bardzo długo. Inni do Krakowa pojechali w ostatniej chwili pod wpływem impulsu. Wszyscy szczęśliwi już wrócili do domów.

Z Lublina do Krakowa pojechały tysiące młodych ludzi. Pojechali specjalnymi pociągami, autobusami, ale też indywidualnie. Pojechało ich znacznie więcej, niż się spodziewano, bo wielu decyzję o spotkaniu z papieżem podjęło dopiero wtedy, gdy ujrzało w telewizji to, co się dzieje w Krakowie.

– Zwyczajnie zrobiło mi się szkoda, że mnie tam nie ma – mówi Kasia Bąk, która przypadkiem zobaczyła swoje koleżanki na szklanym ekranie. W jednej chwili spakowałam się i w sobotę wieczorem po kilku kilometrach marszu byłam w Brzegach – relacjonuje. Inni do spotkania z papieżem przygotowywali się długo jak Małgosia Klejszmit, której zamarzyło się bycie wolontariuszem. – Zgłosiłam się w kwietniu, bo kocham działać, ale nie wiedziałam, czy mi się uda dostać do grupy wolontariuszy, bo były ograniczenia wiekowe, a ja już pierwszej młodości nie jestem – śmieje się Małgosia. – Na szczęście udało się i dziś mimo zmęczenia po 10 dniach służby naprawdę jestem szczęśliwa – dodaje. – W Krakowie spotkałam niezwykłych młodych ludzi z całego świata, którzy pomimo geograficznych i kulturowych różnic mają coś wspólnego, kochają Jezusa i chcą iść z Nim przez życie – podkreśla. Młodzi z Lubelszczyzny bardzo przeżyli spotkanie z Franciszkiem i bardzo chcą zapamiętać to, co do nich mówił. – On wie, jak się kręci świat. Nie jest naiwny. Zna serca młodych. Mówił do nas bez patosu, czule i szczerze. Fantastycznie było tam być razem i słuchać papieża, który nie jest jak sprzedawcy dymu – mówi radośnie Agnieszka z Lubelszczyzny.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama