Nowy numer 44/2020 Archiwum

Nie prześpią poranka

Jedni do świąt Bożego Narodzenia przygotowują się materialnie, inni duchowo. Tych drugich ostatnio zaczyna przybywać, szczególnie wśród najmłodszych.

Starsi pamiętają zapewne okres Adwentu, kiedy jako dzieci biegali codziennie z lampionami do kościoła na Roraty. Dziś coraz częściej idea Mszy św. o godz. 6 odchodzi w niebyt. W wielu parafiach Roraty odprawiane są po południu. Zdaniem ks. Antoniego Sochy, proboszcza z kościoła św. Urszuli Ledóchowskiej w Lublinie, to przyczyna coraz słabszej frekwencji. – Dzieci popołudniami mają często zajęcia w szkole lub uczestniczą w kursach dodatkowych – stwierdza. – W naszej parafii też mieliśmy Roraty dla dzieci po południu. Po rozmowach z rodzinami postanowiliśmy kilka lat temu, że przywrócimy tradycyjną godzinę Rorat, czyli 6.00 rano.

Msza i śniadanie

Parafia św. Urszuli Ledóchowskiej dziś słynie z ponadprzeciętnej frekwencji – przez cały Adwent kościół na Węglinie wypełniony jest w czasie Rorat po brzegi. – To zasługa przede wszystkim rodzin, które naprawdę są bardzo zaangażowane zarówno w życie parafii, jak i w życie Kościoła – informuje urszulanka s. Magdalena Sitkowska, która od początku razem z dziećmi i młodzieżą z prowadzonej przez siebie wspólnoty Eucharystyczny Ruch Młodych zachęca wszystkich do regularnego uczestnictwa w Roratach. – Na początku przychodziła garstka dzieci, a one zaczęły dzielić się swoimi przeżyciami w szkole z rówieśnikami. Msza św., która dzięki wykorzystywanym przez księży materiałom z „Małego Gościa Niedzielnego” skierowana przede wszystkim do nich, wzbudzała wielki entuzjazm. To nie pozostawało bez echa – śmieje się urszulanka. Z roku na rok grupa dzieci i młodzieży coraz liczniej docierała do św. Urszuli na 6.00 rano. – Teraz codziennie na porannej Mszy św. w Adwencie jest blisko setka dzieci – mówi proboszcz. – Często wiele z nich przyjeżdża do nas z innej parafii, bo tutaj chodzą do szkoły. Najpierw uczestniczą we Mszy św., później jedzą w domu parafialnym bułeczki i idą na lekcje.

Nie odpuszczają

Wspólne śniadania po Roratach u św. Urszuli są już tradycją. – Funduje je ks. proboszcz, a zaopatrzeniem zajmuje się jeden z rodziców – wyjaśnia s. Magda. – Często są tu naprawdę tłumy, bo przychodzą całe rodziny. Siedzimy wspólnie i rozmawiamy. Rodzice mówią czasami, że nie jest im łatwo organizować w tym okresie życie rodzinne, ale gdy widzą mobilizację swoich dzieci, to, że one wstają przed budzikiem, pukają rano do drzwi, sprawdzając, czy dom przypadkiem nie zaspał, to – choć wiąże się to z różnymi trudnościami – chcą sprawić dziecku radość. A czasami zdarza się, jak mówi s. Magdalena, że rodzice obserwując, że dzieci są zmęczone, proponują: „słuchaj, dziś sobie odpuśćmy, pośpisz dłużej, jutro pójdziemy, może w sobotę, bo nie ma lekcji”. – Ale tylko choroba może dziecko wyłączyć z „obowiązku” uczestnictwa w Mszy św. – śmieje się urszulanka. – Jednak nawet gdy któreś z dzieci jest chore, to później przychodzi i dowiaduje się, co było podczas jego nieobecności, co musi nadrobić.

On na pierwszym miejscu

– My nigdy nie mieliśmy zamiaru namawiać naszych dzieci do codziennego wstawania o 5.15, ale one bardzo tego chciały – mówi Beata Woźny, mama Martyny, Weroniki i Julii, które uczestniczą w Roratach wraz z rodzicami. – Co wieczór deklarowały, że „jutro idą na Roraty”, choć rano nie było to już takie oczywiste – śmieje się pani Beata. – Bardzo motywowały je jednak codziennie rozdawane obrazki, związane z tematami Rorat, oraz śniadania w salce parafialnej po Mszy. Ich wytrwały upór stał się także dla nas niemałym wyzwaniem, bo musieliśmy wstać jeszcze przed nimi, zrobić śniadanie, wyszykować do szkoły. Rodzina Woźnych podkreśla, że codzienne uczestnictwo w Roratach to ogromny wysiłek fizyczny, psychiczny, ale przede wszystkim duchowy. – Wysiłek ten uświadamia nam jednak, co jest dla nas najważniejsze: ważna jest praca, szkoła, obowiązki domowe, ale jeszcze ważniejszy jest Pan Bóg – podkreśla pani Beata. – To On powinien być w naszej rodzinie na pierwszym miejscu. Dzięki Roratom okres Adwentu stał się dla nas wyjątkowym czasem oczekiwania na Boże Narodzenie, czasem przygotowania naszych serc. Na dalszy plan odchodzą przygotowania zewnętrzne do świąt, takie jak bieganie po sklepach czy sprzątanie, bo po prostu brakuje już na to sił. Roraty w parafii św. Urszuli kończy losowanie figurki Matki Bożej, która w czasie Adwentu najpierw co dzień odwiedza inny dom, a na końcu w jednym z domów zostaje na zawsze. – To najbardziej emocjonujący moment tego czasu – podkreśla z uśmiechem s. Magdalena, dodając, że Pan Bóg w tej parafii naprawdę działa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama