Nowy numer 27/2020 Archiwum

Tato, czy Bóg istnieje? Świadectwo dla wątpiących

W czasie trudu i niepewności o jutro rodzi się wiele pytań, także takich, które wcześniej nie przychodziły nam do głowy. Dla wątpiących niech będzie pocieszeniem świadectwo Łukasza, który pytał o istnienie Boga.

Łukasz wiedział, że na zgodę ojca nie ma co liczyć. Wydawało się, że z mamą pójdzie łatwiej.

– Nie było to proste powiedzieć niewierzącej mamie, że ja mam inne zdanie i że bardzo chcę poznać Pana Jezusa, przyjąć chrzest, Pierwszą Komunię, chodzić na religię i do kościoła. Determinacja była jednak tak duża, że porozmawiałem z mamą i prosiłem, żeby poszła z nami do kościoła i „załatwiła” nam zgodę na chrzest. Mama nie stawiała oporu, powiedziała, że skoro jestem pewien, że tego chcę, to pójdzie ze mną. Ucieszyłem się bardzo. Jednak, gdy przyszło do konkretów, ciągle nie miała czasu – wspomina Łukasz.

W końcu mama poszła. Opowiedziała kapucynom o sytuacji w rodzinie, o tym, że mąż na chrzest się nie zgodzi, ale ona, zgodnie z pragnieniem dzieci, pozwala. 13-letni Łukasz i o dwa lata młodsza Ania przygotowywali się do chrztu pod okiem siostry urszulanki. – Okazało się jednak, że mieliśmy tak dużo różnych trudnych pytań i tak drążyliśmy temat wiary, istnienia Pana Boga i Jego obecności w ludzkim życiu, że podjęto decyzję, aby przygotowywać nas cyklem katechez dla dorosłych. Po roku przygotowań, wielogodzinnych dyskusji i odkrywania, czym są Msza święta i sakramenty, nadszedł wyjątkowy dzień. Otrzymaliśmy chrzest i przyjęliśmy Pierwszą Komunię.

– Miałem 14 lat, byłem neofitą i najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Miałem ochotę krzyczeć z radości – wspomina Łukasz. – Msza św. przestała być niezrozumiałym rytuałem, mogłem w niej w pełni uczestniczyć, korzystać ze zbawienia od Mojego Pana. Chłopak zaczął zgłębiać Pismo Święte, każda Eucharystia była przeżyciem spotkania z Bogiem.

– Patrzyłem na ludzi obok w kościele i nie rozumiałem, jak mogą tak obojętnie, jak mi się wydawało, przeżywać Mszę św. Zastanawiałem się, jak można, będąc ochrzczonym, nie radować się na każdym kroku i nie mówić o Panu Jezusie, nie szukać Go w każdej sytuacji. Patrzyłem na moich rówieśników, którzy wszyscy byli ochrzczeni. Im byliśmy starsi, tym bardziej widziałem, że odchodzą od tego, co mówią Ewangelia i przykazania. Ja wciąż tym żyłem – opowiada Łukasz.

– Byłem normalny, tak samo jak inni chłopcy w moim wieku odkryłem swoją płciowość, kusiły mnie różne sprawy, a okazji, by spróbować rzeczy zakazanych, nie brakowało. Myślałem jednak, że przecież sam chciałem chrztu, obiecałem Panu Jezusowi, że będę żył Jego Ewangelią, więc z Bożą pomocą nie szedłem za przykładem moich kolegów. Dziś wiem, że to Pan o mnie walczył, chronił mnie – mówi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama