GN 42/2020 Archiwum

Życie pełne zaangażowania utrwalone na kamiennych tablicach

Gdy się spaceruje korytarzami pierwszego piętra historycznego budynku uniwersytetu (dawniej nazywany był "koszarami świętokrzyskimi", dzisiaj zaś oficjalnie gmachem głównym), trudno nie zauważyć brązowych, kamiennych tablic rozmieszczonych nad drzwiami kilku audytoriów.

Wszystkie są utrzymane w jednym stylu, mają kształt leżącego prostokąta, są obramowane stiukowymi (szlachetny tynk, gipsowa masa do wyprawy tynkarskiej) białymi opaskami. Na tablicach zostały wyryte nazwy sal; na jednej z nich została umieszczona inskrypcja: „Sala im. H. Sienkiewicza Fundacji Rodziny Rostworowskich”. Zatrzymajmy się przy niej na chwilę. Napis przypomina fakt, że Antoni Rostworowski, właściciel majątku w Milejowie i Kęble k. Wąwolnicy, znany i światły  społecznik i zarazem skarbnik Komitetu Budowy Uniwersytetu Lubelskiego,  wraz z rodziną,  na początku lat dwudziestych ubiegłego wieku sfinansował odbudowę sali akademickiej (otrzymała imię znanego powieściopisarza) w zdewastowanym podczas I wojny światowej  budynku koszar, a przyznanemu Uniwersytetowi przez Józefa Piłsudskiego.

Wybitni przedstawiciele rodu

Kilkanaście  kroków dalej, na kolejnej tablicy możemy przeczytać inny napis: „Sala im. Zofiji z hr. Rostworowskich Stanisławowej Wessel”. Pamiątkowa dedykacja przywołuje nazwiska donatorów (odbudowa sali), z którymi jest związana także historia Akademika Męskiego KUL (najstarszego w Lublinie) ulokowanego przy ulicy Niecałej 8 w rozleglej kamienicy zbudowanej na planie kwadratu, z dziedzińcem pośrodku. Otóż nieruchomość stanowiła własność małżeństwa Zofii z domu Rostworowskiej i Stanisława Wesselów, zaangażowanych w dzielność społeczną i patriotyczną właścicieli majątku w Żyrzynie k. Puław.  Niedługo po powołaniu do życia Uniwersytetu, w roku 1919,  Stanisław  przekazał budynek Kołu Pomocy Młodzieży Akademickiej Uniwersytetu.

Wspomniane tablice i historia akademika męskiego stanowią świadectwa (jedno z wielu) przypominające szlachetne i szczodre działania przedstawicieli rodziny  Rostworowskich na rzecz naszej Alma Mater. Godzi się przy tym  wspomnieć, że ta  wywodząca  się z Wielkopolski, korzeniami sięgająca  czternastego stulecia, pieczętująca  się herbem „Nałęcz” familia, rozrodzona i skoligacona z innymi znanymi rodami,    funkcjonowała w  rożnych regionach Polski, także na Lubelszczyźnie.  Wydała wiele znanych i zasłużonych  postaci. Wśród Rostworowskich znajdują się bowiem wybitni politycy, dyplomaci, wojskowi i społecznicy. Noszący to nazwisko wnieśli duży wkład w rozwój polskiej kultury – byli  wśród nich uczeni, pisarze, kompozytorzy czy malarze. Wśród Rostworowskich nie brakowało wybitnych duchownych i  sióstr zakonnych, oddanych  służbie Kościołowi.

To był niezwykły jezuita

Do tej grupy należał o. Tomasz (1904-1974), jezuita, muzyk, pedagog, harcmistrz, uczestnik obrony Lwowa, żołnierz AK i powstaniec warszawski, więzień polityczny, duszpasterz akademicki, kierownik polskiej sekcji Radia Watykańskiego w Rzymie. Bogaty życiorys tego odważnego  i wszechstronnego człowieka (można by nim obdzielić wiele osób i każda z nich miała by niezwykłą, wyjątkowa biografię), zawiera także kilka, wcale nie epizodycznych, pobytów  w Lublinie.

Pierwszy raz w mieście na Bystrzycą Tomasz Rostworowski pojawił się jako młody gimnazjalista. Otóż, po opuszczeniu - wraz z matką i braćmi - Kijowa i powrocie do wolnej już Polski, w Lublinie kontynuował naukę w Gimnazjum im. Stefana Batorego  (zwanego także „Szkołą Lubelską”), gdzie zdał egzamin dojrzałości. „Moich dwóch starszych synów, Tomka i Stefana, zapisałam do „Szkoły Lubelskiej”, gimnazjum założonego staraniem Antoniego Rostworowskiego i innych ziemian”, zanotowała jego matka, Teresa z Fudakowskich Rostworowska w swoich wspomnieniach („Za szlakiem mojego życia”).  Już jako uczeń przejawiał zdecydowany charakteru i liczne przymioty ducha; miał wiele zainteresowań, w tym pasję i przywiązanie do wartości skautingu (zostało mu to na cale życie). „Zaraz  wstąpił do harcerstwa i z młodzieńczym zapałem poświęcał swój wolny czas młodszym chłopcom”, wspomniał lata szkolne jego brat Stefan („Pomagał w sercach odnajdywać Boga. Sto i więcej wspomnień świadków życia ojca Tomasza Rostworowskiego TJ”) . ”Poza tym  miał dwa zainteresowania: astronomię i muzykę” – czytamy dalej. Istotnie, Tomasz był  bystrym i  pilnym uczniem;  utalentowany muzycznie, w Lublinie ukończył Szkołę Muzyczną  im. Stanisława Moniuszki.

Po uzyskaniu matury rozpoczął studia z historii  na Wydziale Nauk Humanistycznych nowo utworzonej wszechnicy katolickiej. „Tomek na razie zapisał się na uniwersytet głównie dlatego, by się zetknąć z młodzieżą akademicką i zapoznać się z jej mentalnością zanim podejmie  ostateczną decyzję co do osobistych zamiarów”, zanotowała przywoływana już   Teresa z Fudakowskich Rostworowska („Za szlakiem mojego życia”). Z racji na koligacje rodzinne i powiązania towarzyskie środowisko akademickie nowej wszechnicy nie było mu obce, osobiście poznał wielu profesorów. „Tomek lubił rozmawiać z ojcem Jackiem Woronieckim, dominikaninem, naszym krewnym, późniejszym rektorem KUL-u”,  wspominał jego brat Stefan. Na Uniwersytecie studiował krótko, bo zaledwie rok; niemniej pozostawił wyraźny  ślad  swojego pobytu - jako student pierwszego roku historii stał się współzałożycielem korporacji akademickiej „Concordia”. Potwierdza to archiwalny  tekst statutu z  lutego 1923 roku. W jego ostatnim paragrafie są podpisy dwunastu „członków - założycieli”; jednym z nich był autograf Tomasza Rostworowskiego.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama