Nowy numer 48/2020 Archiwum

Pamiętnik naszej matki

Zniszczony przez czas, w brązowej płóciennej okładce, z górą 500-stronicowy notatnik stał zawsze na półce z książkami, obok drugiego, grubszego w niebieskich okładkach. Pamiętnik matki wydali Jacek i Wojciech Machowie.

To w nim młoda studentka KUL zapisała, co działo się w 1920 roku.

Lublin w latach 20. XX wieku miał wygląd przedwojennego „gubernialnego” miasta z czasów carskiej Rosji. Na głównych ulicach były kamienice jedno lub dwupiętrowe. Tylko tu i ówdzie, głównie na Krakowskiem Przedmieściu, na ul. Chopina i Królewskiej, znajdowały się okazałe kilkupiętrowe domy, gdzie mieściły się hotele, restauracje, szkoły. Ulice były brukowane kocimi łbami, tylko kilka miało lepszą nawierzchnię. W takim mieście żyła Jadwiga Orłowska. Młoda dziewczyna, świadek odzyskania niepodległości i walki o nią. To ona w tych najgorętszych dniach zaczęła pisać pamiętnik. Nie było w nim analizy sytuacji politycznej, nie było planów bitewnych i relacji z ich przebiegu. Były zaś własne obserwacje i przemyślenia, które dziś pozwalają wczuć się w atmosferę Lublina z czasów wojny polsko-bolszewickiej.

Mama

Synowie Jadwigi Orłowskiej Wojciech i Jacek Machowie wiedzieli, że mama pisze pamiętnik. Czasem, późnym wieczorem, gdy chłopcy leżeli w łóżkach, Jadwiga siadała przy nocnej lampce i notowała. Czasem, gdy mieli już po kilkanaście lat, sięgała po jeden z zeszytów i czytała zapiski z ich dzieciństwa. Drugi z notesów brała do ręki rzadko, kartkowała, ale nie czytała go synom. W tamtych czasach o wojnie z  bolszewikami w szkole nie uczono, a przyznawanie się do współpracy z Józefem Piłsudskim mogło skończyć się przykrymi konsekwencjami. Nic dziwnego, że o swojej młodości i tym, co przeżywała Jadwiga nie dzieliła się z nikim.

- Nasza mama urodziła się w 1898 roku. Pamiętnik zaczęła pisać 7 maja 1918 roku i robiła to przez 34 lata. Są to refleksje spisywane na gorąco o wydarzeniach widzianych oczami młodej, 20-letniej dziewczyny, z nadziejami i obawami. Mama pisała, jak czuła - bez dystansu do tego, co działo się wokół. Tak opisała też Lublin i to, co przeżywała ona i jej rówieśnicy podczas wojny 1920 roku - mówi Wojciech Mach, syn Jadwigi.

Studentka

A Jadwiga w 1920 roku była młoda. Kończyła właśnie pierwszy rok prawa na nowo powstałym w mieście Uniwersytecie Lubelskim (od 1928 roku Katolickim Uniwersytecie Lubelskim) i pracowała w biurze Syndykatu Lubelskiego. Niedawno odzyskana niepodległość była dla niej powodem do dumy z faktu, że jest Polką. Pierwsza sesja połączona z lękiem o przyszłość ojczyzny znalazła w pamiętniku szczególne miejsce.

Pod datą 4 lipca 1920 zapisała: „Pogoda jest tak cudna, że nie chce się nawet myśleć o rzeczach brzydkich, złych i smutnych. A jednak smutno jest. Zwycięstwa bolszewików, duże straty naszych ukochanych żołnierzy niestety nie wróżą nic dobrego. Jednak ja wierzę w nasze siły. Wierzę, że duch nie osłabił się w wojsku naszym i w razie potrzeby koniecznej wszyscy, którzy siedzą tu, poza frontem pójdą walczyć. Nie oddamy tego, co z takim trudem zdobyliśmy”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama